;
wtorek, 02 lutego 2010
Biały balonik, Dzieci niebios

Zapowiada się u mnie świetny rok filmowy. Minął pierwszy miesiąć 2010 roku, a miałam okazję obejrzeć już dużą ilość świetnych filmów. Przed chwilą skończyłam chyba najbardziej poruszający film, jaki w ostatnim czasie widziałam... "Dzieci niebios"

Blisko rok temu oglądałam rewelacyjny film „Biały balonik” w reżyserii Jafara Panami.

 

Pamiętam, że oglądałam go z ogromnym zainteresowaniem, a wzruszeń przy nim było co nie miara. Zatem do rzeczy.. Zbliża się perski Nowy Rok. W domu irańskiej rodziny trwają przygotowania do obchodów święta. Ojciec wysyła syna po zakupy, matka sprząta dom, nikt z dorosłych nie ma czasu zająć się dziećmi, a co dopiero mówić o spełnianiu ich marzeń. Córka państwa domu wymarzyła sobie złotą rybkę (która miała zostać użyta do przygotowania haft sinu*). Jej brat ubłagał matkę, aby dała jej pieniądze na spełnienie pragnienia. Dziewczynka podąża więc do sklepu, aby zakupić rybkę. Jednak w drodze do niego spotyka ją wiele przygód, nie zawsze dobrych,  w końcu gubi pieniądze. Za wszelką cenę postanawia je odnaleźć. Zadziwia determinacja z jaką mała Razije szuka pieniędzy, jak stale odnawiają się w niej siły popychające do dalszych poszukiwań. Na swojej drodze spotyka wiele osób (derwiszy, żołnierzy, mieszkańców Teheranu), lecz dopiero mały Afgańczyk sprzedający balony oraz staruszka pomagają im (im,gdyż w poszukiwaniach bierze udział także brat dziewczynki) odnaleźć pieniądze (ciekawostką jest, że staruszka to Polka – Anna Borkowska, która przybyła do Iranu z Armią Andersa i pozostała w nim na zawsze). Oglądając ten nieśpieszny film obserwujemy dzieci, które imają się w Iranie rozmaitej pracy. Teheran wypełniony setkami dzieci, które musiały szybko dorosnąć.  Widzimy dzieci – krawców, sprzedawców, pomocnika przy sprzedawcy rybek.

Piszę o tym, gdyż dziś obejrzałam kolejny film, który przypomniał mi o „Białym baloniku” – obejrzałam mianowicie „Dzieci niebios” . Jest równie poruszający i wzruszający, a opowiada kolejną historię irańskich dzieci.

 

„Biały balonik” obracał się wokół złotej rybki, natomiast „Dzieci niebios” skupiony jest wokół bucików. Buty. Policzmy, ile ich par mamy w swojej szafie. Ile mamy w niej kapci, pantofelków, kozaków, sandałków, kaloszy i innych rodzajów butów. Są dla nas oczywistością, gdy się zepsują kupujemy po prostu nowe, coraz rzadziej naprawiamy u szewca.  Mamy je na właściwie każdą porę roku czy okazję.  Dlaczego piszę o butach? Jaki ma to związek z filmami? Czytajcie dalej…

W „Dzieciacg niebios” znów  obserwujemy rodzinę żyjącą w biednej części Teheranu. Chłopiec odbiera od szewca buty swojej młodszej siostry i je gubi. Od pierwszej sceny filmu domyślamy się, że buty te są niezwykle ważne. Pokazano bowiem mozolną pracę szewca, który je ceruje. Chłopiec wydaje się niezwykle przejęty i zdenerwowany, gdy dowieduje się, że buty zniknęły z miejsca, w którym je położył. Szuka ich w popłochu, lecz niestety bezskutecznie. Wraca zrozpaczony do domu, dowiadujemy się, że były to jedyne (poza kapciami) buty dziewczynki. Od tej chwili chłopiec musi dzielić się swoimi butami z siostrą. Rodzice nie mogą dowiedzieć się o zgubie, gdyż zdenerwowałoby to ojca i matkę. Są oni już zadłużeni w sklepie, a także u mężczyzny od którego wynajmują dom. Rodziny nie stać  na zakup nowych bucików dla dziewczynki.

 

W „Dzieciach niebios” po raz kolejny możemy zobaczyć dzieci, które nie mają wsparcia wśród dorosłych i muszą zmierzyć się ze swoimi problemami same. Zarówno nie mogą zwierzyć się rodzicom ze swoich kłopotów, nauczyciele w szkole także nie chcą zglębić dziecięcego świata. Dyrektor szkoły nie wnika, dlaczego uczeń (główny bohater) notorycznie spóźnia się do szkoły, aby móc temu zaradzić,  jedynie ruga go za to (a przyczyną spóźnień chłopca są buciki i konieczność wymieniania ich z siostrą). Dzieci skazane są na same siebie. Znamienna jest dla mnie scena, gdy ojciec mówi do swojego syna” Masz 9 lat. Nie jesteś już dzieckiem”.

Zarówno „Biały balonik”, jak i „Dzieci niebios” to bardzo proste filmy, bez szybkiej akcji czy nagłych jej zrotow. Są dla mnie niezwykle poetyckie, choć gdy uświadamiam sobie, że zapewne nie są historiami wymyślonymi jedynie przez scenarzystę wprawiają mnie w ogromne wzruszenie.Oglądając te dwa filmy czułam w sobie  niezgodę na taki stan rzeczy.

Pięknie pokazana jest w tych filmach  dziecięca solidarność (gdy rodzeństwo wzajemnie sobie pomaga, a także niejednokrotnie „kryje” przed rodzicami i ich gniewem). Temat dzieci, dzieciństwa, szkoły niezwykle mnie interesuje (nie tylko zawodowo), dlatego z chęcią obejrzę kolejne tego typu filmy. Obaj reżyserzy są zapewne niezwykle wrażliwymi osobami i marzę, aby móc lepiej zapoznać się z ich twórczością – obejrzę zapewne film „Colour of Paradise” o którym niedawno pisała Maga Mara..

Biały balonik, Badkonake sefid

reż. Jafar Panahi

 

Dzieci niebios, Bacheha-Ye aseman

reż. Majid Majidi

Haft Sin - przygotowanie Haft Sin należy do głównych tradycji irańskiego Nowego Roku. Haft Sin to obrus, na którym umieszcza się siedem rzeczy, których nazwy zaczynają się od litery sin perskiego alfabetu. Są to: sabze (różne zielone rośliny takie, jak pszenica, jeczmień, soczewica, które rosną w naczyniu - symbolizują odnowę życia), samanu (rodzaj słodkiej potrawy z zarodków pszenicy - symbolizują bogactwo), sendżed (suszone owoce jujuby - symbolizuje miłość), sir (czosnek - symbolizuje medycynę), sib (jabłko - symbolizuje piękno i zdrowie), somaq (owoce sumaku - symbolizują wschód słońca), serke (ocet - symbolizuje wiek i cierpliwość). Oprócz tych zaczynających się na literę sin rzeczy na Haft Sin mogą znajdować się również: zapalone świece (symbol jasności i szczęścia), lustro, naczynie, w którym pływają czerwone rybki (symbol życia), suszone owoce, rodzynki i orzechy, kolorowane jajka (symbol płodności), woda różana (posiadająca właściwości oczyszczające), Koran, zbiór wierszy Hafeza (źródło: http://www.literaturaperska.com)

czwartek, 22 października 2009
Z ostatniej chwili...

Wpadłam dosłownie na sekundkę!

Dla lubiących twórczość greckiego mistrza kinematografii Theodorosa Angelopoulosa jutro na programie Zone Europa o 15:35  film "Pejzaż we mgle"! Nie lada gratka dla miłośników kina - filmy Theo są trudno dostępne w Polsce! Ja nie będę mogła oglądać "na żywo", ale sobie nagram. Jeśli ktoś chciałby, abym przegrała mu ten film niech do mnie napisze!

Ja nie mogę się doczekać!

