;
wtorek, 27 stycznia 2009
Powspominajmy...

Hity ostatnich dni.

Tata Filipa najchętniej czyta książki będąc w toalecie (uważajcie mamusie i tatusiowie – dzieci powiedzą wszystko! Żebyście wiedzieli, co o Was wiem ;) )

Pytam dziś dzieci (odnośnie pewnej zabawy), czy wiedzą, co to są Łazienki i czy kiedyś w nich były. Na to Kamilka: „Tak! To ten park, w którym jest dużo wiewiórek!”

Mamy czasem taką zabawę, że mówię do dzieci „Pomachają do mnie dzieci, które… (np umyły rano zęby, lubią truskawki itp.). Czasami inicjatywę przejmują dzieci i przedstawiają swoje pomysły na to, kto ma do nich pomachać. Karolina: „Pomachają do mnie dzieci, które lubią lepić ze śniegu bałwana”; Paulinka: „Pomachają do mnie dzieci, które lubią lepić ze śniegu bałwana” (machają wszystkie dziewczyny oraz Hubert – dziewczyny bardziej zainteresowane są tematem wiewiórek – a sama ciekawa jestem ile z nich ile razy w swoim życiu lepiło śniegowe wiewiórki.)

Ostatnio wróciła jak bumerang mania przyklejania plastrów. Dzieci wyszukują sobie najmniejszych zadrapań, ranek, „wywiniętych” skórek tylko po to, aby przyjść do mnie i poprosić o plaster. Co to za pomysły?

Bardzo mnie martwi, bo kilka dziewczynek – grupowych gwiazd socjometrycznych podczas tzw zabawy dowolnej przygotowuje koncert śpiewając piosenkę Dody. „Nie daj się ludzie niech swoje myślą, Nie daj się ,Z diabłem do piekła wyślą. Nie daj się, warto być zawsze tylko sobą”. W zabawy dzieci staram się nie ingerować, ale pani, której piosenkę wykonują nie trawię, więc co tu robić…

 

            Pracuję z dziećmi i nieraz zastanawiam się, jaka byłam w ich wieku. Niby jakieś pojęcie mam, ale na pewno nie pełne. W przedszkolu byłam bardzo wstydliwa, nie lubiłam publicznych występów, zgłaszania się, wychodzenia przed grupę. Na pewien bal karnawałowy mama uszyła mi piękny strój cyganki, do czerwonej apaszki przyszyła wykonane z wełny warkocze. Ja byłam do tego stopnia nieśmiała, że słowem nie odezwałam się, gdy pani ową chustkę przewiązała mi w pasie zamiast na głowie… Mama zobaczyła to później na zdjęciu i miała mi trochę za złe, że nie zwróciłam nauczycielce uwagi.

 Byłam wstydliwa, ale na pewno nie byłam aniołkiem. Kiedyś w przedszkolu ukradłam koleżance piękne buciki dla lalki Barbie. Ale nie byłam pomysłową i wyrafinowaną złodziejką, gdyż kradzież ukryłam na własnej półce, na której trzymałam prace przedszkolne i inne szpargały. Mój czyn szybko się wydał, nie pamiętam reakcji pani, ale wiem, że koleżanki przez pewien czas mówiły na mnie kradziejka.

W przedszkolu miałam niewiele koleżanek. Najlepszą była Kasia, którą wszyscy nazywali szmata. A to dlatego, że uwielbiała kłaść się na podłodze i jeździć po całej sali wycierając cały brud i kurz. Nikt jej nie lubił, a ja bardzo chętnie bawiłam się z nią.

Uwielbiałam przedszkolne śniadania, a zwłaszcza, gdy podawano kanapkę z …. jabłkiem (teraz bleee).

Pamiętam, że jedna z pań w przedszkolu była moją idolką,  drugiej – bardzo nie lubiłam. Do przedszkola przynosiłam ulubioną lalkę dla której mama uszyła mi śliczną koszulę nocną w różowe kwiatki. Zakładałam ją lalce, gdy zaczynało się leżakowanie, kładłam na poduszce obok mojej głowy i miałyśmy słodko spać po obiedzie. Ta druga pani zawsze zabierała mi tą lalkę, a oddawała dopiero, gdy wychodziłam do domu.. Nie mogłam jej tego wybaczyć i dlatego nie darzyłam sympatią. Nie pamiętam, czy lubiłam leżakować czy nie. Większość dzieci, zwłaszcza na samym początku uczęszczania do przedszkola nie znosi spać w nim. Spanie kojarzy im się z nocą i dlatego śpiąc w przedszkolu myślą, że jest już noc, a rodzice zostawili je przedszkolu aż na dwa dni! (cóż za marna ta moja stylistka – ale mam nadzieję, że rozumiecie o co chodzi..).

