;
czwartek, 30 października 2008
Jesień

Jesień nas hojnie obdarowuje.  Pięknymi liśćmi, a piękne są szczególnie te czerwonopodobne. Ogrzewającym, południowym wiatrem, myślę, że wieje do nas znad Śródziemnomorza.  Czerwonymi koralami jarzębiny. Ostatnie chwile, promienie, migotanie słońca, niezwykłe cienie rzucane przez przyrodę. Chciałabym pójść do parku i je łapać, obserwować ten swoisty teatr cieni.

Dziś wsłuchiwałam się w łagodząca, uspokajającą muzykę liści, której głównym wykonawcą był wiatr. Jesień to najcudowniejszy muzyk. Najpiękniej umie wywołać szelest, świst, szemranie, stukanie (czy są bardziej zmysłowe słowa?), chlapanie, chlupanie, kapanie, drżenie.

Przyglądałam się liściom. Większość spadła już z drzew, na niektórych wiszą smętnie ich pozostałości. Na lipie widziałam jedynie  suche szypułki, katalpa zrzuciła już wszystkie strąki, którymi straszyła mnie i dzieci, klon stracił już prawie całe piękne ubarwienie. Opadłe liście bawią się w berka, jeden ucieka przed drugim, drugi przed trzecim często zataczając wesołe kółka. Niektóre  skończyły już swój taniec i rozłożyły się tworząc mozaikowe kobierce na trawnikach.

 Tegoroczny zbiór kasztanów – zakończony! Był niezwykle obfity. Pulchne dłonie nie mieściły plonów, łapczywie zbierały, zanosiły do kosza gubiąc po drodze połowę i biegusiem wracała po następne. Natrafić jeszcze można gdzieniegdzie w śladowych ilościach  żołędzie,  które jak co roku cieszyły się mniejszym popytem.

Słońce zataczając kolejne koło  wędruje coraz niżej, zachodzi  coraz wcześniej, a  zmrok zabiera energię.

     Uwielbiam moją pracę. Dziś myśląc o zakłamaniu, dwulicowości i ogromnym tupecie osób, z którymi muszę na co dzień pracować weszłam do mojej niebieskiej Sali, z niebieskimi ścianami, niebieskimi szafkami, niebieskimi nogami krzesełek i stolików  ujrzałam błyszczące oczy, usłyszałam ściszone szepty radości: „O pani Agatka!” oraz słowa skierowane bezpośrednio do mnie: „Bardzo pani ładnie wygląda, bardzo panią lubimy” , a także kątem oka dostrzegłam nerwowe przeglądanie szuflady w poszukiwaniu obrazka dla mnie. To wszystko wynagradza, sprawia, że o wspomnianym zakłamaniu zapomina się w mgnieniu oka.  To jedne z piękniejszych słów, komplementów, prezentów. Życzę wszystkim pracy – pasji, przyjemności i czerpania z niej mnóstwa satysfakcji. Ja czerpię każdego dnia, na każdym kroku!

środa, 29 października 2008
Guernica

"Jeżdżąc po zaludnionej duchami krainie, słucham radia samochodowego: „ Guernica Picassa wróciła do Hiszpanii!”. Następuje dramatyczny opis wydarzenia: tajemnicze lądowanie na lotnisku w Madrycie, eskorta uzbrojonej po zęby Guardia Civil, specjalna ochrona obrazu, który ma przypominać narodowi o jednej z jego własnych zbrodni wojennych, choć dokonanej przez niemieckie samoloty. Ironie der Geschichte – już raz wcześniej przeżyłem coś równie skandalicznego, oglądając obraz George’a Grosza przedstawiający oficera podobnego do świni, którego strzegło dwóch  takich właśnie umundurowanych mężczyzn z karabinami. Grosz by się uśmiał, a Picasso zapewne śmieje się teraz: Guardia Civil  eskortuje jego  oskarżenie systemu, którego sama była narzędziem – lepiej być nie może.” (Noteboom)

 

 

                    guernica

 

 

 Obraz symbol. Podobno wisi w każdym hiszpańskim urzędzie, ministerstwie, państwowych instytucjach. Jedno z ważniejszych dzieł Hiszpanii. Nie widziałam. Żałuję. Punkt obowiązkowy kolejnego madryckiego pobytu.