"Obraz powstał na podstawie scenariusza Tonino Guerry, stałego współpracownika Theodorosa Angelopoulosa. Dwunastoletnia Voula i jej pięcioletni brat uciekają z domu. Pragną odnaleźć ojca, który rzekomo mieszka w Niemczech. Zaczyna się wielotygodniowa wędrówka dwójki małoletnich bohaterów przez Grecję. Dzieciaki nie mają pieniędzy i cel, czyli dotarcie do Nimiec, oddala się coraz bardziej. Bohaterowie spotykają na swojej drodze całą galerię postaci. Niestety, właściwie tylko młody aktor Orestis okazuje ludzkie uczucia i pomaga uciekinierom. Czy Voula i jej brat odnajdą ojca? Obraz niezwykle liryczny i emocjonalny. Reżyser, podobnie jak w innych swoich filmach, sięga po schemat fabularny obecny w literaturze antycznej. Parafrazując mit Odyseusza, Angelopoulos tworzy specyficzny film drogi, obraz dziecięcej inicjacji, poszukiwania sensu życia i prawdziwych wartości. Niestety, rzeczywistość wielokrotnie okaże się dla bohaterów groźna, niezrozumiała. Doznają wielu krzywd (niezwykle przejmująca scena gwałtu), a podróż przez świat jest traumatycznym doświadczeniem. Grecja Angelopoulosa jest ponura, przygnębiająca i niegościnna, spowita burą kolorystyką. Jakże daleko do dionizyjskiej urody, chęci życia i zabawy kojarzonej z tym krajem. Mimo realistycznego obrazu świata, film przepełniony jest symboliką, licznymi cytatami kulturowymi i metaforyką często zawieszającą logikę opowiadania. Podróż dzieci jest w gruncie rzeczy ukazaniem procesu dojrzewania, podróżą w prawdziwe życie, symbolicznym przekroczeniem dzieciństwa. Pejzaż we mgle to obraz pesymistyczny, przesiąknięty wizualnym oniryzmem, atmosferą "świata wszędzie i nigdzie". Człowiek zdaje się tylko pyłkiem, mechanicznym ogniwem stanowiącym co najwyżej tło odwiecznie dziejącego się dramatu (stąd piękne, statyczne ujęcia krajobrazów z bohaterami jako elementami dekoracji). Podkreślano niezwykłą pracę Giorgosa Arvanitisa, stałego operatora Angelopoulosa, oraz sugestywną ścieżkę dźwiękową Eleni Karaindrou." (źródło: Telemagazyn)

poniedziałek, 14 września 2009
Przerwane objęcia

Dziś znów zapraszam na film. Jestem przeszczęśliwa, gdyż miałam okazję oglądać „Przerwane objęcia” Almodovara. Nie mogłam się I jestem urzeczona, a jakże! Piękne zdjęcia , piękna Penelope (choć pojawiają się także inne lubiane przez Almodovara kobiety), fantastyczna historia miłosna sprzed lat.   Z całego filmu wyziera zastosowana przez Almodovara koncepcja podwójności, główni bohaterowie mają podwójne oblicza, przedstawione jest kino w kinie. W „Przerwanych objęciach” pełno jest nawiązań do innych filmów (nie tylko almodovarowskich), zapożyczeń cytatów i scen. Najbardziej znamiennym obrazem filmu jest stos rozrzuconych i rozerwanych zdjęć przytulonych do siebie kochanków ( z czym koresponduje tytuł filmu). Poza tym w filmie pojawia się zdjęcie wykonane ponoć przed laty przez samego Almodovara.

(to to zdjęcie)

W początkowych scenach filmu poznajemy Harrego Cane’a – niewidomego autora, któremu sprzyja passa i szczęście i mimo swojej niepełnosprawności wiedzie udane życie, ma bliskich przyjaciół, zaprasza do domu przypadkowo spotkane kobiety. W dalszej części filmu dowiadujemy się, że Harry to jedynie pseudonim, a prawdziwym imieniem jest Mateo. Mateo w momencie utraty wzroku i życiowej miłości uznał, że umarł i kazał na siebie mówić Harry. Mateo był reżyserem, Harry jest pisarzem i scenarzystą żyjącym w ciemności. Wkrótce przyjdzie mu zmierzyć się z własną, bolesną przeszłością.

Poznajemy także Lenę – sekretarkę w biurze madryckiego biznesmana (Ernesto). Jej ojciec ma raka żołądka, lekarz odmawia wykonania natychmiastowej operacji wymigując  się wakacyjnym wyjazdem, a zarówno Leny jak i jej matki nie stać na opłacenie operacji w prywatnej klinice. Z pomocą przychodzi Ernesto. Oglądając te sceny wytężałam umysł zaciekawiona, jak połączą się losy Mateo oraz Ernesto i Leny. Przez całość filmu odkrywałam razem z Diego – przyjacielem pisarza, jakie tajemnice skrywa przeszłość Mateo. Okazała się dla mnie świetną historią, którą oglądałam z przyjemnością i czasem z zapartym tchem.

Ona (Lena)  - sekretarka wpływowego biznesmana, początkująca aktorka, skrycie ekskluzywna prostytutka, którą połączą inne aniżeli służbowe relacje z szefem. Jak to ktoś ładnie napisał „kolejna kobieta na skraju załamania nerwowego”, nawiązując do tytułu innego Almodovarowskiego  filmu. Skądinąd baczny widz dostrzeże sporo nawiązań do tego, jak i innych dzieł Pedro.   On (Mateo) - reżyser pracujący nad filmem „Dziewczyny i walizka” z Leną w roli głównej. Jak łatwo się domyśleć obydwoje zakochują się w sobie, jednak na drodze pełnego szczęścia i romansu pary staje kochanek Leny.

Szalenie podobał mi się koncept zrobienia przez Almodovara filmu w filmie. Przez całość trwania Przerwanych objęć mamy okazję oglądać sceny  z reżyserowanego przez Mateo dzieła. Poza tym zazdrosny kochanek Leny posyła stale syna na plan filmowy, aby kręcił Lenę z Mateo i tym samym móc ich podglądać (zatrudnia także kobietę ćmiącą czytać z ruchu warg, aby wiedzieć, co do siebie mówią). Gdy Lena zauważa siebie na monitorze telewizora postanawia ostatecznie opuścić Ernesta.  Film więc niejako staje się bohaterem filmu. Uważam, że to niełatwe zadanie nakręcić aktorkę grającą aktorkę, przedstawić film, w którym kręci się film, jednak Almodovarowi powiodło się i wszystko wypadło znakomicie i jak najbardziej prawdziwie. Poza tym filmy o filmie kojarzą mi się z przedstawianiem w nich kryzysów twórczych reżyserów, aktorów czy innych osób pracujących przy filmie, a tu pokazany jest po prostu proces twórczy, poza tym prezentuje, że kino jest często wiernym odzwierciedleniem rzeczywistości, natomiast życie staje się podobne do sztuki.

Wielu krytyków zarzuca Almodovarowi, że nakręcił telenowelę. Jednak gdyby przyjrzeć się większości jego filmów to po części nią właśnie są. Są kiczowate, pełne nasyconych kolorów, pokazują perypetie i relacje kobiet i mężczyzn, jednak zazwyczaj są niezwykle skomplikowane i złożone, a do tego jakże piękne!

Ja uwielbiam filmy Almodovara chyba za ich groteskowość, za łączenie tragedii z komedią, za przedstawianie kobiet znajdujących się w sytuacjach kryzysowych, granicznych. Kobiety w dziełach mistrza z La Manchy są przeróżne, czasem zabawne, śmieszne, komiczne, tryskające energią i radością, czasem są silne, odważne, innym jeszcze razem przepełnione bólem i cierpieniem. Są zdesperowane, zdesperowane, załamane, sentymentalne, perwersyjne, znerwicowane. Mozaika rozmaitych osobowości. To całe my, kobiety! Poza tym podoba mi się charakterystyczne dla Almodovara przedstawienia miłości, która w każdym jego filmie ma inny odcień. Czasem jest to miłość matki, czasem miłość między kobietą a mężczyzną, a czasem miłość homoseksualna. Miłość wyzierająca z ekranów almodovarowskich filmów jest rezygnacją z dążenia do realizacji własnych, egoistycznych celów, innym razem jest poświęceniem, czasem jest romantyczna, a czasem niezwykle gwałtowna. Zawsze – jest czymś pozytywnym, chroniącym człowieka przed samotnością, ratującą przed samozagładą.

środa, 19 sierpnia 2009
The Edge of Heaven

The Edge Of Heaven

Na krawędzi nieba

reż.Fatih Akin

 

Jakiś już czas temu miałam okazję obejrzeć film, który zrobił na mnie spore wrażenie. „Na krawędzi nieba” to pierwszy film Faitha Akina, który mogłam obejrzeć i zapewne nie ostatni. Fatih Akin urodził się w Hamburgu, pochodzi z tureckiej rodziny. Nieprzypadkowo zatem główny bohater podobnie jak reżyser przyszedł na świat w Niemczech, a jego przodkami są Turkowie (tak ja to odebrałam). Film podzielony jest na dwie części. Obie są ze sobą silnie związane, lecz myślę, że wybranie takiego rozwiązania przez reżysera było dobrym posunięciem – oglądając widz ma chwilę na odetchnięcie po zaprezentowaniu pierwszego epizodu, a także na rozładowanie napięcie wywołanego przez ową pierwszą część.

the edge of heaven

Film rozpoczyna się w chwili poznania się dwójki bohaterów – emerytowanego Ali oraz prostytutki Yeter.  Obydwoje pochodzą z Turcji, a do spotkania dochodzi w Bremie, w Niemczech.  Poznanie się tej dwójki bohaterów przyczynia się do lawiny zdarzeń, które przedstawione są w dalszej części filmu. Po kilku spotkaniach Ali proponuje kobiecie, aby z nim zamieszkała w zamian za wypłacanie jej sumy, którą zarabia pracując w burdelu. Ali jest wdowcem, pragnie, aby prostytutka zabiła dręczącą go samotność. Yeter po krótkich wahaniach przystaje na propozycję swojego klienta. Zamieszkuje w domu Aliego, poznaje jego syna Nejata – szanowanego profesora germanistyki, który początkowo nie aprobuje układu łączącego jej ojca i kobietę. Gdy dowiaduje się, że Yeter zarobione pieniądze wysyła do córki żyjącej w Turcji przełamuje się i zaczyna inaczej postrzegać kobietę. Gdy Yeter w dramatycznych okolicznościach umiera z winy Aliego Nejat zaczyna czuć coraz bardziej rosnącą nienawiść do ojca i postanawia odnaleźć córkę zmarłej kobiety, w tym celu wyrusza do Istambułu. W tym samym czasie poznajemy kolejną bohaterkę filmu – Ayten – córkę Yeter, która bez grosza w kieszeni wyjeżdża do Niemiec, aby odnaleźć matkę. Tam poznaje niemiecką studentkę Lottę, która udziela jej schronienia i zapewnia opiekę oraz pomoc w poszukiwaniach.

the edge of heaven

Film Akina odebrałam przede wszystkim jako prezentację zetknięcia się dwóch kultur, które dzieli mur właściwie nie do przebicia. Z jednej strony żyjemy w świecie coraz bardziej zjednoczonym, w którym bez problemu możemy przekraczać granice państw, wybierać miejsce, w którym pragniemy żyć, zalewa nas coraz większa ilość towarów z każdego zakątka świata, proces globalizacji coraz bardziej postępuje – z drugiej istnieją narody, które nie zgadzają się na tego typu swoistą symbiozę między państwami, żyją w okopach własnych tradycji i tożsamości. Niemcy i Turcję dzieli dystans właściwie nie do przebycia, różni ich zbyt wiele, odmiennie postrzegają świat i całą otaczającą rzeczywistość. Jest to w filmie unaoczniane prawie w każdej minucie filmu, a niemożliwym do przeoczenia jest w momencie rozmowy Ayeten z matką jej partnerki Lotty.

