;
poniedziałek, 24 listopada 2008
Ciekawe, jaki kolor ma niebo nad Paryżem...

Są takie dni, kiedy na nic nie mam ochoty (zapewne każdemu one się zdarzają). Ja ostatnio takie dni mam codziennie.. To chyba przez pogodę. Najchętniej zapadłabym w zimowy sen, aby nie musieć wystawiać mojego wrażliwego nosa na zimny dwór. Nie lubię zimy. Oczywiście, gdy jestem w domu, wyglądam przez okno i widzę piękny, biały puch oświetlony nastrojowym światłem latarni jestem urzeczona.. Gdy mogę iść na spacer, a pod butami skrzypi gruba warstwa śniegu myślę sobie, że to mój ulubiony dźwięk. Gdy przyglądam się cudnym wzorkom, jakie mróz namalował na szybie dochodzę do wniosku, że zima to najlepsza artystka. Uwielbiam te chwile, gdy z mrozu wchodzę do ciepła domu. Perspektywa zmienia się, gdy muszę stać na przystanku w oczekiwaniu na spóźniający się autobus. Gdy dłonie skryte w rękawiczki są przeraźliwie zmarznięte. Gdy czuję skostniałe palce stóp.   Brr…  Choć zimy jeszcze nie ma i mrozu też nie, to początki tej gorszej części roku już odczuwam..

 

Jestem świeżo po obejrzeniu „Nieba nad Paryżem”. Ach, cudowna to była podróż do stolicy Francji… Uwielbiam filmy z wyraźnie przedstawionym miastem, w którym rozgrywa się akcja.. I „Niebo nad Paryżem” świetnie w taki rodzaj filmów się wpisuje.. ,Do tego piękna muzyka w tle.

W słynnym "Niebie nad Berlinem" Wim Wenders pokazywał anioły, które chcą stać się znowu ludźmi: dalekie od ideału, sztucznie podzielone miasto pozwalało doświadczać rzeczy, których w "niebiańskim" stanie (i miejscu) doświadczyć nie można.

Film – mozaika. Postaci, miejsc.

                                             niebo nad paryżem

 

Pierre to tancerz. Aby dalej żyć niezbędny jest przeszczep serca, a szanse na pomyślne zakończenie zabiegu – 40 %. Byłam pewna, że bohater po usłyszeniu owej diagnozy zmieni całkowicie swoje dotychczasowe życie. Sporządzi listę życzeń, rzeczy o których zawsze marzył, a nie udało mu się dotąd zrealizować. A teraz z myślą stale towarzyszącą w jego głowie o możliwości zbliżającej się śmierci  zdecyduje się dokonać rzeczy dotąd dla niego niemożliwych.   Hmmm, może uda się w podróż życia. Może pójdzie do łóżka każdego dnia z inną dziewczyną.. A może postanowi zdobyć Mount Everest?

               niebo nad paryżem

Kochani, nic z tych rzeczy.  Pierre zamyka się w swoim mieszkaniu. Słucha muzyki, ogląda zdjęcia, podlewa kwiaty, zbliża się do siostry, która opiekuje się nim. Obserwuje ludzi. Opowiada sobie w głowie ich historie. Ze szczególnym upodobaniem zagląda w jedno okno kamienicy mieszczącej się naprzeciwko jego mieszkania (swoją drogą – chciałabym w takiej mieszkać ). Pierre tworzy swój świat. Z dala od zgiełku miasta, pośpiechu, braku czasu na drobne przyjemności. Zaczyna rozumieć, że życie obok płynie nurtem, którego dotąd nie dostrzegał.

                    niebo nad paryżem

Elsie. Siostra Pierra. Przeprowadza się do jego mieszkania, czując silną potrzebę wsparcia go w chorobie. Długo ze sobą rozmają, bawią się, a Elsie wnosi radość i odrobinę szaleństwa do życia brata. Oboje zaczynają doceniać beztroskę, która nie jest wszystkim mieszkańcom Paryża dana.

              niebo nad paryżem

Roland. Wykładowca akademicki. Podkochuje się w sojej studentce, wysyła jej anonimowe, miłosne wiadomości… Anonimowe są do czasu. Studentka (nie pamiętam jej imienia) odkrywa, kim jest tajemniczy adorator i … (nie powiem)

Philipp.  Brat Rolanda. Spokoju nie dają mu myśli o swojej normalności, którą brat przedstawia mu jako coś niezwykłego, rzadko spotykanego i wyjątkowego.

Jean. Handluje owocami na fantastycznym paryskim targu.

Franky.  Sprzedaje ryby na owym targu.

Obaj rywalizują ze sobą, ale wcale nie tylko o większy popyt swoich towarów… A o serce kobiety..

          niebo nad paryżem

.Jak to w barwnej mozaice bywa  jest jeszcze całe mnóstwo postaci.  Jest okrutna sprzedawczyni bagietek gnębiąca  kolejne swoje pracownice, są pracownicy opieki społecznej, jest architekt, studentka, czarnoskóry emigrant.

bywa różniących się  Ukazane jest ich zwyczajne, proste życie.

Niby  nic nadzwyczajnego, a dla każdego z nich życie jest czymś wyjątkowym. Możesz uwierzyć, że ich problemy nie mają znaczenia, ale dla nich są najważniejszymi rzeczami na tym świecie

Mozaika miejsc. Paryż w filmie to nie tylko Wieża Eiffla i plac przed Sacré-Coeur. Paryż to także  małe kawiarenki, piekarnia, w której codziennie kupuje się świeże bagietki, parki i niepozorne zaułki. Targ, rzeźnia i magazyn owoców Paryż ukazany zwyczajnie, bez zbędnych upiększeń i pocztówkowych widoków.  

                         niebo nad paryżem

 

Dla mnie „Niebo nad Paryżem”  to film nie tylko  o Paryżu. Film Klapischa najlepszy jest wtedy - i okazuje się wówczas znakomity - gdy zamiast budować miejsko-ludzką panoramę, zatrzymuje się w miejscu. Jest coś niezwykłego w postaci starego profesora (Luchini), specjalisty od Paryża, którego romans ze studentką to coś więcej niż kryzys wieku średniego ( a jednak napisałam ). Jest coś przeszywająco szczerego w poranionej przez mężczyzn Elise, która dzięki Juliette Binoche potrafi być piękna i "nieświeża" (jak mówi sprzedawca na targu), oschła i czuła, przyziemna i melancholijna.

Ciepła, momentami zabawna, czasami gorzka. Film w subtelny sposób skłaniający do refleksji nad własnym życiem, brakiem czasu i codziennym zabieganiem. Do odnalezienia radości, przystanięcia na chwilę, uśmiechu. Taki iście paryski obraz. Dla miłośników francuskiego kina obowiązkowy, dla wszystkich – wart obejrzenia.