 "Picasso był człowiekiem namiętnie kochającym życie, polityka nie była jego żywiołem. Jak na ironię jego najsłynniejsze dzieło stało się politycznym znakiem łączącym miliony ludzi, którzy wcale nie byli miłośnikami nowoczesnego malarstwa. W styczniu 1937 roku, jako sympatyk republikańskiej Hiszpanii, Picasso zgodził się wykonać fresk do hiszpańskiego pawilonu na paryskich Targach Światowych. Nie lubił publicznych zamówień, tak jak zresztą niczego, co mogłoby ograniczać swobodę jego wyobraźni. Początkowo myślał o przedstawieniu malarza w pracowni, o dziele sławiącym człowieka twórcę. 29 kwietnia 1937 roku niemieccy lotnicy, którzy walczyli w armii generała Franco, zbombardowali baskijskie miasteczko Guernica. Dwa dni później, 1 maja, Picasso przystąpił do pracy nad freskiem.

                                               picasso

 

Fotograficzna dokumentacja procesu tworzenia dzieła (zasługa Dory Maar, ówczesnej kochanki artysty) ukazywała - jak powiedział Picasso - "nie kolejne etapy powstawania malowidła, ale jego kolejne zmiany [...] aż stanie się wcieleniem wyobrażeń malarza". Po dwóch miesiącach Guernica była gotowa. Zaskoczeni krytycy zareagowali zgodnie z sympatiami politycznymi. A jednak, mimo że upłynęło ponad pół wieku, dzieło stworzone w odpowiedzi na aktualne wówczas wydarzenie nie przestaje fascynować widzów. Z Paryża Guernica pojechała do Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Picasso nalegał, by nie wysyłać płótna do Hiszpanii, dopóki trwać tam będą rządy faszystowskie. Obraz trafił do galerii Prado w Madrycie w 1981 roku, gdzie był powitany zarówno jako symbol narodowy, jak i przypowieść w duchu Don Kichota, mówiącą o zdolności ludzi do wzajemnego niszczenia siebie samych.

 

 Malowana w czerni, bieli i szarości, Guernica jest jaskrawą, karykaturalnie przerysowaną wizją terroru i przerażenia. Płaskie postaci, prawie pozbawione modelunku i połączone tylko przez najogólniejszy zarys perspektywy, składają się na obraz nie odpowiadający żadnym konwencjonalnym wyobrażeniom piękną. Fragmenty czterech przerażonych kobiet, jednej z ciałem martwego dziecka na rękach, zmasakrowane ciało żołnierza ściskającego w martwej dłoni miecz, szczątki innych ciał, łeb przerażonego konia i złowieszczy łeb byka, jakaś postać z lampą naftową i żarówka otoczona ostrymi zębami korony słonecznej - wszystko to składa się na niezapomniany obraz chaosu. Niektórzy zauważali z ironią, że to, co miało być wystąpieniem w obronie prostego człowieka, jest w istocie dostępne tylko "dla nie wielkiego kręgu ludzi, którzy dzięki wcześniejszym doświadczeniom znali już język, jakim przemawia - intelektualistyczny, zawiły dialekt sztuki, niezrozumiały dla prostego człowieka". Picasso zdawał się nie zwracać na nic uwagi, być może uznając, że to, co namalował, jest dostatecznie wymowne. W 1940 roku w okupowanym przez Niemców Paryżu pokazał fotografię obrazu niemieckim oficerom. "To pańskie dzieło?" - spytał jeden z Niemców. - "Nie - odpowiedział Picasso. - Wasze". ( Twórcy. Geniusze wyobraźni w dziejach świata)

Helios Gómez,  przedstawiciel grafiki iberyjskiej w swych pracach niejednokrotnie bliski jest przesłaniu dzieła Picassa. W czasach frankistowskiej dyktatury i jej ostrej cenzury, Helios Gómez, sprzeciwiając się kłamstwu, stworzył w więziennej samotności dzieło literackie, które było nieznane do wiosny 2004. Wtedy to zostało odkryte i wydane niedawno przez Kulturalne Stowarzyszenie Helios Gómez, którego prezesem jest syn artysty.