Czytałam gdzieś, że częstokroć mieszkający w Niemczech Turcji często izolują się, żyją w swoich własnych barykadach tożsamościowych bądź też całkiem o owej tożsamości zapominają i żyją całkiem jak niemieccy ludzie Zachodu nie wracając zbyt często do własnej przeszłości i nie pozwalają sobie na resentymenty.

Główny bohater filmu Nejet, mimo tureckiego pochodzenia doskonale radzi sobie w  zachodnim świecie. Jest dobrze wykształcony, wykłada język niemiecki na tamtejszym Uniwersytecie, świetnie zna języki. Decydując się na wyjazd do Istambułu zaczyna zastanawiać się nad wartościami, którymi kierował się w dotychczasowym życiu. Dowiaduje się, że podczas pobytu w państwie swoich przodków pragnie wprowadzić zmiany w do tej pory prowadzonej, uporządkowanej egzystencji. Czuje się odpowiedzialny za krzywdy, które spotkały Yester i poniekąd dzięki temu całkowicie przewartościowuje swoje życie. Tymczasowy pobyt (tak planował Nejet)  w Turcji nieoczekiwanie zmienia się w dłuższy niż przypuszczał.

Wyraźnie widać kontrast między synem Nejetem oraz jego ojcem Alim. Ten pierwszy jest bardziej świadomy, inteligenty, nie żyje przeszłością, natomiast Ali pokazany jest jako człowiek nie pasująca do europejskiej kultury, a nadal „żyjąca” według zasad panujących za czasów jego pobytu w Turcji. Kontrast wyraźny jest także między Lottą a Ayten, choć ten z czasem coraz bardziej się zaciera. Natomiast w opozycji do Ayten przez większość filmu stoi matka jej przyjaciółki, która pochodzi z Niemiec, jest euroentuzjastką i nie może zrozumieć zachowania i wyborów Ayten. Dopiero pod koniec filmu, po tragicznych wydarzeniach zaczyna kruszeć.

 

the edge of heaven

Uważam, że film doskonale wpisuje się w żywo toczone dyskusje na temat Turcji – czy kraj ten jest Europą czy nią nie jest.

Podczas tegorocznego wyjazdu miałam okazję przyjrzeć się z bliska Cyprowi (gdzie oglądałam „Na krawędzi niebia”), który jest kolejnym jak dla mnie przykładem paradoksu. Aby dostać się z Polski na wyspę odległą o kilka tysięcy kilometrów potrzebowałam jedynie dowodu osobistego, nie musiałam ubiegać się o jakąkolwiek wizę.  Natomiast, aby swobodnie móc przemieszczać się po Cyprze musiałam przekroczyć granicę grecko – turecką na której wydawano mi wizę. Ponadto zaobserwowałam ogromne różnice w mentalności obywateli obydwu części wyspy liczącej zaledwie około  9tys. kilometrów kwadratowych powierzchni (dla porównania – Polska liczy ok. 322tys km) Jesteśmy w coraz większym stopni jedną, wielką, globalną wioską, a jednocześnie istnieją takie granice i przeszkody (bardziej mentalne niż faktycznie istniejące), których pokonać nie jesteśmy w stanie. Zadziwiający jest ten nasz świat. Więcej o podziale Cypru napiszę innym razem, tu chciałam jedynie o tym wspomnieć – wpisało mi się to niejako w temat.

the edge of heaven

Film Akina to gorzki obraz z przepięknymi zdjęciami, świetnie skomponowaną muzyką, przepełniony  symboliką. Jest swego rodzaju lekcją o otaczającym świecie, nie ma w nim jednak nachalnego i czasem niezrozumiałego dydaktyzmu. To film z podtekstem politycznym, jednak Akin skupia się przede wszystkim na doskonałym kreśleniu swoich bohaterów. Ani na minutę nie wydał mi się nudny, żadne ujęcie nie trwało zbyt długo, nie był "naciągany".  Z niecierpliwością czekam na okazje do obejrzenia kolejnych filmów reżysera. Polecam!

 

wtorek, 20 stycznia 2009
Sodoma i Gomorra

Filmy o mafii nigdy mnie nie interesowały i choć znam kilku entuzjastów obrazów o tej tematyce ja nie miałam ochoty ich oglądać. Z „Gomorą” było nieco inaczej. Książka na której podstawie powstała stała się już swoistą legendą sprawiła, że zapragnęłam zobaczyć film Mateo Garrone. I zobaczyłam. 

gomorra

             

Najpierw książka. Roberto Saviano opisał mechanizmy działania neapolitańskiej mafii – Camorry. Książka przyniosła mu ogromny rozgłos i popularność, ale jednocześnie  wyrok śmierci wydany przez żądną zemsty Camorrę. Od dwóch lat pod osłoną eskorty ukrywa się przed żołnierzami mafijnego klanu. Książki nie czytałam, więc nie będę jej tu opisywała.

Film podobno pogorszył już i tak nie najlepszą sytuację Saviano. Jeszcze bardziej rozjuszył neapolitańskich bossów.

Filmy o mafii kojarzyły mi się z lukrowanymi obrazami w stylu „Ojca chrzestnego”. „Gomora” obdziera taki wizerunek i pokazuje Camorrę bez zbędnego cukru.  Ukazuje ogromne mocarstwa finansowe, które stały się przykrywką dla handlu bronią i narkotykami, które powstały na fundamentach nielegalnej konkurencji, wymuszeń, szantażów, korupcji, morderstw. Niby zdawałam sobie z tego wszystkiego sprawę, ale zobaczyć to na własne oczy na ekranie uświadomiło mi na jak wielką skalę działa ta nielegalna organizacja. Niby nielegalna, ale jakże bezkarna. Podobno policja oglądając obraz Garrone rozpoznała dwóch faktycznych członków neapolitańskiego mafijnego imperium. Ponadto w sondażu przeprowadzonym kilka lat temu Włosi odpowiadając na pytanie „Kto rządzi na południu  Włoch?” w 90% odpowiedzieli, że mafia, a jedynie 10% stwierdziło, że rząd.

Mafia we Włoszech złapała w swoje macki wiele sektorów gospodarki, uzależniła od siebie tysiące ludzi stając się tym samym ogromnym „przedsiębiorstwem” biznesowym i jak napisał sam Saviano jest „jednym z bastionów europejskiej ekonomii”Kilka lat w dużej mierze przejęła sektor budowlany, a w „Gomorze” pokazane jest, że  zajmuje się także nielegalną wywózką śmieci i składowaniem odpadów radioaktywnych w miejscach do tego nie przeznaczonych. Badania pokazują, że w rejonach w których są one odkładane znacznie wzrosła zachorowalność na choroby nowotworowe. Poza tym mafijni bossowie stoją za przemysłem włókienniczym i krawieckim. W Gomorze jest świetna ironiczna scena ukazująca, jak bardzo mafia rządzi światem. Na ekranie telewizora, który ogląda główny krawiec zakładu kierowanego przez mafię widzi uszytą prze siebie suknię założoną przez Scarlett Johnson przechadzającą się po czerwonym dywanie. Piękna suknia wybrana przez aktorkę nieświadomą za jak brudne pieniądze została uszyta.

gomorra

 

gomorra

 

 SUkazuje wielkie imperia finansowe, które powstały na międzynarodowym handlu bronią i narkotykami, na agresywnej, nielegalnej konkurencji, na szantażach, wymuszeniach, korupcji i morderstwach. Opisując świat mafii, wojny między klanami, vendetty, killerów i dealerów, Saviano dowodzi, że neapolitańska kamora pod względem liczebności, siły ekonomicznej i bezwzględności jest znacznie silniejsza i potężniejsza niż sławna mafia sycylijska i inne zorganizowane grupy przestępcze południowych Włoch.