Pamiętam także ogródek przedszkolny. Jak każde dziecko bardzo lubiłam spędzać w nim czas. Była tam niewielka górka, a za nią pełno było ślimaków – wszyscy uwielbiali tam chodzić zafascynowani tymi  mięczakami , a ja ich nie znosiłam i za górkę nie chodziłam. W ogródku miałam też kiedyś bardzo przykre zdarzenie. W czasie zabawy w berka przewróciłam się na asfalcie i miałam po tym bardzo starty (do czerwoności) policzek. Byłam wtedy w ulubionej sukience, której po tym dniu znienawidziłam.

Mam jeszcze jedno przykre przedszkolne wspomnienie. Pamiętam, że pewnego dnia po przedszkolu biegałam w bluzce i  białych rajstopkach. W pewnej chwili podczas zabawy poczułam, że bardzo chce mi się siku, zaczęłam biec do łazienki i niestety nie zdążyłam…

Mam niewiele wspomnień z okresu przedszkola, a jak widzicie –są one przykre i właściwie uświadamiam sobie, że nie mam żadnej przyjemnej i radosnej reminiscencji z tamtego czasu. Mam nadzieję, że dzieci z mojej grupy będą mnie miło wspominać i  czas spędzony w przedszkolu jako jeden z lepszych w ich życiu ;)

A Wy jakie macie wspomnienia z przedszkola?? Może przeciwnie do mnie pamiętacie coś super przyjemnego?

P.S. Jeśli mi się uda, to jutro wstawię kilka moich przedszkolnych zdjęć

wtorek, 20 stycznia 2009
Sodoma i Gomorra

Filmy o mafii nigdy mnie nie interesowały i choć znam kilku entuzjastów obrazów o tej tematyce ja nie miałam ochoty ich oglądać. Z „Gomorą” było nieco inaczej. Książka na której podstawie powstała stała się już swoistą legendą sprawiła, że zapragnęłam zobaczyć film Mateo Garrone. I zobaczyłam. 

gomorra

             

Najpierw książka. Roberto Saviano opisał mechanizmy działania neapolitańskiej mafii – Camorry. Książka przyniosła mu ogromny rozgłos i popularność, ale jednocześnie  wyrok śmierci wydany przez żądną zemsty Camorrę. Od dwóch lat pod osłoną eskorty ukrywa się przed żołnierzami mafijnego klanu. Książki nie czytałam, więc nie będę jej tu opisywała.

Film podobno pogorszył już i tak nie najlepszą sytuację Saviano. Jeszcze bardziej rozjuszył neapolitańskich bossów.

Filmy o mafii kojarzyły mi się z lukrowanymi obrazami w stylu „Ojca chrzestnego”. „Gomora” obdziera taki wizerunek i pokazuje Camorrę bez zbędnego cukru.  Ukazuje ogromne mocarstwa finansowe, które stały się przykrywką dla handlu bronią i narkotykami, które powstały na fundamentach nielegalnej konkurencji, wymuszeń, szantażów, korupcji, morderstw. Niby zdawałam sobie z tego wszystkiego sprawę, ale zobaczyć to na własne oczy na ekranie uświadomiło mi na jak wielką skalę działa ta nielegalna organizacja. Niby nielegalna, ale jakże bezkarna. Podobno policja oglądając obraz Garrone rozpoznała dwóch faktycznych członków neapolitańskiego mafijnego imperium. Ponadto w sondażu przeprowadzonym kilka lat temu Włosi odpowiadając na pytanie „Kto rządzi na południu  Włoch?” w 90% odpowiedzieli, że mafia, a jedynie 10% stwierdziło, że rząd.

Mafia we Włoszech złapała w swoje macki wiele sektorów gospodarki, uzależniła od siebie tysiące ludzi stając się tym samym ogromnym „przedsiębiorstwem” biznesowym i jak napisał sam Saviano jest „jednym z bastionów europejskiej ekonomii”Kilka lat w dużej mierze przejęła sektor budowlany, a w „Gomorze” pokazane jest, że  zajmuje się także nielegalną wywózką śmieci i składowaniem odpadów radioaktywnych w miejscach do tego nie przeznaczonych. Badania pokazują, że w rejonach w których są one odkładane znacznie wzrosła zachorowalność na choroby nowotworowe. Poza tym mafijni bossowie stoją za przemysłem włókienniczym i krawieckim. W Gomorze jest świetna ironiczna scena ukazująca, jak bardzo mafia rządzi światem. Na ekranie telewizora, który ogląda główny krawiec zakładu kierowanego przez mafię widzi uszytą prze siebie suknię założoną przez Scarlett Johnson przechadzającą się po czerwonym dywanie. Piękna suknia wybrana przez aktorkę nieświadomą za jak brudne pieniądze została uszyta.