                                       helios gomez

 

 

22:44, kemotalamot , pintura
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 października 2008
mam smaka na fesiwal

Podoba mi się ten pomysł. Świętowanie. Organizowanie dni potraw. Dla prawdziwych smakoszów, slowfoodowców. Ja się zapisuję, choć rzadko gotuję.

Trwa Tydzień Potraw polskich 

Zdążysz przygotować jeszcze coś dyniowego, bo Festiwal Dyni w toku. Apetyczna zupa porowo- dyniowa tu (oraz nie tylko dyniowe cuda-niewidy) i inne dyniowe przepisy tu

Już się przygotuj na Tydzień Orzechowy

Załapię się jeszcze na Pieczenie Chleba. Może 14 grudnia będzie moim piekarnianym debiutem?

Może ja zaproponuję Weekend buraków?? Albo lepiej niech ktoś zrobi to za mnie!

Najróżniejsze różności

Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy lubią twórczość Herberta (w tym dla mnie), czyli Herbert nieznany oraz Herbert był chłopcem sennym

Marzy mi się w przyszłości zorganizowanie Klubu literackiego. Kto się zapisze?? Marzy mi się także

florencka szkoła gotowania, może być w  takiej lub takiej wersji. Kto mi zasponsoruje?

 

A z najróżniejszych inności:

Hiszpański zestaw antykryzysowy ;)

 Sezon świąteczny czas zacząć (Czy Was także denerwuje tak ogromna komercjalizacja świąt..I z roku na rok jest coraz gorzej, coraz wcześniej)

Nowe odkrycie Caramba!

Perły Hiszpanii. Marzą mi się takie perły... prawdziwe, hiszpańskie, jędrne, tłuste, sycące.

A z chęcią wybiorę się na Wystawę najpiękniejszych książek Szwajcarii, 15 Spotkania Sztuki Akcji, na których zobaczyć będzie można spektakle artystów z Francji i Warszawy oraz na Warszawski przegląd filmów dokumentalnych DOKDIALOG.

I już.Pomieszałam i poplątałam ;)

niedziela, 26 października 2008
Okładki Złudy

Jeżeli spodoba mi się jakaś książką sprawdzam zawsze, jak została ona wydana w innych krajach. I nawiązując do wpisu  Chihiro lubię książki pięknie wydane, ze starannie zaprojektowaną okładką, odpowiednio dobranym na niej motywem. Oczywiście, jeśli książka wydaje mi się interesująca pod względem treści, a ma brzydką okładkę i tak po nią sięgnę, ale niekoniecznie ją kupię (a raczej wypożyczę). I tak jak Chichiro mając do wyboru kilka wydań nie wezmę pierwszego z brzegu, a obejrzę wszystkie i wybiorę najpiękniejsze. Nie będę pisała o  cechach okładek, które najbardziej mi odpowiadają, bo tu zgadzam się z Chichiro w stu procentach!  Odnalazłam kilka wydań Złudy na świecie. Nie podam z jakiego kraju czy okresu pochodzą, ale ciekawa jestem która okładka podoba Wam się najbardziej?

 l

                                 