 Okazuje się, że Camorra obraca rocznie pieniędzmi rzędu 12 mld euro. Podobno w dniu zamachu na Word Trade Centre jeden z mafijnych bossów zadzwonił do swojego „wspólnika”, aby poinformować, że „zwolniła się działka na Manhattanie”. W filmie okazuje się to prawdą, podczas napisów końcowych podana jest informacja, że Camorra bierze udział przy odbudowie WTC. gomorra

            Gomora oprócz szeregu informacji przedstawiających silne wpływu Camorry na świecie ukazuje wiele mechanizmów działania mafii. Nie ma już w niej miejsca na honorowe zasady, którymi kierują się członkowie mafii, jakie znamy z wielu dotychczasowych filmów. Członkowie nie cofną się właściwie przed niczym, aby osiągnąć zamierzony cel – w jednej ze scen zabita zostaje  kobieta, co do tej pory w obrazach mafijnych było nie do pomyślenia. Nie ma także kobiety- matki „la mammy”, która cichaczem kierowałaby poczynaniami synków. Mafia to ogromna organizacja przestrzenna, mająca ogromny zasięg i dzięki szerokiej sieci społecznych powiązań oraz całkowicie legalnych zabezpieczeń zapełniła przestrzeń w której funkcjonują nie tylko donowie, członkowie, ale także zwykli obywatele. Mafia tkwi w  przede wszystkim sycylijskiej, neapolitańskiej oraz kalabryjskiej  mentalności, tak naprawdę nie ma szefa, zastępcy czy jakiejkolwiek struktury. Nie ma w niej miejsca na honory, rytuały, jakiekolwiek symbole czy zwyczaje. Cel uświęca środki. Jedynyną zasadą współczesnej mafii nadal zdaje się być omerta – kierujący się nią członkowie nie zdradzają jakichkolwiek tajemnic, jest to reguła milczenia.

gomorra

Film pokazuje jeszcze jeden aspekt mafijnego życia. Jesteś w mafii, ale wydostać się z niej właściwie nie masz szans. Jeden z bohaterów po zabiciu kobiety – przyjaciółki chce opuścić Camorrę. Niestety okazuje się to niemożliwe. Poza tym Gomora dała mi do myślenia, jak bardzo jesteśmy uzależnieni i zdeterminowani od czasów i miejsca w którym żyjemy. Jak twierdziła Ruth Benedict kultura jest syntetyczną i zintegrowaną całością podporządkowaną wokół jednego wzoru myślenia. Dlatego żyjąc w danej kulturze chcąc czy nie chcąc jesteśmy pod silnym wpływem owego nadrzędnego wzoru. Myślę, że w Gomorze takowy aspekt kultury można zauważyć. Choćby wzbraniać się z całych sił mieszkając na południu Włoch pośrednio lub bezpośrednio wpadlibyśmy w macki Camorry, Cosa Nostry czy Ndrangheta (kalabryjska mafia) - tak ja już wcześniej wspominana zamordowana kobieta – matka chłopca, który zdradził „swoich”.

Jeśli chcecie ujrzeć mafię bez retuszy, bez dodawania jej atrakcyjności, bez makijażu polecam „Gomorę”. Sam reżyser powiedział, że filmował go najprościej jak to było możliwe, tak jakbym był przechodniem, który znalazł się tam przez przypadek”. Myślę, że udało mu się to.

Jeśli chcecie zobaczyć Neapol z nieco innej strony, strony, która burzy wyobrażenie Italii jako kraju w którym wszędzie grzeje słoneczko, rosną malownicze palmy, wszyscy są uśmiechnięci i szczęśliwi obejrzyjcie „Gomorę”. Nie ma w niej pięknych widoków, są za to: szare i zniszczone  blokowisko (jakiego nigdzie nie widziałam), brudne plaże, obskurne kluby nocne przypominające bardziej widoki Europy Wschodniej niż uroczych Włoch. W filmie nie zobaczycie czerwonych ust, gęstych i ciemnych włosów Włoszek, nie zobaczycie eleganckich i przystojnych Włochów. Zobaczycie za to obleśne brzuszyska, szerokie karki, tłuste i ulizane włosy.

gomorra

Mi nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po książkę Saviano. Żałuję tylko, że nie uczyniłam tego w innej kolejności (najpierw książka- potem film).

 

Polecam fragmenty książki:  Gomorra  

 
sobota, 06 grudnia 2008
Coś się dzieje

Zapraszam na Rewizje. Czyli duża doza literatury, teatru, tańca, muzyki, sztuki.

rewizje

 

Zapraszam także na Watch Docs. Czyli Prawa Człowieka w Filmie.

                                               watch docs

Festiwal, organizowany od 2001 roku, powstał z inicjatywy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, a jego celem jest promowanie idei praw jednostki poprzez najciekawsze filmy dokumentalne z całego świata. Jak co roku, w ramach Festiwalu będzie można zobaczyć kilkadziesiąt światowej klasy dokumentów. Warto wspomnieć, że dwa filmy z zeszłorocznego konkursu WATCH DOCS otrzymały nominacje Amerykańskiej Akademii Filmowej – a jeden z nich, czyli „Taxi to the Dark Side” Alexa Gibneya zdobył Oscara dla najlepszego filmu dokumentalnego.
Spośród niemal tysiąca nadesłanych filmów, do dwóch festiwalowych konkursów trafiło 25 starannie wybranych tytułów. Będą wśród nich dokumenty nagradzane na międzynarodowych festiwalach – takie jak „Przedstawienie” Siergieja Łoźnicy poświęcony stalinowskiej propagandzie, czy izraelski „Flipping Out” (Korba) o żołnierzach odreagowujących przy pomocy narkotyków wojenny stres, lub „Behave” (Bądź grzeczny) – wstrząsający brazylijski paradokument o błyskawicznych procesach nieletnich przestępców w reżyserii Marii Ramos. Oprócz tego w konkursie zobaczymy sporo polskich premier, m.in.: niepokojący chiński „Red Race” (Czerwony wyścig) ukazujący nieludzkie treningi dziecięcych chińskich mistrzów sportu, przejmujący amerykański „Four Seasons Lodge” ze zdjęciami legendarnego twórcy cinema verite – Alberta Mayslesa, w niekonwencjonalny sposób ukazujący ostatnich żyjących świadków holokaustu, czy znakomity estoński „Aliosza” Meelisa Muhu, w wyważony, choć bardzo dynamiczny sposób odsłaniający kulisy konfliktu o pomnik żołnierzy radzieckich w Tallinie. Reżyserzy filmów konkursowych będą – wzorem lat ubiegłych – gośćmi festiwalu. Chętnie umożliwimy Państwu możliwość przeprowadzenia wywiadu z reżyserami konkursowych filmów, członkami jury oraz gośćmi specjalnymi Festiwalu.
Filmy konkursowe oceniać będą dwa międzynarodowe jury, w których zasiądą m.in.: Jean-Pierre Rehm, dyrektor festiwalu FIDMarseille, Jukka-Pekka Laakso, dyrektor Tampere International Film Festival, Vita Drygas – Żelakeviciute (zeszłoroczna laureatka festiwalowej nagrody im. J. Kuronia) i prof. Andrzej Rzepliński wieloletni działacz Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, obecnie sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Gościem specjalnym będzie m.in. Aleksander Milinkiewicz, niezależny kandydat na prezydenta Białorusi i laureat europejskiej Nagrody im. Sacharowa na rzecz wolności myśli.
Festiwal to nie tylko konkurs, ale także retrospektywy i stałe sekcje programowe. Istotnym elementem programu 8 MFF WATCH DOCS będzie przegląd filmów Errola Morrisa – jednego z najwybitniejszych amerykańskich dokumentalistów. Morris otrzyma w tym roku przyznawaną przez Helsińską Fundację Praw Człowieka nagrodę im. Marka Nowickiego za wybitne osiągnięcia w ukazywaniu praw człowieka w filmie. W ramach przeglądu zobaczymy cztery najważniejsze filmy reżysera, należące już do klasyki dokumentu: „Cienka niebieska linia” – intrygujący formalnie film o sądowej pomyłce, który przyczynił się do zwolnienia niewinnie oskarżonego bohatera, „Mr Death” / Mr Śmierć ukazujący sylwetkę konstruktora maszyn do egzekucji, „The Fog of War: Eleven Lessons form the life of Robert McNamara” o byłym Sekretarzu Obrony USA, który odegrał zasadniczą rolę podczas wielu światowych konfliktów (Oscar 2004); oraz najnowszy, nagrodzony w tym roku w Berlinie „Standard Operating Procedure”, odsłaniający najmroczniejszą stronę konfliktu w Iraku.
Oprócz tego, w ramach retrospektywy „Świat dyktatorów” zobaczymy wybitne dokumenty poświęcone dwudziestowiecznym despotom. Wśród nich znajdą się takie filmy, jak: poświęcony postaci ugandyjskiego satrapy „Idi Amin Dada – Autoportrait” w reż. Barbeta Schroedera, „Cienie mrocznego imperium” Wernera Herzoga o Bokassie – człowieku, który z sierżanta stal się cesarzem, czy „Dictator Hunter” w reż. Klaartje Quirins ukazujący niewdzięczną pracę Adriena Brody’ego z Human Rights Watch, który postanowił ukrócić bezkarność krwawego dyktatora Czadu.
Z kolei w sekcji programu poświęconej propagandzie znajdą się historyczne przykłady wykorzystania filmu dokumentalnego do celów indoktrynacji wojennej. Wśród nich: niemiecki „Feuertaufe” / Chrzest ognia przedstawiający triumfalny Blitzkrieg niemieckich wojsk w Polsce w 1939 roku; radzieckie „Wyzwolenie” w reżyserii O. Dowżenki, ukazujące aneksję polskich kresów przez ZSRR jako oswobodzenie ludu spod „burżuazyjnej okupacji”, czy amerykański „My Japan” z 1945 roku – rasistowski pamflet usprawiedliwiający użycie bomby atomowej.
Jednym z wydarzeń towarzyszących Festiwalowi będzie polsko-niemieckie sympozjum „PRL – NRD: obrazy demokratycznego przełomu”. Spotkaniu polskich i niemieckich dokumentalistów towarzyszyć będą pokazy filmów ukazujących koniec systemu komunistycznego z perspektywy Polaków i Niemców.
Tegoroczny Festiwal stanie się również okazją do przypomnienia najciekawszych polskich zaangażowanych filmów dokumentalnych. W ramach retrospektywy „Tu zaszła zmiana” zobaczymy filmy zrealizowane po 1989 roku, które podejmują tematykę społeczną – m.in. dokumenty Ewy Borzęckiej, Pawła Łozińskiego, Macieja Drygasa, Piotra Morawskiego.
WATCH DOCS to również imprezy towarzyszące, dyskusje, warsztaty i spotkania z zaproszonymi gośćmi – filmowcami, ekspertami, dziennikarzami i politykami. Podobnie jak w ubiegłych latach, na Festiwalu spodziewamy się kilkudziesięciu gości z zagranicy – reżyserów i producentów konkursowych filmów. Jednym z wydarzeń towarzyszących tegorocznego festiwalu będzie prezentacja Dragon Forum połączona z indywidualnymi konsultacjami dla dokumentalistów przygotowujących nowe projekty.
Tegorocznemu Festiwalowi towarzyszyć będzie kampania społeczna „Prawa człowieka są ważne”, której projekt zwyciężył w tegorocznej edycji konkursu „Sappi – Ideas That Matter” organizowanego przez firmę Sappi Fine Paper Europe. W ramach kampanii w Warszawie tuż przed Festiwalem pojawi się kilka tysięcy plakatów oraz bezpłatna gazeta w całości skupiona na dzisiejszej sytuacji praw człowieka w świecie. Znajdą się w niej m.in. unikalne świadectwa ludzi, którzy przeżyli piekło północnokoreańskich obozów koncentracyjnych, ekskluzywny wywiad z Aleksandrem Milinkiewiczem na temat aktualnej sytuacji na Białorusi oraz artykuł poświęcony współczesnym dyktaturom.
Filmy