 

P.S. Jestem przed „Smakiem życia” Klapischa, ale coś czuję, że się nim zawiodę..

niedziela, 16 listopada 2008

Dziś bezczelnie wklejam artykuł pochądzący z niedośwignionych Wysokich Obcasów

O tym się mówi w Madrycie

Śmiej się z hipoteki!

                               Zobacz powiekszenie
Centrum Madrytu, 1 października. Sto osób z czerwonymi nosami klaunów wznosi transparenty z napisami: 'Śmieję się z hipoteki', 'Śmieję się ze swojego szefa'. Rechocząc, zderzają się brzuchami i uganiają za balonami. To nie objawy psychicznego załamania Hiszpanów, ale sceny ze zbiorowej śmiechoterapii, którą zafundował mieszkańcom stolicy popularny portal ogłoszeniowy Loquo.com.

Terapeuci będą mieli w najbliższym czasie ręce pełne roboty. Ze względu na załamanie rynku nieruchomości, który przez ostatnie lata napędzał hiszpańską gospodarkę, kryzys ma tu wyjątkowo brutalny przebieg. Najwyższy w całej Unii Europejskiej poziom bezrobocia (11,33 proc.), rosnąca inflacja, zabójcze dla portfela spłaty hipotek i kolejki ustawiające się po pomoc do Caritasu zwiastują koniec hiszpańskiej bonanzy. Jednak Hiszpanie nie poddają się depresji. Czasy kryzysu to test na wyobraźnię i pole dla innowacji. Sprzymierzeńcem kryzysowych innowatorów jest internet, który dzięki praktycznym pomysłom zwolenników zrównoważonego stylu życia i zdesperowanych 'mileuristów', czyli grupy Hiszpanów, którzy zarabiają nie więcej niż tysiąc euro ('mil euros') miesięcznie, stał się prawdziwym poradnikiem przetrwania w trudnych czasach. Jak jeść, budować, podróżować i bawić się, nie wydając ani euro? Podpowiada portal SinDinero.org ('Bez pieniędzy') założony przez bezrobotnego z wyboru madrytczyka. To strona dla zmordowanych pożyczkami i wynajmami, którzy nie chcą rezygnować z rozrywki, podróży i edukacji. Sin Dinero jest mieszczącym setki adresów przewodnikiem po stronach serwisów, usług i inicjatyw, które są bezpłatne. Od wystaw i seansów kinowych, przez listę miejsc publicznych z bezprzewodowym internetem, po organizacje świadczące darmowe usługi prawne czy wreszcie informacje o tym, jak własnoręcznie skopiować klucze, zrobić kefir albo mydło (używając oliwy, sody kaustycznej i miksera). Jedną z promowanych stron jest ComerPorLaPatilla.com, czyli 'Jeść za friko', która nie zachęca bynajmniej do niepłacenia rachunków w restauracjach, ale do uczestnictwa w bezpłatnych degustacjach i lokalnych świętach jedzenia w całej Hiszpanii. '1 listopada o 14.00 na głównym placu poczęstunek dla mieszkańców Malagi z okazji święta kasztanów' - możemy przeczytać. Rosnącą popularnością cieszą się też internetowe giełdy wymienne, np. NoLoTiro.com ('Nie wyrzucam'), które działają według prostej zasady: to, co zamierzasz wyrzucić, może przydać się komuś innemu. Ktoś szuka klocków lego Duplo dla dziecka, inny oddaje w dobre ręce monitor Samsunga. Oprócz obywatelskiej kooperacji na rzecz uniezależnienia się od pieniędzy internet stał się też sceną narodzin pierwszej kryzysowej gwiazdy. Jest nią emerytowany inżynier i nauczyciel w szkole biznesu Leopoldo Abad~a, który podbił internautów swoim artykułem o przyczynach światowego kryzysu pod chwytliwym tytułem 'Kryzys NINJA'. Opublikowany w blogu tekst z mnóstwem przykładów z życia zwykłego konsumenta przewrócił do góry nogami życie profesora, który dziś jest rozchwytywany jako ekspert mówiący zrozumiałym językiem do zdezorientowanych ekonomiczną terminologią obywateli.


Czasy kryzysu wymagają marketingowej kreatywności także od przedsiębiorców, którzy dwoją się i troją, by zatrzymać postępujący odpływ klientów. Popisują się zwłaszcza restauratorzy, z niepokojem śledzący dane, które mówią, że z 26 proc. Hiszpanów, którzy codziennie stołują się poza domem, wielu coraz częściej rezygnuje ze zwyczajowego 'menu dnia' w restauracji na rzecz o połowę tańszego hamburgera. Światowe agencje obiegła pod koniec października informacja o restauracji w mieście Gijón na północy Hiszpanii, która w każdy czwartek serwuje 'zestaw antykryzysowy', czyli trzydaniowy obiad za jedno euro. 'Może nie zarabiamy, ale też już więcej nie tracimy' - mówiła mediom przedstawicielka restauracji Emilia Jimenez. Na podobny pomysł wpadł właściciel barcelońskiej restauracji Morryssom, który potraktował to rozwiązanie jako prezent dla stałych klientów, często starszych ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na obiad za dziewięć euro.

Restaurator z Alicante Mark Possemiers wymyślił jeszcze bardziej niekonwencjonalną promocję: klient, któremu uda się wygrać z nim w szachy, otrzymuje w nagrodę trzydaniowy posiłek, z wliczoną w usługę wodą, winem i chlebem. Nietypowych rozwiązań próbują też przedstawiciele idącego na dno przemysłu budowlanego. Po pół roku bez sprzedanego mieszkania deweloper z Walencji postawił na znany pomysł - dwa w jednym. Tyle że nie chodzi o szampon ani płytę, ale dwa umeblowane mieszkania w cenie jednego.


Prognozy ekonomistów wskazują, że najgorsze dopiero przed Hiszpanią, bo skutki kryzysu będą najbardziej odczuwalne w 2009 roku. Czy są powody do optymizmu? Badania hiszpańskiego profesora José Tapii z Uniwersytetu w Michigan przekonują, że w sytuacji załamania gospodarki spada liczba zachorowań na choroby serca i układu krążenia. Maleje też liczba wypadków samochodowych, co według profesora Tapii jest skutkiem mniejszego natężenia ruchu drogowego i wolniejszej jazdy w związku z troską o cenę benzyny. Jedyną przyczyną śmierci, która nasila się w epoce kryzysu, są samobójstwa. Groźba recesji odbija się też na psychice w inny przykry sposób: jak donosił dziennik '20Minutos.es', w hiszpańskich przychodniach urologicznych wzrasta liczba pacjentów, którzy skarżą się na problemy z erekcją. Hiszpania nie traci jednak z oczu pozytywnych efektów terapii przez śmiech. Pomysł obśmiania kryzysu kontynuuje '20Minutos.es', który zorganizował konkurs dla czytelników na najlepsze wideo pokazujące, jak bardzo bawi ich załamanie gospodarki. Tej samej strategii wierna jest hiszpańska telewizja Telecinco, która przygotowuje komediowy serial pod wymownym tytułem 'Byle do pierwszego!'. Wśród jego bohaterów znajdą się budowlaniec, pracowniczka sklepu mięsnego i chiński właściciel sklepu Wszystko za 1 Euro.