                                               nada

                                                  nada

                                                  nada

                                                nada

                                               nada

                                               nada

14:21, kemotalamot , librería
Link Komentarze (9) »
Siesta i Złuda

Herbata z bergamotką i cytryną dostarcza przyjemnych wrażen zapachowych. Przez nią próbuje przebić się zapach wywołujący niezwykłą ochotę na pomarańcze olejku eterycznego. Udaję się w podróż dookoła świat dzięki Sieście – mozaice rytmów z gorącej i tęsknej Kuby,  zbalansowanej Portugalii, zamyślonej Hiszpanii,  nieznanego Uzbekistanu i innych dalekich i egzotycznych krajów. Siesta  u mnie nie tylko muzycznie. Czytam (głównie   ZeszytyLiterackie  , przesadzam kwiatki (najnowszy zakup  selaginella ), oglądam (już za chwilę Pora Umierać ).

Ostatnio przeczytałam  Złudę, książkę  Carmen Laforet .

                                                   nada

Przeniosłam się nieco do Barcelony lat 40 XX wieku. I jestem wdzięczna losowi, że nie jestem Andreą, która pełna marzeń, wielkich nadziei i planów przyjeżdża na ulicę Aribau. Jednak jej wyobrażenie o życiu w wielkim mieście, baśniowym dla niej świecie Barcelony pryska z momentem wejścia do kamienicy swojej babki. Z tym momentem też książka wciąga czytelnika bez opamiętania, intryguje i rozbudza chęć poznania historii Andrei zamkniętej w domu razem z Glorią, Juanem, babcią, Antonią, Romanem, Angustias i psem Truenem (hiszp. grzmot, piorun).

Bohaterowie są niejednoznaczni, nie sposób ich ocenić czy przypisać jakiejś kategorii. Są postaciami tragicznymi, raniącymi siebie nawzajem, uprzykrzającym sobie życie  mimo mieszkania pod jednym dachem, mimo bycia najbliższymi sobie osobami. To istne upiory .Andrea pragnąca odmienić swój los, szukająca lepszego życia w Barcelonie wypełnionej pięknymi kamienicami, parkami, eleganckimi mieszczanami odnajduje tylko pustkę, samotność, ból. Musi zmierzyć się z głodem, brudem i mrokiem panującymi w domu. Poznaje kilka osób spoza domu ( najpierw radosną Enę, która staje się jej bliską przyjaciółką – ich relacje poddane zostaną jednak trudnej próbie, następnie artystyczną środowisko studenckiej bohemy), które zdaje się, że staną się jej ukojeniem i bratnimi duszami, jednak są one kolejnymi złudzeniami…  

            Mnie Złuda zahipnotyzowała, choć chwilami była przykra i obdarta ze złudzeń. Pokazała prawdę o tym, co może dziać się na sąsiedniej ulicy. Ukazała toksyczne związki między ludźmi, często żyjącymi w jednym mieszkaniu. Trochę przypominała w wymowie „Moralność pani Dulskiej”. Pełno w niej kołtunierstwa, dulszczyzny, obłudy i fałszu, dbałości o pozory.   Pseudomoralności i kierowania się w życiu prawidłami drobnomieszczańskimi. Główna bohaterka tkwi w zaduchu i kurzu nigdy nie wietrzonego domu, ale także w zaduchu własnej drobnomieszczańskiej rodziny. Mnie książka w pewien sposób urzekła, lecz zgadzam się z Chiarą, że nie każdemu może przypaść do gustu. Lafort mistrzowsko tworzy fabułę, stale jest w niej pełno niedopowiedzeń,  tajemnic, niejasności. Czuć kurz unoszący się w całym domu, po zamknięciu oczu zobaczyć można piękne, ozdobne kamienice, odczuwa się emocje towarzyszące Andrei. W tym roku wznowiona Złuda  powstała w 1944 roku, a jej przekaz jest ponadwymiarowy, nadal aktualny.  Świetna pozycja, zdaje się, że jedna z moich ulubionych!