Bardzo, bardzo zaległy wpis. Przepraszam, ale ostatnio ze wszystkim jestem opóźniona.

 

Moje ulubione filmy. Co do niektórych literek mam zaćmienie i nie jestem w stanie wymyśleć filmów, których tytuły rozpoczynają się nimi.. Od jakiegoś czasu zapisuję sobie obejrzane filmy, ale robię to właściwie od wakacji, więc jeszcze wielu na niej nie ma. Te, które podaję utkwiły mi w pamięci i widocznie są ulubionymi. Część powtarza się z Waszymi wyznaniami.

 

A  Amelia, Amores Perros

B Babel, Butelki zwrotne

C Ciemna Paradiso, Chłopiec z latawcem

D Duchy Goi

E Elling (Elling zarówno w wersji filmowej, jak i teatralnej )

F  

G Granatowy prawie czarny, 21 gramów

H 

J Jacky Brown, Jedwabna opowieść, Jabłka Adama

K

L

Ł

M Milou w maju, Meduzy, Między słowami, Miasto gniewu, Monsunowe wesele

N Niebo nad Paryżem

O

P Podróż czerwonego balonika

R Rzymska opowieść,

S Śniadanie u Tiffaniego, 33 sceny z życia  (wiem, że to trochę oszukane, bo tytuły nie zaczynają się na „s”), Śmierć w Wenecji

T

U Uczta Babete

V Volver

W W stronę morza , Windą na szafot

X

Y

Z Zakochany Paryż, Życie jest piękne (znowu trochę oszukałam)

 

Najchętniej przeczytałabym o ulubionych filmach Prowansalki oraz  Galapagoski oraz tej, co zna smak  jabłka i może jeszcze  Fabelli. Zachłanna jestem. I ciekawska.

 

poniedziałek, 24 listopada 2008
Ciekawe, jaki kolor ma niebo nad Paryżem...

Są takie dni, kiedy na nic nie mam ochoty (zapewne każdemu one się zdarzają). Ja ostatnio takie dni mam codziennie.. To chyba przez pogodę. Najchętniej zapadłabym w zimowy sen, aby nie musieć wystawiać mojego wrażliwego nosa na zimny dwór. Nie lubię zimy. Oczywiście, gdy jestem w domu, wyglądam przez okno i widzę piękny, biały puch oświetlony nastrojowym światłem latarni jestem urzeczona.. Gdy mogę iść na spacer, a pod butami skrzypi gruba warstwa śniegu myślę sobie, że to mój ulubiony dźwięk. Gdy przyglądam się cudnym wzorkom, jakie mróz namalował na szybie dochodzę do wniosku, że zima to najlepsza artystka. Uwielbiam te chwile, gdy z mrozu wchodzę do ciepła domu. Perspektywa zmienia się, gdy muszę stać na przystanku w oczekiwaniu na spóźniający się autobus. Gdy dłonie skryte w rękawiczki są przeraźliwie zmarznięte. Gdy czuję skostniałe palce stóp.   Brr…  Choć zimy jeszcze nie ma i mrozu też nie, to początki tej gorszej części roku już odczuwam..

 

Jestem świeżo po obejrzeniu „Nieba nad Paryżem”. Ach, cudowna to była podróż do stolicy Francji… Uwielbiam filmy z wyraźnie przedstawionym miastem, w którym rozgrywa się akcja.. I „Niebo nad Paryżem” świetnie w taki rodzaj filmów się wpisuje.. ,Do tego piękna muzyka w tle.

W słynnym "Niebie nad Berlinem" Wim Wenders pokazywał anioły, które chcą stać się znowu ludźmi: dalekie od ideału, sztucznie podzielone miasto pozwalało doświadczać rzeczy, których w "niebiańskim" stanie (i miejscu) doświadczyć nie można.

Film – mozaika. Postaci, miejsc.

                                             niebo nad paryżem

 

Pierre to tancerz. Aby dalej żyć niezbędny jest przeszczep serca, a szanse na pomyślne zakończenie zabiegu – 40 %. Byłam pewna, że bohater po usłyszeniu owej diagnozy zmieni całkowicie swoje dotychczasowe życie. Sporządzi listę życzeń, rzeczy o których zawsze marzył, a nie udało mu się dotąd zrealizować. A teraz z myślą stale towarzyszącą w jego głowie o możliwości zbliżającej się śmierci  zdecyduje się dokonać rzeczy dotąd dla niego niemożliwych.   Hmmm, może uda się w podróż życia. Może pójdzie do łóżka każdego dnia z inną dziewczyną.. A może postanowi zdobyć Mount Everest?

               niebo nad paryżem

Kochani, nic z tych rzeczy.  Pierre zamyka się w swoim mieszkaniu. Słucha muzyki, ogląda zdjęcia, podlewa kwiaty, zbliża się do siostry, która opiekuje się nim. Obserwuje ludzi. Opowiada sobie w głowie ich historie. Ze szczególnym upodobaniem zagląda w jedno okno kamienicy mieszczącej się naprzeciwko jego mieszkania (swoją drogą – chciałabym w takiej mieszkać ). Pierre tworzy swój świat. Z dala od zgiełku miasta, pośpiechu, braku czasu na drobne przyjemności. Zaczyna rozumieć, że życie obok płynie nurtem, którego dotąd nie dostrzegał.

                    niebo nad paryżem

Elsie. Siostra Pierra. Przeprowadza się do jego mieszkania, czując silną potrzebę wsparcia go w chorobie. Długo ze sobą rozmają, bawią się, a Elsie wnosi radość i odrobinę szaleństwa do życia brata. Oboje zaczynają doceniać beztroskę, która nie jest wszystkim mieszkańcom Paryża dana.

              niebo nad paryżem

Roland. Wykładowca akademicki. Podkochuje się w sojej studentce, wysyła jej anonimowe, miłosne wiadomości… Anonimowe są do czasu. Studentka (nie pamiętam jej imienia) odkrywa, kim jest tajemniczy adorator i … (nie powiem)

Philipp.  Brat Rolanda. Spokoju nie dają mu myśli o swojej normalności, którą brat przedstawia mu jako coś niezwykłego, rzadko spotykanego i wyjątkowego.

Jean. Handluje owocami na fantastycznym paryskim targu.

Franky.  Sprzedaje ryby na owym targu.

Obaj rywalizują ze sobą, ale wcale nie tylko o większy popyt swoich towarów… A o serce kobiety..

          niebo nad paryżem

.Jak to w barwnej mozaice bywa  jest jeszcze całe mnóstwo postaci.  Jest okrutna sprzedawczyni bagietek gnębiąca  kolejne swoje pracownice, są pracownicy opieki społecznej, jest architekt, studentka, czarnoskóry emigrant.

bywa różniących się  Ukazane jest ich zwyczajne, proste życie.