Źródło: Wysokie Obcasy
czwartek, 13 listopada 2008
Corner forest

 Zachwyciły mnie niezwykle precyzyjnie wycięte malutkie drzewka bonzai. Powstały wewnątrz papierowych toreb pochodzących z ekskluzywnych butików oraz w rolkach po papierze toaletowym. Podziwiam.

                                   teruya

Yuken Teruya manipuluje przedmiotami codziennego użytku, modyfikując ich użytkowe znaczenie  na język mający odbicie we współczesnym społeczeństwie, kulturze i sztuce.  Wycinając drzewa z papierowych toreb oraz okrągłych rolek kreuje drobiazgowe i zawiłe dzieła sztuki, małe i niezwykle czarujące i urocze światy.

W każdej torbie i rolce drzewa tworzone są bez dodawania bądź odcinania jakiejkolwiek części.  Yuken wycina drzewa w całości i na końcu odgina stworzony kształt.

 

Jego prace dotykają zagadnień takich jak rosnąca konsumpcja współczesnego społeczeństwa, rosnąca niszczycielska eksploatacja powodująca wyczerpywanie się naturalnych źródeł i innych problemów związanych z globalizacją, nie wykluczając kwestii kulturowych tradycji oraz tożsamości.

Yuken Teruya. Urodził się w 1973 roku w Okinawie, w Japonii. Otrzymał stopień MFA w szkole Visual Arts w Nowym Jorku w 2001 roku. W 2007 miał indywidualną wystawę w The Asia Society w NY. Jego prace wystawiane były wielokrotnie w centrach wystawowych przede wszystkim w Nowym Jorku i Japonii. Yuken Teruya zdobył wiele nagród.

Pizza Boxes, a McDonald's bag, Flags, Desserts and Toilet Paper rolls... when these items become artworks, they also easily become political, maybe because they are taken from daily life. But if you find unexpected shapes and colors from the toilet rolls, they become something else. It's not about politics anymore, and you can take out the idea of toilet paper roll to your house.

Without criticizing the present, I prefer to find new clues to problems that are likely to polarize.

I feel that my work shoonly have the function of conveying the artist's message. My works have a right to simply be beautiful or offer any kind of attraction.  (Teruya)

                            Yuken Teruya

 

"Wyciąłem jedną stronę papierowej torby, mającej konkretne przeznaczenie. Nastepnie umieściłem drzewo z wyciętej wcześniej części torebki. Kiedy zobaczysz to oświetlone naturalnym światłem , delikatne drzewo wewnątrz torby ukaże Ci  siłę, wytrzymałość i odporność egzystencji drzewa"  (Teruya)

                               turuya

                                              teruya

                             teruya

"Toilet rolls sprouting spreading branches are hung to create a “forest” hanging on the wall or hanging down from the ceiling. There is a moment when the hanging cut-out-parts start holding their branches and leaves on their own strength. It is as if I’m helping the paper awakens its ability to be an individual   treetree." (Teruya)       

                                                        

                        teruya        

                                                                                                

        corner forest             corner forest     

               teruya              

 

piątek, 07 listopada 2008

 Hiszpania to kraina oliwą płynąca.

Zresztą, jak wiadomo każdy kraj śródziemnomorski. Płynna, o pięknym złotym kolorze, czasem z domieszką zieleni jest dla mnie nieodzownym składnikiem prawie każdego dania.  Bez oliwy nie wyobrażam sobie kuchni.

 A najcudowniejszą dla mnie przekąską jest chleb lub bułka maczana w pysznej i tłustej oliwie.


Oliwa - śródziemnomorski eliksir długowieczności i dobrego zdrowia. Choć nie gwarantuje ochrony przed wszystkimi chorobami i nieszczęściami to od kilku tysięcy lat wspomaga nasze zdrowie i samopoczucie. HOMER nazwał ją płynnym ZŁOTEM i jest w tym wiele racji.

HISTORIA


Dzieje drzewa oliwnego, czyli uprawnej oliwki europejskiej (Olea europa) liczą sobie ponad 6 tysięcy lat. Pierwsze ślady jej użytkowania pochodzą z czasów prehistorycznych. Fenicjanom przypisuje się największe zasługi w rozprzestrzenianiu jej uprawy w całym basenie Morza Śródziemnego. O wiecznie zielonym drzewie oliwnym mowa jest w najstarszych mitach i legendach. Urok gajów oliwnych opisywany jest w Starym Testamencie. Zwiastunem końca potopu była powracająca do arki Noego gołębica z gałązką oliwną w dziobie. Po dziś dzień symbolizuje pokój i przyjaźń. Oliwnymi girlandami nagradzano zwycięzców igrzysk olimpijskich. Mitologia grecka przywołuje przypowieść o rywalizacji bogini mądrości Ateny z bogiem mórz Posejdonem. Dar Ateny drzewko oliwne Achajowie przez wieki otaczali czcią. Do Nowego Świata sadzonki oliwki przypłynęły na galerach hiszpańskich konkwistadorów. Do Polski oliwa z oliwek przybyła wraz z chrześcijaństwem, ale przez całe wieki używano jej tylko do celów liturgicznych - namaszczania niemowląt, królów i zmarłych. Na naszych stołach oliwa z oliwek i oliwki zagościły od czasów królowej Bony, która wprowadziła nowe zwyczaje żywieniowe. W wyszukanej kuchni śródziemnomorskiej gustowali nasi przodkowie, stąd wyśmienity smak oliwy znalazł szerokie zastosowanie w rodzimej kuchni staropolskiej.


                                  oliwa

PRODUKCJA


Drzewo oliwne rośnie bardzo powoli i późno zaczyna owocować - na pełną wydajność trzeba czekać co najmniej 10 lat - ale dożywa prawdziwie sędziwego wieku - nawet 2000 lat. Technika zbioru oliwek prawie nie zmieniła się od tysięcy lat - zbiera się ręcznie. Większość gajów oliwnych rośnie na tarasowych zboczach, co uniemożliwia wprowadzenie mechanizacji zbiorów. Tam gdzie pozwala na to ukształtowanie terenu do strząsania oliwek używa się mechanicznych wytrząsarek. Jednak naprawdę wysokiej jakości oliwę uzyskuje się z oliwek zbieranych ręcznie. Aby uzyskać litr oliwy, potrzeba 3-5 kg oliwek.