13:52, kemotalamot , librería
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 października 2008
Zapraszam do Fotoplstikonu

Wybieraliśmy się kilka lat i jak sójka nie mogła wybrać się nad morze tak my nie mogliśmy dotrzeć do fotoplastykonu. Wreszcie udało mi się i polecam! Jeśli chcesz choć na chwilę, choć w wyobraźni przenieść się w przeszłość, gdy nie było jeszcze kina, nie mówiąc już o innych dziełach techniki udaj się do starej kamienicy w Alejach Jerozolimskich. Tam właśnie pod numerem 51 wejdź w bramę, obok której setki razy przechodziłeś, a nie przyszło Ci do głowy wejść, zajrzeć, zobaczyć, czy przypadkiem nie czeka tam na Ciebie przygoda.. Odnajdź tam szyld z napisem Fotoplastykon, zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś nie w XXI, a w Xix. Wtedy właśnie powstał Fotoplastykon Warszawski, który był wielką innowacją, ogromnym dziełem sztuki technicznej. Usiądź na krześle, otwórz szeroko oczy i zajrzyj w okulary, które przeniosą Cię w daleki świat, w odległe czasy tak, że poczujesz się, jakbyś naprawdę patrzył na to, co dzieje się na zdjęciach! Podziwiaj, aktualnie zdjęcia Japonii w trójwymiarze! Wsłuchaj się w sączącą się z głośników muzykę, stare cudowne piosenki w najpiękniejszym języku świata, w języku polskim (czy jest bardziej dźwięczny i zmysłowy język? – dla mnie nie!). I zastanów się, jakim wydarzeniem ponad sto lat temu było wybranie się do Fotoplastykonu. Wyobrażam sobie, że zakładano odświętne ubranie, przywdziewano piękne kapelusze, starannie układano włosy i z całą rodziną udawano się w al. Jerozolimskie zaczerpnąć trochę niesamowitej rozrywki. Ach, cudowne to miejsce, będę do niego powracać nieraz i nie dwa.. Aby znów się zatracić, skręcić z głośnej i ruchliwej ulicy, aby zaczerpnąć chwili niezwykłego spokoju i przeniesienia się hen, hen w przeszłość!

         fotoplastikon

 

Historia Fotoplatykonu – przeczytaj, bo jest ciekawa

 Fotoplastykon  w Wikipedii

Strona Fotoplastikonu

 

Fotoplastikon

 kamienic

 przy Al. Jerozolimskich 51

Już nóżkami nie przebieram ;)

Opinie są podzielone. Dla niektórych tandetna, banalna i naciągana. Bezwartościowa i kiczowata. Ja jednak byłam zchwycona. Od pierwszej strony polubiłam ją i nie mogłam się oderwać. Intrygowała mnie i ciekawiła jej aura tajemniczości. Będąc w Barcelonie w niektórych miejscach odnalzłam cień wiatru. Bo Barcelona jest wielowymiarowa, nieodgadniona, zaskakująca. Wystarczy skręcić z ruchliwej, lekko przereklamowanej i męczącej Rambli, by znaleźć się w zaułku wyjętego niczym z książki Zafona.  Jakiś czas temu w Hiszpanii ukazała się jego nowa pozycja. Przebierałam nogami z niecierpliwością, aż będzie dostępna u nas. I z nieukrywaną radością informuję, że już jest! Gra Anioła jest już nad Wisłą! Kupuję i mam zamiar znowu się zatracić...

                                          zafon

10:48, kemotalamot , librería
Link Komentarze (5) »
wtorek, 21 października 2008

Pięknie dziękuję Chichiro za zaproszenie mnie do wspólnej zabawy ! Podobnie, jak ona za łańcuszkami nie przepadam, ale ten jest wyjątkowy! Sensowny i nie obiecujący, że po przesłaniu go do 10 osób spotka mnie niesłychane szczęście czy też uratuję czyjeś zdrowie. A do tego zaproszająca jest tak miła, że już w ogóle nie mogłabym odmówić! A więc próbuję zmierzyć się z czytelniczymi pytaniami (nie czytam odpowiedzi Chichiro, aby w żaden sposób się nie sugerować, przeczytam później ;)