Niby  nic nadzwyczajnego, a dla każdego z nich życie jest czymś wyjątkowym. Możesz uwierzyć, że ich problemy nie mają znaczenia, ale dla nich są najważniejszymi rzeczami na tym świecie

Mozaika miejsc. Paryż w filmie to nie tylko Wieża Eiffla i plac przed Sacré-Coeur. Paryż to także  małe kawiarenki, piekarnia, w której codziennie kupuje się świeże bagietki, parki i niepozorne zaułki. Targ, rzeźnia i magazyn owoców Paryż ukazany zwyczajnie, bez zbędnych upiększeń i pocztówkowych widoków.  

                         niebo nad paryżem

 

Dla mnie „Niebo nad Paryżem”  to film nie tylko  o Paryżu. Film Klapischa najlepszy jest wtedy - i okazuje się wówczas znakomity - gdy zamiast budować miejsko-ludzką panoramę, zatrzymuje się w miejscu. Jest coś niezwykłego w postaci starego profesora (Luchini), specjalisty od Paryża, którego romans ze studentką to coś więcej niż kryzys wieku średniego ( a jednak napisałam ). Jest coś przeszywająco szczerego w poranionej przez mężczyzn Elise, która dzięki Juliette Binoche potrafi być piękna i "nieświeża" (jak mówi sprzedawca na targu), oschła i czuła, przyziemna i melancholijna.

Ciepła, momentami zabawna, czasami gorzka. Film w subtelny sposób skłaniający do refleksji nad własnym życiem, brakiem czasu i codziennym zabieganiem. Do odnalezienia radości, przystanięcia na chwilę, uśmiechu. Taki iście paryski obraz. Dla miłośników francuskiego kina obowiązkowy, dla wszystkich – wart obejrzenia.

 

P.S. Jestem przed „Smakiem życia” Klapischa, ale coś czuję, że się nim zawiodę..

piątek, 24 października 2008
Zapraszam do Fotoplstikonu

Wybieraliśmy się kilka lat i jak sójka nie mogła wybrać się nad morze tak my nie mogliśmy dotrzeć do fotoplastykonu. Wreszcie udało mi się i polecam! Jeśli chcesz choć na chwilę, choć w wyobraźni przenieść się w przeszłość, gdy nie było jeszcze kina, nie mówiąc już o innych dziełach techniki udaj się do starej kamienicy w Alejach Jerozolimskich. Tam właśnie pod numerem 51 wejdź w bramę, obok której setki razy przechodziłeś, a nie przyszło Ci do głowy wejść, zajrzeć, zobaczyć, czy przypadkiem nie czeka tam na Ciebie przygoda.. Odnajdź tam szyld z napisem Fotoplastykon, zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś nie w XXI, a w Xix. Wtedy właśnie powstał Fotoplastykon Warszawski, który był wielką innowacją, ogromnym dziełem sztuki technicznej. Usiądź na krześle, otwórz szeroko oczy i zajrzyj w okulary, które przeniosą Cię w daleki świat, w odległe czasy tak, że poczujesz się, jakbyś naprawdę patrzył na to, co dzieje się na zdjęciach! Podziwiaj, aktualnie zdjęcia Japonii w trójwymiarze! Wsłuchaj się w sączącą się z głośników muzykę, stare cudowne piosenki w najpiękniejszym języku świata, w języku polskim (czy jest bardziej dźwięczny i zmysłowy język? – dla mnie nie!). I zastanów się, jakim wydarzeniem ponad sto lat temu było wybranie się do Fotoplastykonu. Wyobrażam sobie, że zakładano odświętne ubranie, przywdziewano piękne kapelusze, starannie układano włosy i z całą rodziną udawano się w al. Jerozolimskie zaczerpnąć trochę niesamowitej rozrywki. Ach, cudowne to miejsce, będę do niego powracać nieraz i nie dwa.. Aby znów się zatracić, skręcić z głośnej i ruchliwej ulicy, aby zaczerpnąć chwili niezwykłego spokoju i przeniesienia się hen, hen w przeszłość!

         fotoplastikon

 

Historia Fotoplatykonu – przeczytaj, bo jest ciekawa

 Fotoplastykon  w Wikipedii

Strona Fotoplastikonu

 

Fotoplastikon

 kamienic

 przy Al. Jerozolimskich 51

piątek, 08 sierpnia 2008
Jeszcze o Duchach Goi

Bardzo podoba mi się piosenka, która jest na samym końcu filmu, a śpiewają ją dzieci. Znam jej tytuł, a niestety nigdzie nie mogę jej znależć... Jeśli ktoś oglądał i wie, gdzie ją odnajdę niech da znać ;) Wiem, że jej tytuł to El pelele (zresztą, jak jeden z obrazów Goi, a po przetłumaczeniu - "Kukła").

el pelele

Duchy Goi, reż. Milos Forman

 

 

Fantastyczny film. Niezwykle okrutny, smutny i przykry, jak czasy, w których rozgrywa się akcja.

Hiszpania, rok 1792. Czasy Hiszpańskiej Inkiwzycji. W tych czasach przyszło żyć wielkiemu hiszpańskiemu malarzowi Francisco Gaya. Był on nadwornym malarzem, początkowo potępianym przez Kościół, któremu nie odpowiadały przedstawiane przez Goye na rycinach sceny, które w istocie ukazywały prawdziwe oblicze świata tamtych lat. Jeden z braci należących do Świętego Oficjum broni Goi i zadaje dające do myślenia pytanie pozostałym członkom: "Czy gdy spalimy płótna Goi, spłonie też zło, które na nich przedstawił?". Goya wykonywał portret owego brata Lorenzo (w tej roli świetny Javier Bardem).

Jak pokazuje film jedno z gorszych postęków ma na sumieniu Kościół, które przez Inkwizycję chce wytępić wszystkich heretyków, ludzi odmiennego wyznania czy głoszących poglądy niezgodne z tymi, które przekazuje Kościół (często błędnie interpretując religię, słowa zapisane w Biblii). Goya, oprócz portretu brata Lorenzo na obrazie przedstawia piękną Ines, córkę wpływowego i bogatego kupca hiszpańskiego. Dziewczyna wraz z braćmi pewnego wieczoru wybiera się na zabawę do gospody, gdzie zostaje podana jej wieprzowina. Dziewczyna odmawia spożycia jej, gdyż forma podania potrawy obrzydza ją. Niestety zostaje to zauważone przez jednego z wysłanników Świętego Oficjum. Następnego dnia dostaje wezwanie do siedziby Kongregacji, gdzie zostaje oskarżona o judaizm. Ines zaprzecza, jednak żaden z kardynałów jej nie wierzy. Zostaje poddana Próbie, która polega na strasznych torturach w celu sprawdzenia prawdomówności. Oficjum wierzy, że jeżeli mówi prawdę to Bóg da jej siłę, aby ową prawdę mówiła nawet podczas męczarni i cierpienia. W pewnym momencie  dziewczyna nie wytrzymuje okrucieństwa i bólu i potwierdza przypuszczenia duchowieństwa, że jest judaistką. Zostaje zesłana do więzienia.

Rodzina dziewczyny nie wie, co się z nią dzieje. Ojciec Ines prosi Goyę o wstawiennictwo za córkę u brata Lorenzo. Ofiarowuje  hojną darowiznę przeznaczoną na odbudowę kaplicy św. Tomasza. Lorenzo po wysłuchaniu prośby udaje się do dziewczyny, która jest w opłakanym stanie w więzieniu, wśród innych "heretyków" ( co dokładnie w więzieniu wydarzyło się - sprawdźcie sami oglądając film). Na wystawnej kolacji w domu kupca Lorenzo opowiada rodzinie Ines, że dziewczyna poddana została próbie i przyznała się na wyznawania innej niż katolica wiary. Ojciec przekonuje brata, że w obliczu próby i ciężkich tortur każdy przyznałby się do postawionych przed nim zarzutów.  Mimo wstawiennictwa mnicha u przywódców Świetego Oficjum Ines nie zostaje wypuszczona z więzienia, a Lorenzo traci swoją pozycję w Kościele (dlaczego - sprawdźcie sami).

Mija 20lat. Goya staje się głuchy i schorowany. Francuzi znoszą Inkwizycję, wkraczają do Hiszpanii, uwalniają więźniów osadzonych przez Święte Oficjum, a wtrącają do niego Kongregację. Lorenzo nie jest już zakonnikiem, a wielkiem idealistom wyznającym wszystko to, co niesie ze sobą rewolucja francuska. Ines wraz z innymi zostaje, po przeszło 20 latach wypuszczona na wolność. Bohaterowie spotykają się ponownie...

Uważam, że jest to świetny obraz Milosa Formana. Czytałam wiele niekorzystnych recenzji, ale ja jest pod ogromnym wrażeniem obrazu. Okrutnr czasu, w których na szczęście nie przyszło mi żyć. Pokazany został terror i okrucieństwo, które stoją za każdą wielką ideologią, która chce zawładnąć umysłami i duszami wszystkich. Poza tym świetne role aktorów - dla mnie wielkiego Javiera Bardema (który w każdym dotąd obejrzanym przeze mnie filmie zrobił ogromne wrażenie), Natalie Portman. Polecam.