Zbiory oliwek rozpoczynają się między końcem października a początkiem grudnia. Do produkcji oliwy używa się kilka typów oliwek, z których najważniejsze to Picual , Arbequina , Hojiblanca i Picuda. Każda z tych odmian ma charakterystyczne dla siebie wartości smakowe i zapachowe.

Proces produkcji musi rozpocząć się najpóźniej po 24 godzinach od zbioru, gdyż oliwki bardzo szybko się psują. Tłocząc w prasach zmiażdżony uprzednio miąższ (całe oliwki wraz z pestkami) wyciska się z niego sok, który następnie poprzez wirowanie rozdzielony jest na czystą oliwę i wodę.

Po przefiltrowaniu otrzymuje się najszlachetniejszą oliwę Extra Virgin (super dziewiczą) lub oliwę Virgin (dziewiczą) lub oliwę Lampante. O klasyfikacji pozyskanej w tym procesie oliwy i przynależności do poszczególnych grup jakości decydują cechy organoleptyczne i kwasowość.

Oliwa Extra Virgin nadaje się do bezpośredniego spożycia, więc producenci zazwyczaj rozlewają ją do butelek. Oliwę Virgin stosuje się jako dodatek do oliwy rafinowanej. Natomiast oliwa Lampante, jako nie nadająca się bezpośrednio do konsumpcji ze względu na swoje niskie walory organoleptyczne poddawana jest procesowi rafinacji, czyli ogrzewaniu.

Otrzymujemy oleisty płyn, który nie ma ani smaku ani zapachu. Aby ostatecznie uzyskać oliwę z oliwek powstały produkt miesza się w odpowiednich proporcjach z oliwą Virgin. W ten sposób przywraca się smak i zapach utracony w procesie rafinacji. Ten produkt określa się Oliwą z oliwek rafinowaną - 100% Pure. W zależności od wielu czynników klimatycznych, pogodowych specyficznych dla każdego okresu wegetacyjnego bywa, że w niektórych latach producenci otrzymują w pierwszym tłoczeniu tylko wysokiej jakości oliwę Extra Virgin, a w innych mniejsze ilości Extra Virgin a duże oliwy Lampante wymagającej dalszego przetworzenia.

Pozostałe po I tłoczeniu wytłoki oliwne (sucha masa) ekstrahuje się rozpuszczalnikami w procesie winteryzacji a następnie poddaje rafinacji w wyniku czego otrzymuje się produkt nazwany ze względu na wyjątkowo niską jakość oliwą (olejem) z wytłoków oliwnych - handlowo SANSA lub POMACE. Do otrzymanego oleju dodaje się również oliwę z pierwszego tłoczenia Virgin, aby nadać smak i zapach utracony pod wpływem działania wysokiej temperatury i rozpuszczalników.

                                      

JAKOŚĆ OLIWY


 

Jakość oliwy, zależy od wielu czynników. Należą do nich:

  1. jakość owocu, jego dojrzałość i zróżnicowanie w chwili zbiorów
  2. miejsce uprawy, klimatu, rodzaj gleby i stopień nasłonecznienia
  3. czas, jaki mija między zebraniem owoców, a jego przetworzeniem
  4. szybkość i prawidłowość procesu przetwórstwa (dot. np. temperatury, która podczas wyciskania soku z oliwek nie może przekraczać 40°C)
  5. warunki przechowywania oliwy - powinna być trzymana w miejscu ciemnym, suchym i o stałej pokojowej temperaturze.
Za radą Alain Saury, znanego w Hiszpanii eksperta w dziedzinie oceny jakości aby umiejętnie ją smakować "wystarczy wziąć do ust łyżkę płynu i pozostawić go przez dłuższą chwilę na języku, aby oliwa dotarła do wszystkich wrażliwych kubków smakowych. Potem należy powoli

odetchnąć, a całe bogactwo jej bukietu wyczuje wdzięczny nos...".

odetchnąć, a całe bogactwo jej bukietu wyczuje wdzięczny nos...".

Nutka słodyczy lub cierpkość, lekka pieprzność, posmak i zapach zielonego jabłka, smak suszonych owoców i migdałów, zapach skoszonej trawy.

Dobra oliwa charakteryzuje się świeżym owocowym zapachem i lekko pieprznym smakiem. Oczywiście całe bogactwo smaku i zapachu zależy od odmiany oliwek użytych do produkcji, zazwyczaj są to mieszanki z oliwek Hojblanca i Arbequina dające oliwy o smaku owocowym, łagodnym, lekko pikantnym. Z oliwek Picual uzyskuje się oliwy intensywnie pieprzne z wyraźną nutą goryczy. Jeśli natomiast oliwa ma smak "metaliczny", może to świadczyć, iż jest zjełczała.

Do testowania oliwy szkoli się specjalnie kiperów. Nie wolno im palić papierosów ani pić kawy. Ich praca podobna jest do pracy kiperów oceniających zalety win. Próbki oliwy podaje się w szklanych naczyniach z kobaltowego szkła, dobrze maskującego naturalny kolor oliwy. Nie barwa, lecz smak i zapach stanowią podstawowe kryterium jakości oliwy i dlatego na tych parametrach powinna skupiać się cała uwaga degustujących. Najlepsze właściwości oliwy ujawniają się, kiedy ma ona temp. 28-30°C, dlatego też dobrze jest rozgrzać lekko naczynie, w którym będzie testowana oliwa, choćby przez chwilę trzymając w dłoniach.

                                               

Oliwa z oliwek ma całą gamę odcieni od żółtego do ciemno-zielonego, w zależności od odmiany oliwek i terminu zbioru. Wystarczy z oliwkami zbieranymi w późniejszych okresach zmieszać trochę liści, a wówczas oliwa nabierze zielonkawej barwy, charakterystycznej dla oliwek zbieranych najwcześniej. Co nie znaczy, że w tym przypadku produkt będzie wysokiej jakości. Po każdej próbie w celu zneutralizowania smaku próbowanej oliwy degustujący przegryzają jabłko. Oczyszcza się w ten sposób kubki smakowe, dzięki czemu ocena kolejnej próbki jest obiektywna. Kryteria, jakie ma spełniać oliwa z oliwek określa International Olive Oil Council, której członkami są wszystkie kraje produkujące oliwę, z wyjątkiem USA. Aby oliwa zyskała miano tej najlepszej musi uzyskać, co najmniej 6,5 punktu w 9 punktowej skali.