O, hura, hura, ja teraz także mogę zprosić ;) Nie wiem, czy dziewczyny się zgodzą, znajdą chwilę i chęci, ale zapraszam do zabawy: Zielonooką (jestem niezwykle ciekawa jej odpowiedzi, o ile ich udzieli), Patekku, Dziewczynę z wyśnionego zacisza i jeszcze jedną Zielonooką! Dopraszam jeszcze La Polaquite! Mam nadzieję, że znajdzie chwilkę na przeprowadzenie wywiadu!

 

1.O jakiej porze dnia czytasz najchętniej?

Najwięcej książek zapewne przeczytałam w łóżku, przed zaśnięciem. To chyba moje ulubiona pora dnia na czytanie, choć czytam także w ciągu całego dnia, rano, po południu, wieczorem. Nie potrzebuję całkowitej ciszy, aby móc rozumieć czytane przeze mnie zdania i dostrzec sens treści, ale wieczory pozwalają mi na całkowite skupienie się na książce, wniknięcie w nią, w historię, jaką opowiadają. Cisza, spokój, delikatne światło lampki. Tylko wieczorami  czytając przeżywam uczucie tzw. uskrzydlenia, czyli całkowitego zespolenia się z książką oraz jej treścią, często tak, że nie zauważam, kiedy mija czas, kolejny kwadrans, kolejna godzina… W weekendy lubię czytać rano, także w łóżku, ale przed wstaniem.. W łóżku chyba po prostu najlepiej mi się czyta! Jestem łóżkowym molem książkowym!

2.Gdzieczytasz?

Jak już napisałam w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie – przede wszystkim w łóżku, ale także w łazience (ale tam czytam przede wszystkim etykietki na kosmetykach – nie to, żeby mnie to szczególnie ciekawiło, ale chyba tak bardzo lubię czytać, że muszę sobie znaleźć jakieś zastępstwo książki czy gazety), na fotelu. Gdy pogoda na to pozwala lubię czytać w parku, na ławce ( przy okazji się opalam).. Oj, pisząc to rozmarzyłam się, kiedy znowu spakuję w plecak książkę, jakąś pyszną przekąskę, sok ananasowy i wsiądę na rower, pojadę do parku (może tego przy Królikarni), zasiądę na ławce i nie będę wiedziała, kiedy mijają chwile spędzone na czytaniu, robiąc sobie tylko chwilowe przerwy na wsłuchanie się w śpiew ptaków i obserwowanie kaczek w stawie… No, ale za daleko odbiegam od tematu… Czytam także w autobusach, tramwajach, metrze ( to jest plus poruszania się komunikacją miejską), ale wtedy wybieram książki z gatunku „łatwych, lekkich i przyjemnych” oraz gazety. Nie czytam podczas wakacji. Owszem, zawsze zabieram ze sobą kilka książek, mam szczere zamiary nadrabiania zaległości czytelniczych, ale łapię się zawsze na tym, że nie potrzebnie dźwigam zbędne ciężary (oczywiści nie mam tu na myśli przewodników).

3. Jeśli czytasz (na leżąco) w łóżku, to czytasz najchętniej na plecach czy na brzuchu?
Zawsze na plecach. Ładuję pod głowę poduszki i poduszeczki, aby głowa była uniesiona (choć śpię na malutkiej poduszce)  i czytam…Nigdy nie czytam na brzuchu, jest mi nie wygodnie i szybko męczę się czytaniem..