 

Będąc dwa lata temu w Hiszpanii miałam okazję widzieć wiele obrazów Goi. Zazwyczaj są one niezwykle mroczne i przerażające, oglądając film mogłam zrozumieć tego przyczynę. Czasy, w których żył takie właśnie były, a on przedstawiał tylko ówczesną hiszpańską rzeczywistość. Bezlitosną i okrutną. W czasach, gdy nie było reporterów i grafików to właśnie malarze przedstawiali i dokumentowali wydarzenia swoich czasów. Goya malował portety wpływowych ludzi, a w ramach swojej pasji uwieczniał Inkwizycję i wydarzenia z nią związane. Malarz nigdy nie upiększał swoich modeli, niezależnie kim oni byli. Gdy Lorenzo ujrzał swój portet rzekł: "Mamy inne o sobie wyobrażenie" i zdawał się być zaskoczony swoim wizerunkiem, lecz po chwili stwierdził, że jest zadowolony. Królowa natomiast ujrzawszy swój portet opuściła oburzona salę w której był on prezentowany.

To o filmie. Goya, jeden z bohaterów filmu nie jest kluczową postacią, a jedynie obserwatorem wydarzeń rozgrywających się na jego oczach.

Goya był wielką indywidualnością. To on, poprzez swoje prace, przywrócił malarstwu hiszpańskiemu należne mu miejsce. Przed pojawieniem się artysty sztuka Półwyspu Iberyjskiego pozostawała na uboczu wielkich prądów europejskich. A talent Goi postawił go w rzędzie najwybitniejszych artystów Europy.

Hiszpański artysta, urodzony w aragońskim mieście Fuendetodos, żył w iście ciekawych czasach. Przyglądał się panowaniu pięciu królów. Zetkną się z działalnością inkwizycji. Przeżył najazd wojsk napoleońskich i angielskich, a wraz ze zmianami społecznymi zmieniała się jego sztuka. W pierwszym okresie twórczości artystę interesowało malarstwo rodzajowe i portretowe, później tematyka jego obrazów stawała się coraz bardziej polityczna, czy wręcz rewolucyjna. Goya żywo interesował się ideami filozofii Oświecenia oraz rewolucji francuskiej. Należał do wolnomyślicieli, choć żył w kraju rządzonym zgodnie z zasadami absolutyzmu i słynącym z fanatyzmu religijnego. Przeżył wielkie rozczarowanie, gdy uznawani przezeń za światłych Francuzi wkroczyli do Hiszpanii. Mimo to wybrał Francję na kraj swojej śmierci. Zmarł w Bordeaux, macierzystym mieście żyrondystów, klubu politycznego z okresu Wielkiej Rewolucji Francuskiej.

Wielkość talentu Goi została prawdziwie dostrzeżona dopiero po jego śmierci. Jego dzieła miały wpływ na malarstwo impresjonistów, surrealistów, a przede wszystkim na twórczość innego Hiszpana, Pabla Picasso. Postać artysty zainspirowała również wielu reżyserów i twórców filmowych.

Zamieszczam kilka obrazów artysty - reportera

 

Goya

Rodzina Karola IV (obraz "występuje" w filmie)

Goya

 Kiedy rozum śpi, budzą się upiory ( w filmie zaprezentowano niezwykły i skomplikowany proces tworzenia rycin, który mnie zaskoczył i zaciekawił)

Więcej o Goi tu, o Świętym Oficjum tu, a o Inkwizycji  tu oraz Indeks Ksiąg zakazanych tu ( wśród nich znalazły się dzieła Mickiewicza i Kopernika)

środa, 06 sierpnia 2008
Pan A.

 Spróbuje jednak odtworzyć mój wcześniejszy tekst już teraz. Aura, którą przyniosły świerszcze sprzyja temu...Próbuję...

http://pl.youtube.com/watch?v=r_-GvncmteI 

(ponieważ mam problemu ze wstawieniem filmu z youtube wklejam adres piosenki, która mnie w tej chwili interesuje) 

Czy poznajecie z jakiego filmu pochodzi piosenka? Może to nie mój styl muzyczny, na co dzień takich piosenek raczej nie słucham (choć podziwiam głos śpiewaczki - pozwalam sobie na użycie takiego określenia, gdyż użycie pospolitego  słowa piosenkarka byłoby pewnego rodzaju zniewagą dla TAKIEGO głosu) to chciałam się z Wami nią podzielić. Pochodzi z mojego ukochanego filmu. Choć wiele osób uważa, że to najsłabszy film Almodovara mnie niezwykle urzekł i zauroczył. Niezwykłe losy Raimundy, przykre i tragiczne nie przygnębiają widza i nie obarczają zbyt mocno. Historia jest tak podana, że właściwie do ostatniej chwili filmu pozostaje tajemnicą najprawdziwsza prawda o życiu pięknej bohaterki (mnie w końcu zszokowała w pewnym sensie). Film urzekł mnie nie tylko fabułą, ale także zdjęciami. Almodovar powrócił so swoich korzeni, do Kastylii La Manchy - regionu Hiszpanii, w którym się urodził i spędził dzieciństwo. Cieszyłam oczy małą mieściną kastylisją (uwielbiam pierwszą scenę, na cmentarzu), ale także ukochanym Madrytem.  Jakie filmy Almodovara są każdy wie, nie będę się o nich szczególnie rozpisywała. Napiszę niezwykle krótko. Jego filmy są, jak dla mnie bardzo charakterystyczne (wydaje mi się, że po obejrzeniu  filmu, nie wiedząc, że jest to dzieło Almodovara rozpoznałabym reżysera). Filmy Almodovara to zazwyczaj melodramaty przepełnione erotyzmem. Reżyser podejmuje niejednokrotnie tematy związane z homoseksualizmem (do którego sam otwarcie się przyznaje). Oprócz tego w Jego filmach można odnaleźć mieszankę tragizmu z komizmem, dzięki czemu często zyskują określenie czarnych komedii. Poza tym widz oglądając dzieła Almodovara otrzyma garść niezwykłych przygód, które zazwyczaj są absurdalne, a przydarzają się zazwyczaj osobom z marginesu społecznego  i wydają się niemożliwe w prawdziwym życiu. Paradoksem jest, że kino Hiszpana uznać możnaby za offowe, ale jednocześnie jest niezwykle popularne na całym świecie. Almodovar tworząc swoje filmy łączy w sobie trzy role - reżysera, scanarzysty, producenta, a czasami także aktora występując w drobnych epizodach. Mi filmy Almodovara kojarzą się z twórczością surrealistów (którzy już chyba na zawsze będą kojarzyć mi się z Hiszpanią, która tak wielu dała światu). Jak mówi sam reżyser Jego dzieła mają szerzyć zgorszenie wśród drobnomieszczańskiej moralności (zaściankowej, często zakłamanej, relatywnej i robiącej wszystko "pod publiczność" kołtunerii i dulszczyzny). Często tak się dzieje, wiele osób filmy mogą szokować i najzwyczajniej w świecie nie podobać się. Ja uważam, że Almodovar pięknie portretuje kobiety, ich emocje i przeżycia. Są to portety często  wyolbrzymione i zbyt wyraziste oraz balansujące na granicy dobrego smaku, ale chyba właśbie to pociąga mnie w nich. Podoba mi się również to, że Pedro posiada swoje muzy, aktorki, które chętnie zatrudnia w swoich filmach. Wśród nich są: cudowna Carmen Maura (wystąpiła chyba w największej liczbie produkcji P.A.), Chus Lampreave, Cecilia Toth, chyba najbardziej charakterystyczna Rossy de Palma (gdy raz zobaczysz jej twarz już chyba nigdy nie zapomnisz), Marisa Paredes, Julieta Serrano, Victoria Abril, Kiti Manver, Veronica Forque, Loles Leon. Nie zapominam oczywiście, że Almodovar jakby wydał światu cudowną Penelope Cruz oraz Antonio Banderasa. Jakiś czas temu w Wysokich Obcasach był cudowny artykuł o muzach Almodovara, niestety nie mam go, ale obiecuję, poszukam (ale to już jutro)A Wy lubicie filmy Pana A.? Które zrobiły na Was największe wrażenie? Na mnie Volver oraz Wszystko o mojej matce, ale także Kika i jej ogromny optymizm. Kobiety na skraju załamania nerwowego też coś w sobie mają (jak zresztą wszystkie Jego filmy), a myśląc o nim zawsze mam ochotę na zimne gazpacho, ale oczywiście bez dodatku w postaci trucizny. A pamiętacie kolczyki z Kobiet...?

Estrella Morente, której piosenkę zamieściłam jest śpiewaczką flamenco. A o flamenco innym razem.

Ostatnio mało piszę, bo nie mam czasu, inspiracji (choć Espana jest dla mnie najbardziej inspirującym miejscem na świecie) oraz natchnienia. Żyję już tylko najbliższym poniedziałkiem. Wtedy wylatuję. Mam już bilety. Strasznie się już niecierpliwię. Ciekawi mnie, co będę robiła za tydzień o tej właśnie godzinie (życie tam zaczyna się o 22), czy zobaczę wszystko, o czym marzę, czy czas nie minie zbyt szybko... Ale raczej mam pozytywne myśli. Zastanawia mnie, jak pachnie, smakuje, jaka jest w dotyku Katalonia i jej stolica. Będę wszystko chłonęła całą sobą, łapała każdą chwilę, dostrzegała każdy drobiazg i detal. Biorę ze sobą notatnik. Będę wszystko spisywała. Co zobaczę, zwiedzę, dotknę, zjem, poczuję, powącham, przeżyję. Opiszę to, co mnie zaintryguje, ale także obrzydzi. Żeby nie zapomnieć, żeby pamiętać. Po powrocie będę się delektować wspomnieniami. I wszystko pięknie tu opiszę i pokażę.A na razie pracuję (ale się nie przepracowuję - w końcu są wakacje), przemierzam Warszawę na rowerze poznając jej zakamarki, czytam, oglądam. Wącham lawendę stojącą na parapecie. Wpatruję się w płomień świeczek. Dużo drukuję, poszukuję najróżniejszych informacji. Poznaję Salvadora Dali (nadal - to już obsesja) i Picassa. Piję dużo kawy i jem ruskie pierogi. I ostatnio dużo za dużo myślę...A teraz już kończę, słyszę plusk wody lecącej do wanny i uciekam, aby nie zalała mieszkania..