Jeździec wielorybów

Kochani, wreszcie coś wygrałam! Drugi raz w życiu. Pierwsza wygrana miała miejsce kilka lat temu, gdy wygrałam kuferek pełen słodyczy. Całkiem niezamierzenie.

Tym razem pomogłam trochę szczęściu i napisałam Magdzie z Zacisza  Wyśnionego, którą z proponowanych książek chciałabym wygrać. I poszczęściło mi się. Wygrałam! A dziś książka dotarła. Pięknie zapakowana i z niespodzianką w postaci własnoręcznie wykonanej zakładki. Najchętniej zaprezentowałabym jej zdjęcie, ale chwilowo jestem pozbawiona aparatu. W każdym razie jeszcze raz dziękuję Magdzie, bardzo mnie uszczęśliwiła i już zacieram dłonie z niecierpliwością, aby zaczęć czytać o Maorysach. :)

                                            jeździec wielorybów

 

 

21:23, kemotalamot , librería
Link Komentarze (4) »
środa, 05 listopada 2008
Pigowowe delicje

Wracając do pigwy, która pojawiła się we wcześniejszym wpisie...

Żałuję, że choroba uniemożliwia mi zabranie wiklinowego kosza i  pójście na targ w celu zakupienia  pigwy oraz innych specjałów sezonowych . Jesiennych. Ale swoją drogą, to jakoś nie kojarzę, czy pigwa na warszawskich bazarkach jest  dostępna. W sklepie widziałam słoiczki z "Pigwą do herbaty". Musi być smakowita. Na mojej podwarszawskiej działce niegdyś chodowaliśmy jeden krzaczek pigwowca - obdarzał nas pięknymi owocami, ale zaniedbany powoli zniszczyły mszyce (czy też inne robaczki, którym zasmakował pigwowiec). Przy okazji te okrutne mszyce niszczyły sąsiadów naszego dzisiejszego bohatera, czyli  berberysy Berberidaceae Juss o pięknych, bordowych listkach i kłujących igłach, a i same owoce pigwy były czasem obgryzione przez nicponi. Pigwę wykopaliśmy. Nie ma już w moim ogródku tego krzaka, ale nadal w pamięci mam smak herbatki z tym żółtym owocem, jej przyjemnego zapachu i moim wielkim dylematem -herbata lepsza z pigwą czy z cytryną...? .

W każdym razie, proszę z całego serca wszystkich, którzy w domu moją jeszcze niewykorzystane pigwy tak, jak  Pajęczaki o zrobienie wspomnianej już wcześniej przeze mnie pigwowej galaretko- marmolady bądź też pigwy w granatowej glazurze.

 

Po portugalsku pigwa to marmelo, stąd pochodzi nazwa marmolada. W Hiszpanii galaretka pigwowa podawana jest z owczym twardym, sezonowanym serem menchego . Idąc tym tropem, eksperymentujcie z oscypkiem i bundzem. Udane jest połączenie z serem korycińskim i prażonymi migdałami. Galaretkę można miesiącami przechowywać w lodówce pokrojoną w kwadraty, poprzekładaną pergaminem i ułożoną w pojemniku.

Słodko-kwaśna galaretka współgra ze słoną suszoną szynką i z wyraźnymi mięsami. Szczególnie kaczka i gęś lubią się z pigwą. Można galaretkę podać z plasterkami surowej, sezonowanej w soli kaczej piersi lub do piersi kaczej smażonej.  Dodałabym ją też do pieczenia schabu lub szynki wieprzowej i z rozmarynem do jagnięciny.

W południowej Europie, gdzie powszechne są duże pigwy, najczęściej wzmacnia się nimi smak pieczonych deserów z jabłek lub gruszek. Ponieważ trudno się do pigwy dobrać, dobrze jest ją obgotować, aż trochę zmięknie. Łatwiej się ją potem obiera i kroi. Plasterki wrzucamy na gorącą oliwę lub sklarowane masło, dodajemy przyprawy, cukier i ewentualnie trochę sosu z pieczeni lub wina i kiedy pigwa się zrumieni, a sos zredukuje, podajemy do mięsa. Albo smażymy w syropie z białego wina z cukrem, goździkami i laską cynamonu i podajemy na deser.

                                   membrillas

 

Marmolada z pigwy

Wyszorowane owoce ze skórą kroimy na ćwiartki i wycinamy gniazda nasienne. Gniazda zawiązujemy w płócienny woreczek i dodajemy do owoców, które zalewamy wodą - tyle, by je przykryć. Gotujemy, aż pigwy zaczną się rozpadać, co, o dziwo, trwa krótko.

Woreczek z nasionami wyjmujemy, dobrze wyciskając. Owoce miksujemy na purée lub przecieramy przez sito i ważymy. Na 500 gramów pulpy owocowej odważamy około 400 gramów cukru, dodajemy, mieszamy i zaczynamy smażyć. Masę trzeba często mieszać, bo przywiera. Kolor staje się coraz ciemniejszy, złotobrązowy. Kiedy gęsta masa uformowana w kulkę zastyga, wylewamy ją na blachę, rozsmarowujemy płasko na półtora centymetra grubości i studzimy. Ścina się ciemna, błyszcząca galaretka o słodko-kwaśnym smaku.

Po portugalsku pigwa to marmelo, stąd pochodzi nazwa marmolada. Nasza galaretka tylko wyglądem przypomina marmoladę sprzedawaną kiedyś w geesach na wagę, z metalowych puszek. W Hiszpanii galaretka pigwowa podawana jest z owczym twardym, sezonowanym serem manchego. Idąc tym tropem, eksperymentujcie z oscypkiem i bundzem. Udane jest połączenie z serem korycińskim i prażonymi migdałami. Galaretkę można miesiącami przechowywać w lodówce pokrojoną w kwadraty, poprzekładaną pergaminem i ułożoną w pojemniku.

Pigwa w granatowej glazurze 

1 owoc granatu, 2 duże pigwy, cukier

Wycisnąć dokładnie sok z granatu. Wlać sok na głęboką patelnię, dodać dwie łyżki cukru i gotować na wolnym ogniu. Pigwę obrać, pokroić w ósemki i wrzucić do powoli gęstniejącego syropu. Gotować, aż pigwa zmięknie i oblepi się gęstym syropem. Czerwień soku wnika w owoc i wygląda efektownie. Podawać do pieczonej gęsi.