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Zdecydowanie powieści. Poruszające najróżniejsze tematy, zagadnienia, problemy.  Najbardziej chyba lubię książki, których jednym z bohaterów jest miasto lub chociaż tworzy tło akcji. Czasem sięgam po kryminały, ale wybieram właśnie takie rozgrywające się w konkretnym miejscu na ziemi, w których miasto jest wyraźnie wpisane w fabułę (choć kryminały czytałam namiętnie kilka lat temu, teraz są one pojedynczymi czytelniczymi epizodami). Lubię udawać się w czytelnicze podróże po najodleglejszych zakątkach ziemi. Dlatego z przyjemnością  zaglądam na  stronę Miejskie czytanie   Chętnie czytam książki poruszające temat zetknięcia się dwóch, czasem całkiem odmiennych kultur!Nie cierpię fantastyki! Ach, uwielbiam czytać książki kulinarne, z przepisami, o gotowaniu, jedzeniu, które potraktowane są w nich jako swoisty rodzaj sztuki!5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś/-eś?Ann Patchett „Biegnij”,  Carmen Laforet „Złuda”, “La nonna La cucina La vita”, “A table”, Maggie O'Farrell  Zniknięcia Esme Lennox”
6. Co czytałaś/-eś ostatnio?

”Złuda” Carmen Laforet (recenzja zapewne wkrótce).

7. Co czytasz aktualnie?

”Comedia infantil” Henning Mankell.

8. Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi? Jeśli używasz zakładek, to jakie one są?
Staram się używać zakładek. Chętnie je kupuję i dostają. Obecnie mam kilka, przywiezionych z Barcelony. Uwielbiam zakładki z obrazami, ale także z pięknymi fotografiami. Obecnie używam z obrazem La Pedrery. Niestety często zakładki gubię i wtedy muszę się ratować pocztówkami, karteczkami w ich roli. Gdy wieczorem odkładam książkę na stolik przy łóżku kładę ją do góry grzbietem, otwartą na stronie na której zakończyłam czytanie.

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?Są dobrą alternatywą dla tradycyjnych książek papierowych, ale ja osobiście w tej formie po książkę nie sięgnęłam. Chyba zbyt wiele uroku ma dla mnie szelest przewracanych kartek, dotyk papieru, zapach tuszu. Poza tym czytając wtapiam się w książkę, wyobrażam sobie bohaterów, ich wygląd, gesty, otoczenie, a także czasem ich głos. Czytający książkę mógłby mi tę frajdę zepsuć. Nieodpowiednią interpretacją, akcentem.. Ale mimo to popieram książki do słuchania. Myślę, że za kilkanaście lat, gdy wzrok mi wysiądzie skuszę się..

10. Co sądzisz o ebookach?
Świetna forma promowania książek i czytelnictwa. Jednak wszystko wolę czytać napisane na papierze. Większość informacji, które chciałabym lub muszę przeczytać, a znajdują się w komputerze drukuję. Męczy mnie wpatrywanie się w monitor, nie jestem w stanie także dobrze skupić się na tym, co czytam. Nie wiem dlaczego, ale wyjątek stanowią blogi (ale tu znów odbiegam od tematu) !

 
23:02, kemotalamot , librería
Link Komentarze (5) »
sobota, 18 października 2008
Wieści

Najnowsze wieści Sędzia Garzon ściga frankistów oraz sąd nad dyktaturą Franco, zakaz reklamowych sandwiczy w Madrycie

Na sobotnie popoludnie zespół Chambao (Chambao w Wikipedii)

A ja tymczasem uciekam poznawać nowe zagadnienia z zakresy andragogiki ;)

10:20, kemotalamot , polecarnia
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 października 2008
Technika ze mną wygrała ;)

Bardzo chciałam wkleić najróżniejsze zdjęcia wykonane przeze mnie i dodać nowe wpisy, które stworzyłam już jakiś czas temu i które bez fotek nie mogą się obejść..Ale coś w bloxie się popsuło i od kilku dni nie chcą mi się wklejać zdjęć! Czy też macie taki problem?A może wiecie, jak go rozwiązać?

Na wszelkie komentarze odpiszę, a także sama pokomentuję Wasze wpisy w następnej wolnej chwili, której mi aktualnie brakuje..