Aby nie było całkiem tak "sucho" zamieszczam kilka zdjęć, głównie z filmu Volver i głównie Penelope, która była dla mnie niesamowita w tym filmie...

A o filmie więcej tu i także tu

Panowie, jeśli któryś przeczyta: nie zrażajcie się, że to film o kobietach. Wiem, że niektórym panom spodobał się...Także mimo, iż Almodovar uchodzi za twórcę filmów kobiecych, o kobietach i dla kobiet to kilki Panów przełamało ten stereotyp!!

volver

 

volver

 

volver

 

volver

Ostatnia scena. Matka i córka. I cała prawda... Prawie płakałam:

volver

 

wtorek, 29 lipca 2008
3x film

numer 1 to "Belle epoque"

Rok 1931. Młody hiszpański żołnierz Fernando dezerteruje z armii i chroni się na farmie Manolo, ojca czterech pięknych córek Rocii, Violetya, Clari i Luz. Kiedy córki odwiedzają ojca ulęgają urokowi młodego Fernando. On sam oczarowany jest każdą z nich. Problemy zaczynają się wtedy, gdy musi podjąć decyzję, którą z nich obdarzyć swoim uczuciem. Każda z nich reprezentuje inny typ kobiecej seksualności (najmłodsza przedstawiona jest jako najbrzydsza, reprezentuje raczej naiwność niż pociągającą mężczyzn kobiecość). Gdy Fernando spotyka każdą z trzech starszych sióstr osobno zakochuje się w nich, dochodzi do zbliżenia między nimi. Niestety młody żołnierz łamie serce każdej z sióstr odmawiając zamążpójścia i podbijając serce kolejnej dziewczynie. Najmłodsza, Luz staje się zazdrosna i zła, gdyż Fernando nie zwraca na nią najmniejszej uwagi.

Jest sielsko i anielsko.Jest przaśnie. Są piękne kobiety i ich cudowne stroje. Są zabawne dialogi i powodujące pojawienie się uśmiechu na ustach sytuacje. Trochę erotyzmu, trochę tragizmu. A wszystko to podane w idealnych proporacjach.

Aaa, jest też moja ulubiona Penelope Cruz, co jest kolejnym atutem filmu.

Belle epoque

numer 2 to "Nieświadomi"

Do hiszpańskiej Katalonii A.D. 1913 pewne wieści ze świata, choć z oporami, zaczęły się jednak przedostawać. Że potęgi militarne Europy intensywnie się zbroją i że pewna pani wynalazła wygodne biustonosze. Że doktor Freud eksperymentuje z psychoanalizą i że pewien obrotny Amerykanin wynalazł krzyżówki. Katalońska socjeta, trochę sfrustrowana swoim prowincjonalizmem, chce doganiać świat. Spojrzenie wiedeńskiego doktora na przemilczane sprawy seksu wydaje się dobrym pomostem dla wprowadzenia na półwysep iberyjski światowych tendencji i obyczajów.

Nieświadomi

Joaquín Oristrell w "Nieświadomych" stara się z pobłażliwą ironią pokazać ten proces uświadamiania społeczności katalońskiej, unowocześniania pojęć mocno jeszcze zastygłych w kanonach dziedziczonych po feudalizmie. Sprawy płci dobrze się nadawały do zrewidowania zastarzałych dogmatów. Szczególnie wiele do zyskania miała piękniejsza połowa ludzkości, poddana dotąd wszechwładnemu dyktatowi "macho".

Gorąco polecam film. Określiłabym go dwoma wyrażeniami: secesyjna komedia (dużo Barcelony tamtych lat nie zobaczymy, ale za to secesyjne meble, budynki, klimat) oraz rewolucja seksualna (oczywiście na miarę owych czasów). Wszystko podane z wielkim smakiem i w odpowiednich proporcjach.

Oglądając film można nacieszyć oczy wspomnianą już przeze mnie secesją, jej dziwnym kolorytem, a także spobem życia mieszczańska drugiej połowy, a właściwie końca XIX wieku. Secesja to niezwykle barwny styl, dekoracyjny i ozdobny, zawierający falistość linii, asymetryczne układy roślinne. Uważana była za styl nowobogackich i często była potępiana, zwłaszcz po wojnach światowych. Sztuka użytkowa, wnętrzarska, meble, stroje, przedmioty codziennego użytku - wszystko to w scenografii "Nieświadomych" nabiera istotnego znaczenia.. Poszczególne rozdziały "Nieświadomych", rozpoczynane są specyficznym liternictwem z epoki, rozpoczynają się w secesyjnych ramach. Nadaje to akcji pewien formalny wdzięk, odsyłający do sposobu bycia tamtej epoki. Także styl aktorstwa myślę, że jest powiązany ze stylem aktorów filmowych lat tysiąc dziewięćset dziesiątych.

Nieświadomi
 

Ewolucja obyczajów - w której Hiszpania nie była oczywiście prekursorem - przyniosła kobietom wiele nowych satysfakcji w spełnianiu ich życzeń i pożądań. Choćby zadufanym "macho" wydały się przesadne lub nieprzyzwoite. Jak ów jeszcze jeden wynalazek epoki, obok psychoanalizy, biustonoszy i krzyżówek, którym "Nieświadomi" się kończą. Ten wynalazek, to zdobywające Europę argentyńskie tango, tańczone przez Salvadora i Almę. Jak mówiła anegdota z tamtych lat: "Dlaczego tango jest tańcem nieprzyzwoitym? Bo kończy się na go".

numer 3 to "Milou w maju"

Jakiś czas temu o tym filmie na swoim blogu pisała Chiara, a ja zachęcona jej recenzją również po niego sięgnęłam. I nie rozczarowałam się.

Dwa poptrzednie filmy są produkcji hiszpańskiej i tam właśnie się rozgrywają, natomiast "Milou w maju" jest filmem francuskim.

Do małej francuskiej mieściny zjeżdża się na pogrzeb starej pani Vieuzac jej należąca do wielkiej burżuazji rodzina. Ponieważ grabarze strajkują, nieboszczka nie może zostać pochowana.

Członkowie rodziny przy łożu śmierci kłócą się więc o spadek, zabawiają się w ogrodzie i oddają innym przyjemnościom życia - wysłuchując w międzyczasie najnowszych wiadomości o rozwoju wydarzeń w Paryżu, a dzieje się wiele, bo jest rok '68 i paryscy studenci rozpętują rewolucję. Pogłoski o rozruchach przeradzają się w końcu w obawę, że nadchodzi groźna "lewica". "Milou w maju" to pełna melancholii komedia na temat francuskiego społeczeństwa i tych niezapomnianych dni, zakończonej ostatecznie niepowodzeniem, rewolucji.

Luis Malle (reżyser filmu) doprowadził w 1968 roku do zerwania festiwalu w Cannes, na znak protestu przeciwko stanowisku rządu wobec paryskich rozruchów.

Kolejny film, który będę zachwalała. Ale uwaga! Przygotowując się do jego oglądania nie można popełnić mojego błędu! Wszystkim przymierzającym się do filmu dam dobrą radę i pewien przepis, jak film należy oglądać:

Składniki

1 płyta dvd "Milou w maju" i oczywiście niezbędny do tego sprzęt rtv

1 butelka dobrego, francuskiego wina (czy czerwone, czy białe, słodkie czy wytrawne - według uznania)

kilka plasterków koziego sera

niesłone krakersy

pomidory

wiśnie

Sposób przyrządrzenia, czy może raczej spożycia

Oglądając film nabiera się ochoty na spożywane przez aktorów potrawy, więc bez nich do filmu nie należy zasiadać. Jeżeli nie masz zamiaru obejrzeć całego filmu od razu, bez dłuższych przerw - nie zaczynaj nawet go oglądać. Film jest nieśpieszny, ale pochłania się go tak, jak ulubioną potrawę. Powoli i delikatnie, nie chcemy, aby przyjemny smak kiedykolwiek się skończył. Lub też, gdy się skończy mamy ochotę wziąć koc, wyjść na dwór i urządzić sobie smakowity piknik wśród ulubionych osób  ( w filmie był taki piknik, ale nie od razu i nie trwał tak naprawdę długo). Film nie dla wszystkich! Tych, którzy lubią kino akcji i sensacji może znudzić! Mnie nie nudził ani przez chwilę! Chcę więcej takich filmów, jak "Milou w maju" czy "Belle epoque"!

I to na razie tyle obejrzanych ostatnio filmów. Na półce czekają kolejne.



 

 

 

 
1 , 2