 

wtorek, 04 listopada 2008

       Najlepsze kasztany są podobno na placu Pigalle… Ciekawe, czy to prawda.

                   pigalle

A może lepsze w Galicii podczas Magostos, kiedy to gwiazdą są właśnie pieczone kasztany?  Których smak podkreśla młode wino, a niezwykłego uroku dodaje ogień (tym trzem bohaterom dedykowane są festyny Magosto ). Celebracja ich wywodzi się z tradycji celtyckich i nakazuje bawiącym się wysmarować twarz popiołem z kasztanów. Kraj Basków to także małe kasztanowe królestwo. Tam organizuje się podobne festy, ale kasztany zazwyczaj podaje się ze ślimakami (na to nie zdecydowałabym się) i sosem morokil tworzonego na bazie mąki kukurydzianej. W Baskonii obchody te nazywają się Gaztanarre (wiem, że już o tym co nieco pisałam).

Dopadło i mnie. Chusteczki w każdym kącie pokoju. Zapchany nos.

 Na komodzie porozstawiane leki.

 Co chwilę gorąca herbata, za każdym razem w innym smaku.

 Trzy dni spędzę w domu. Brr, aż strasznie mi o tym myśleć…

 Lubię spędzać czas w domu, nic nie robić, oglądać, czytać, słuchać. Ale nie lubię tego robić z pewnego rodzaju przymusu. I gdy drażni mnie każdy zapach, męczy zbyt mocne światło… Ale, już, już nie narzekam. Bo mam opiekuna. Przynosi owoce. Dziś w menu dojrzałe mango, niedostępny kokos, namiętne winogrono, dziecięca mandarynka oraz wymuskany banan. Przynosi jogurty, soczki i co o jeszcze sobie tylko wymyślę… Towarzyszy mi w chorobie. I pięknie mu za to dziękuję.

 

                                                    huesca  Huesca

  

W Hiszpanii drzewa i krzewy przystrojone już zimowo śniegiem. Ach, w Hiszpanii lubiłabym nawet mroźne zimy… León, Zamora, Navarra i Huesca przykryte białym puchem.

To dopiero nowina! W Polsce cieplej niż w Hiszpanii!!

Baleary i Katalonia mokną w deszczu. 

 

                                       leon Leon

Uwielbiam czytać o jedzeniu, gotowaniu, smakowaniu. Lubię odkrywać smaki, ale czasem poznawanie to wystarcza mi na stronnicach książki.  Czytam właśnie o tym, co jesienią można znaleźć w spiżarniach i na stołach Hiszpanii. I na to wszystko mam ochotę.I się rozmarzam. O gotowaniu. O delektowaniu się. O ucztowaniu.

Z chęcią zaprosiłabym Was wszystkich i serwowała espaniolskie specjały.

Zaczęłabym od  dulce de mombrillo – gęstej i twardej marmolady z pigwy podanej z pysznymi serami o najrozmaitszych posmakach. Na mojej desce serów na pewno znalazłby się kremowy galicyjski tetilla. oraz inne  sery pochodzące z regionów i prowncji  słodkiej Iberii, a o których mogłabym się rozpisać na jakieś sto pięćdziesiąt jeden stron!

Posmakować moglibyście tortillii z grzybami leśnymi, a także najróżniejszych, jesiennych tapas . Nie zabrakłoby pasteryzowanych pimientos del piquillo - czerwonych, ostrych papryczek. Zbiera się je ręcznie w listopadzie w Navarze, a następnie smaży, obiera ze skórki i pasteryzuje. Dzięki temu papryczki zachowają wyśmienity aromat i piękny kolor. W mojej wersji papryczki na stole pojawiłyby się w towarzystwie ziemniaków. 

Na deser podałabym słodkie ciastka o lawendowej nucie posmarowane brzoskwiniową marmoladą piescu. Pochodzi ona z Asturii i podobno pachnie słońcem. Wszystko popijalibyśmy jakimś cudownym, młodym winem hiszpańskim... A już za kilka dni, 11 listopada zaproszę Was na ucztę z okazji dnia św. Marcina...

A czy Wy znacie jakieś książki o smakowaniu jedzenia? Z ciekawymi przepisami... Pamiętajcie tylko, że ja lubię książki kucharskie nietypowe, klimatyczne, z pięknymi zdjęciami bądź rysunkami, z historią jedzenia i gotowania... Takie trochę wymuskane... A najbardziej marzy mi się coś jak "Podróż po stołach Francji" Lewiana, ale w wersji hiszpańskiej... Choć niekoniecznie hiszpańskiej i niekoniecznie w tym stylu.Co mi polecacie?

 

sobota, 01 listopada 2008
 

„W ocenie Hiszpanów śmierć, zarówno własna, jak i zwierząt, a więc także śmierć jedzenia ze wszystkimi towarzyszącymi jej objawami stanowi część codziennego życia, tylko na krótko wzbudzając sensację, jakby nie wydarzyło się nic szczególnego.”(Notebook)

A jak śmierć przedstawiana jest w sztuce latynowskiej? Czytaj tu

Sezon kasztanwoy otwarty!

     Gdybym mieszkała w wymarzonym przeze mnie kraju świętowałabym 1 listopada, bo większość Hiszpanów mimo ogromnej sekularyzacji państwa obchodzi Dzień Wszystkich Świętych. Gdybym miała domek na gdzieś na Półwyspie Iberyjskim poszłabym na cmentarze,  odszukałabym co piękniejsze nagrobki, zadumała się.  Po zwiedzaniu cmentarzy poszłabym do cukierni i ze smakiem schrupała przygotowane, rękami znakomitego cukiernika, specjalnie na ten dzień marcepanowe wypieki. Podłużne  Huesos De Santo wyglądem skojarzyły się komuś, setki lat temu  z kośćmi świętego i taka nazwa utarła się dla tych ciastek.  Najróżniejsze, śliczniutkie, kolorowe Panalletes będące prawdziwymi cukierniczymi kwiatkami, ślimakami, listkami przygotowuje  się z migdałów i słodkich ziemniaków, orzeszków pinii bądź kandyzowanych owoców.

Zwyczaj przygotowywania panellets w Dniu Wszystkich Świętych wywodzi się z wpływów arabskich. To właśnie Arabowie nauczyli Katalończyków przygotowywania maleńkich słodkości na bazie migdałów, miodu i jajek.
    Inne żródła podają, że ta gastronomiczna tradycja pochodzi z czasów, gdy żałobnicy podczas nabożeństwa, raczyli się panellets wraz z innymi wiernymi zgromadzonymi w świątyni. Czyniono tak, ku pamięci zmarłej osoby i dla złagodzenia żalu pozostawionych przez nią bliskich. Można uznać, iż jedno źródło nie przeczy drugiemu.