środa, 15 października 2008

Ponieważ z założenia miał być to blog nie o mnie, a o pięknej, a czasem nikczemnej Hiszpanii polecam artykuł o Barcelonie !

"Barcelona jest miastem z poczuciem humoru, bo przecież miasta są różne: ciepłe, zimne, klasyczne nowoczesne, przytulne, takie i owakie. A Barcelona nie jest wcale dystyngowana, z tymi swoimi wielkimi nazwiskami, ze statusem stolicy, z milionami turystów, ona zawsze mnie rozśmiesza.
Raz wsiadłam do pociągu o piątej rano, na miejscu byłam po siódmej. Wysiadałam z pociągu jakby to była stacje Włocławek Zazamcze, bez emocji. Wychodząc z dworca spojrzałam ku górze a niebo było całe różowe. Poranne różowe niebo, różowiutkie jak landrynka, kto to widział?! Pięknie sie komponuje, kochana, z Twoimi mozaikami, z Twoimi palmami, z Twoimi placami. Ludzie na przystanku patrzą na niebo, sprzedawcy gazet, kelnerzy rozkładający stoliki na chodnikach, wszyscy się z twojego żartu śmiali, Barcelono.
Inny razem, szukając pewnego adresu zabłądziłam w uliczkę,jak z okładki Zafona “Cień wiatru” , takie same chodniki, latarni, mury, taka sama powaga i cisza. Lecz ostatnim razem przebiła samą siebie. Zażaratowala sobie ze mnie, cały dzień nic się nie działo, a jednak. Mowilam jej, że nie dziś, same mam powane sprawy, nie będzie kafejek i lekkiej cavy, nie będzie spacerków, tylko będą grube mury adwokackich gabinetów i nowoczesne wnętrza.
I juz byłam pewna, że do niej to dotarło i bedzie już ze mną poważna ta cała Barcelona. Gdy wysiadając z metra zbliżałam się do dworca , w miejscu, w którym nigdy nic nie sie działo, tego dnia dział się koncert, na trąbkach i bąbnach, 10 bębnów , 10 trąbek, wielki hałas, festyn uliczny, tańczą panie trzymając w rękach swoje torebki, tańcza dzieci. I festyn jak festyn, bardzo fajnie. I już miałam odejść gdy zagrali “ La rumba de Barcelona” zespołu Mano Negra a przecież wszyscy wiedzą , że to moja ukochana piosenka.
Ech co za żartowniś, dla każdego ma po prezencie." ( Niestety to nie mój cytat, a
piszącej  niesamowicie pięknymi słowami Galapagosce- mam nadzieję, że nie będziesz dla mnie wredna za wykorzystanie cytatu, ale niesamowicie mi się spodobał, tak bardzo, że przepisałam go sobie ;) Jeśli życzysz sobie, abym go usunęła oczywiście uczynię to!)

22:01, kemotalamot , viejas
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 października 2008
Dynie, festiwale i Wrocław

Pisałam już, że uwielbiam jesień. U mnie w domu jesień wczoraj zawitała. Dyniowo. Na komodzie w koszu odpoczywają dynie, tykwy, patisony. O fantazyjnych kształtach i kolorach. Tylko jesień mogła je wymyślić.I za te dynie także ją uwielbiam!  Muszę wkrótce coś dyniowego upichcić..

Planujemy za tydzień odwiedzić Wrocław. Miasto, które od lat mi się marzy. Liczę na udany DyniowyFestiwal. Mam nadzieję załapać się na  FestiwalOpowiadania .

Poza tym ekscytuję się WarszawskimFestiwalemFilmowym  , które już od 10 października. Ciekawe, czy coś z festiwalowych propozycji uda mi się zobaczyć..

A co do Wrocławia, macie tam jakieś ulubione miejsca? Co warto zobaczyć, zjeść, odwiedzić? Oczywiście poza miejscami oczywistymi. A może wicie coś o niezwykłych wrocławskich wydarzeniach najbliższych dni?

 
1 , 2