            Och, jaki cudowny zapach musi unosić się na katalońskich ulicach. W Dniu Wszystkich Świętów pojawiają się pierwsze stragany oferujące  pieczone kasztany.  Cudownie musi ze sobą współgrać wizyta na cmentarzu i kosztowanie pierwszych kęsów kasztanowych. Zwyczaj spożywania kasztanów po wizycie na cmentarzach bliskich obecny jest w tradycji właściwie każdej hiszpańskiej prowincji. Przyjął jednak różne nazwy, w zależności od miejsca z którego się rozprzestrzeni:  w Katalonii - to castańada, w kraju Basków - gaztańarre, a na przykład w Ekstramadurze - chiquitilla.

                             kasztany

            Tyle dla zmysłów. Hiszpanie w tym dniu nie zapominają o swojej duszy. Ze świętem związane są liczne tradycje dotyczące ognia i dusz zmarłych. Dawniej wierzono, iż począwszy od południa Wszystkich Świętych, aż do dnia następnego, wędrujące dusze powracają do swoich bliskich, pozostawionych na Ziemi. Stąd też w katalońskich domach ustawiano w tym dniu dodatkowe miejsce przy stole, zostawiano na noc zapalone światło lub uchylone drzwi. Ze zrozumiałych względów ten ostatni zwyczaj nie jest już praktykowany.

            Hiszpania to kraj wielokulturowy, najróżniejsze wpływy i tradycje przenikają się między prowincjami, a mimo to moja słodka Espana zachowała swą odrębność wśród wiele, zamerykanizowanych  krajów europejskich.  Nie daje się wpływom Halloween, choć w klubach noc przez Świętem Wszystkich Zmarłych można spotkać wiele czarownic i diabłów .

Służy to jedynie urozmaiceniu młodzieżowej zabawy.

1 listopada na cmentarzach na pewno nie spotkamy takich tłumów, jak w Polsce
Wizyta na cmentarzu jest tylko jednym z elementów i to wcale niekoniecznym w tradycji obchodów listopadowego święta.
Charakterystyczną dla Hiszpanii jest niezwykle ważna rola sztuki kulinarnej w tradycji i kulturze, co daje się zauważyć nawet podczas obchodów tak niezwykle zdawałoby się duchowego święta, jakim jest Dzień Wszystkich Świętych.

A jak 1 listopada wygląda w Meksyku poczytaj tu. Tam to dzień radości, cudownych ceremonii i tradycji.

W Polsce 1 listopada kojarzy mi się z obwarzankami, pańską skórką , zapachem palących się zniczy, wieczornym spacerem po cmentarzu, kiedy to w zmroku rozbłyska tysiącami migotliwych światełek. Kojarzy mi się z chłodem i przyjemnym powrotem do ciepłego domu oraz smakowaniem pysznego rozgrzewającego obiadu przygotowanego przez mamę. Najbardziej lubię pójść na cmentarz wspomnianym wieczorem, gdy nie ma już tłoku, pośpiechu, jest czas na chwilę wspomnień i zadumy. Podczas odwiedzin bliskich nie zapominam rozejrzeć się za opuszczonym, zapomnianym grobem i zapalić na nim choć malutkie światełko. Światełko oznaczające lepsze życie po śmierci i nadzieję na spotkanie z bliskimi kiedyś, gdzieś daleko...

czwartek, 30 października 2008
Jesień

Jesień nas hojnie obdarowuje.  Pięknymi liśćmi, a piękne są szczególnie te czerwonopodobne. Ogrzewającym, południowym wiatrem, myślę, że wieje do nas znad Śródziemnomorza.  Czerwonymi koralami jarzębiny. Ostatnie chwile, promienie, migotanie słońca, niezwykłe cienie rzucane przez przyrodę. Chciałabym pójść do parku i je łapać, obserwować ten swoisty teatr cieni.

Dziś wsłuchiwałam się w łagodząca, uspokajającą muzykę liści, której głównym wykonawcą był wiatr. Jesień to najcudowniejszy muzyk. Najpiękniej umie wywołać szelest, świst, szemranie, stukanie (czy są bardziej zmysłowe słowa?), chlapanie, chlupanie, kapanie, drżenie.

Przyglądałam się liściom. Większość spadła już z drzew, na niektórych wiszą smętnie ich pozostałości. Na lipie widziałam jedynie  suche szypułki, katalpa zrzuciła już wszystkie strąki, którymi straszyła mnie i dzieci, klon stracił już prawie całe piękne ubarwienie. Opadłe liście bawią się w berka, jeden ucieka przed drugim, drugi przed trzecim często zataczając wesołe kółka. Niektóre  skończyły już swój taniec i rozłożyły się tworząc mozaikowe kobierce na trawnikach.

 Tegoroczny zbiór kasztanów – zakończony! Był niezwykle obfity. Pulchne dłonie nie mieściły plonów, łapczywie zbierały, zanosiły do kosza gubiąc po drodze połowę i biegusiem wracała po następne. Natrafić jeszcze można gdzieniegdzie w śladowych ilościach  żołędzie,  które jak co roku cieszyły się mniejszym popytem.

Słońce zataczając kolejne koło  wędruje coraz niżej, zachodzi  coraz wcześniej, a  zmrok zabiera energię.

     Uwielbiam moją pracę. Dziś myśląc o zakłamaniu, dwulicowości i ogromnym tupecie osób, z którymi muszę na co dzień pracować weszłam do mojej niebieskiej Sali, z niebieskimi ścianami, niebieskimi szafkami, niebieskimi nogami krzesełek i stolików  ujrzałam błyszczące oczy, usłyszałam ściszone szepty radości: „O pani Agatka!” oraz słowa skierowane bezpośrednio do mnie: „Bardzo pani ładnie wygląda, bardzo panią lubimy” , a także kątem oka dostrzegłam nerwowe przeglądanie szuflady w poszukiwaniu obrazka dla mnie. To wszystko wynagradza, sprawia, że o wspomnianym zakłamaniu zapomina się w mgnieniu oka.  To jedne z piękniejszych słów, komplementów, prezentów. Życzę wszystkim pracy – pasji, przyjemności i czerpania z niej mnóstwa satysfakcji. Ja czerpię każdego dnia, na każdym kroku!

środa, 29 października 2008
Guernica

"Jeżdżąc po zaludnionej duchami krainie, słucham radia samochodowego: „ Guernica Picassa wróciła do Hiszpanii!”. Następuje dramatyczny opis wydarzenia: tajemnicze lądowanie na lotnisku w Madrycie, eskorta uzbrojonej po zęby Guardia Civil, specjalna ochrona obrazu, który ma przypominać narodowi o jednej z jego własnych zbrodni wojennych, choć dokonanej przez niemieckie samoloty. Ironie der Geschichte – już raz wcześniej przeżyłem coś równie skandalicznego, oglądając obraz George’a Grosza przedstawiający oficera podobnego do świni, którego strzegło dwóch  takich właśnie umundurowanych mężczyzn z karabinami. Grosz by się uśmiał, a Picasso zapewne śmieje się teraz: Guardia Civil  eskortuje jego  oskarżenie systemu, którego sama była narzędziem – lepiej być nie może.” (Noteboom)

 

 

                    guernica

 

 

 Obraz symbol. Podobno wisi w każdym hiszpańskim urzędzie, ministerstwie, państwowych instytucjach. Jedno z ważniejszych dzieł Hiszpanii. Nie widziałam. Żałuję. Punkt obowiązkowy kolejnego madryckiego pobytu.

 "Picasso był człowiekiem namiętnie kochającym życie, polityka nie była jego żywiołem. Jak na ironię jego najsłynniejsze dzieło stało się politycznym znakiem łączącym miliony ludzi, którzy wcale nie byli miłośnikami nowoczesnego malarstwa. W styczniu 1937 roku, jako sympatyk republikańskiej Hiszpanii, Picasso zgodził się wykonać fresk do hiszpańskiego pawilonu na paryskich Targach Światowych. Nie lubił publicznych zamówień, tak jak zresztą niczego, co mogłoby ograniczać swobodę jego wyobraźni. Początkowo myślał o przedstawieniu malarza w pracowni, o dziele sławiącym człowieka twórcę. 29 kwietnia 1937 roku niemieccy lotnicy, którzy walczyli w armii generała Franco, zbombardowali baskijskie miasteczko Guernica. Dwa dni później, 1 maja, Picasso przystąpił do pracy nad freskiem.

                                               picasso

 

Fotograficzna dokumentacja procesu tworzenia dzieła (zasługa Dory Maar, ówczesnej kochanki artysty) ukazywała - jak powiedział Picasso - "nie kolejne etapy powstawania malowidła, ale jego kolejne zmiany [...] aż stanie się wcieleniem wyobrażeń malarza". Po dwóch miesiącach Guernica była gotowa. Zaskoczeni krytycy zareagowali zgodnie z sympatiami politycznymi. A jednak, mimo że upłynęło ponad pół wieku, dzieło stworzone w odpowiedzi na aktualne wówczas wydarzenie nie przestaje fascynować widzów. Z Paryża Guernica pojechała do Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Picasso nalegał, by nie wysyłać płótna do Hiszpanii, dopóki trwać tam będą rządy faszystowskie. Obraz trafił do galerii Prado w Madrycie w 1981 roku, gdzie był powitany zarówno jako symbol narodowy, jak i przypowieść w duchu Don Kichota, mówiącą o zdolności ludzi do wzajemnego niszczenia siebie samych.

 

 Malowana w czerni, bieli i szarości, Guernica jest jaskrawą, karykaturalnie przerysowaną wizją terroru i przerażenia. Płaskie postaci, prawie pozbawione modelunku i połączone tylko przez najogólniejszy zarys perspektywy, składają się na obraz nie odpowiadający żadnym konwencjonalnym wyobrażeniom piękną. Fragmenty czterech przerażonych kobiet, jednej z ciałem martwego dziecka na rękach, zmasakrowane ciało żołnierza ściskającego w martwej dłoni miecz, szczątki innych ciał, łeb przerażonego konia i złowieszczy łeb byka, jakaś postać z lampą naftową i żarówka otoczona ostrymi zębami korony słonecznej - wszystko to składa się na niezapomniany obraz chaosu. Niektórzy zauważali z ironią, że to, co miało być wystąpieniem w obronie prostego człowieka, jest w istocie dostępne tylko "dla nie wielkiego kręgu ludzi, którzy dzięki wcześniejszym doświadczeniom znali już język, jakim przemawia - intelektualistyczny, zawiły dialekt sztuki, niezrozumiały dla prostego człowieka". Picasso zdawał się nie zwracać na nic uwagi, być może uznając, że to, co namalował, jest dostatecznie wymowne. W 1940 roku w okupowanym przez Niemców Paryżu pokazał fotografię obrazu niemieckim oficerom. "To pańskie dzieło?" - spytał jeden z Niemców. - "Nie - odpowiedział Picasso. - Wasze". ( Twórcy. Geniusze wyobraźni w dziejach świata)

Helios Gómez,  przedstawiciel grafiki iberyjskiej w swych pracach niejednokrotnie bliski jest przesłaniu dzieła Picassa. W czasach frankistowskiej dyktatury i jej ostrej cenzury, Helios Gómez, sprzeciwiając się kłamstwu, stworzył w więziennej samotności dzieło literackie, które było nieznane do wiosny 2004. Wtedy to zostało odkryte i wydane niedawno przez Kulturalne Stowarzyszenie Helios Gómez, którego prezesem jest syn artysty.

                                       helios gomez

 

 

22:44, kemotalamot , pintura
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 października 2008
mam smaka na fesiwal

Podoba mi się ten pomysł. Świętowanie. Organizowanie dni potraw. Dla prawdziwych smakoszów, slowfoodowców. Ja się zapisuję, choć rzadko gotuję.

Trwa Tydzień Potraw polskich 

Zdążysz przygotować jeszcze coś dyniowego, bo Festiwal Dyni w toku. Apetyczna zupa porowo- dyniowa tu (oraz nie tylko dyniowe cuda-niewidy) i inne dyniowe przepisy tu

Już się przygotuj na Tydzień Orzechowy

Załapię się jeszcze na Pieczenie Chleba. Może 14 grudnia będzie moim piekarnianym debiutem?

Może ja zaproponuję Weekend buraków?? Albo lepiej niech ktoś zrobi to za mnie!

Najróżniejsze różności

Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy lubią twórczość Herberta (w tym dla mnie), czyli Herbert nieznany oraz Herbert był chłopcem sennym

Marzy mi się w przyszłości zorganizowanie Klubu literackiego. Kto się zapisze?? Marzy mi się także

florencka szkoła gotowania, może być w  takiej lub takiej wersji. Kto mi zasponsoruje?

 

A z najróżniejszych inności:

Hiszpański zestaw antykryzysowy ;)

 Sezon świąteczny czas zacząć (Czy Was także denerwuje tak ogromna komercjalizacja świąt..I z roku na rok jest coraz gorzej, coraz wcześniej)

Nowe odkrycie Caramba!

Perły Hiszpanii. Marzą mi się takie perły... prawdziwe, hiszpańskie, jędrne, tłuste, sycące.

A z chęcią wybiorę się na Wystawę najpiękniejszych książek Szwajcarii, 15 Spotkania Sztuki Akcji, na których zobaczyć będzie można spektakle artystów z Francji i Warszawy oraz na Warszawski przegląd filmów dokumentalnych DOKDIALOG.

I już.Pomieszałam i poplątałam ;)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7