gomorra

 

gomorra

 

 SUkazuje wielkie imperia finansowe, które powstały na międzynarodowym handlu bronią i narkotykami, na agresywnej, nielegalnej konkurencji, na szantażach, wymuszeniach, korupcji i morderstwach. Opisując świat mafii, wojny między klanami, vendetty, killerów i dealerów, Saviano dowodzi, że neapolitańska kamora pod względem liczebności, siły ekonomicznej i bezwzględności jest znacznie silniejsza i potężniejsza niż sławna mafia sycylijska i inne zorganizowane grupy przestępcze południowych Włoch.

 Okazuje się, że Camorra obraca rocznie pieniędzmi rzędu 12 mld euro. Podobno w dniu zamachu na Word Trade Centre jeden z mafijnych bossów zadzwonił do swojego „wspólnika”, aby poinformować, że „zwolniła się działka na Manhattanie”. W filmie okazuje się to prawdą, podczas napisów końcowych podana jest informacja, że Camorra bierze udział przy odbudowie WTC. gomorra

            Gomora oprócz szeregu informacji przedstawiających silne wpływu Camorry na świecie ukazuje wiele mechanizmów działania mafii. Nie ma już w niej miejsca na honorowe zasady, którymi kierują się członkowie mafii, jakie znamy z wielu dotychczasowych filmów. Członkowie nie cofną się właściwie przed niczym, aby osiągnąć zamierzony cel – w jednej ze scen zabita zostaje  kobieta, co do tej pory w obrazach mafijnych było nie do pomyślenia. Nie ma także kobiety- matki „la mammy”, która cichaczem kierowałaby poczynaniami synków. Mafia to ogromna organizacja przestrzenna, mająca ogromny zasięg i dzięki szerokiej sieci społecznych powiązań oraz całkowicie legalnych zabezpieczeń zapełniła przestrzeń w której funkcjonują nie tylko donowie, członkowie, ale także zwykli obywatele. Mafia tkwi w  przede wszystkim sycylijskiej, neapolitańskiej oraz kalabryjskiej  mentalności, tak naprawdę nie ma szefa, zastępcy czy jakiejkolwiek struktury. Nie ma w niej miejsca na honory, rytuały, jakiekolwiek symbole czy zwyczaje. Cel uświęca środki. Jedynyną zasadą współczesnej mafii nadal zdaje się być omerta – kierujący się nią członkowie nie zdradzają jakichkolwiek tajemnic, jest to reguła milczenia.

gomorra

Film pokazuje jeszcze jeden aspekt mafijnego życia. Jesteś w mafii, ale wydostać się z niej właściwie nie masz szans. Jeden z bohaterów po zabiciu kobiety – przyjaciółki chce opuścić Camorrę. Niestety okazuje się to niemożliwe. Poza tym Gomora dała mi do myślenia, jak bardzo jesteśmy uzależnieni i zdeterminowani od czasów i miejsca w którym żyjemy. Jak twierdziła Ruth Benedict kultura jest syntetyczną i zintegrowaną całością podporządkowaną wokół jednego wzoru myślenia. Dlatego żyjąc w danej kulturze chcąc czy nie chcąc jesteśmy pod silnym wpływem owego nadrzędnego wzoru. Myślę, że w Gomorze takowy aspekt kultury można zauważyć. Choćby wzbraniać się z całych sił mieszkając na południu Włoch pośrednio lub bezpośrednio wpadlibyśmy w macki Camorry, Cosa Nostry czy Ndrangheta (kalabryjska mafia) - tak ja już wcześniej wspominana zamordowana kobieta – matka chłopca, który zdradził „swoich”.

Jeśli chcecie ujrzeć mafię bez retuszy, bez dodawania jej atrakcyjności, bez makijażu polecam „Gomorę”. Sam reżyser powiedział, że filmował go najprościej jak to było możliwe, tak jakbym był przechodniem, który znalazł się tam przez przypadek”. Myślę, że udało mu się to.

Jeśli chcecie zobaczyć Neapol z nieco innej strony, strony, która burzy wyobrażenie Italii jako kraju w którym wszędzie grzeje słoneczko, rosną malownicze palmy, wszyscy są uśmiechnięci i szczęśliwi obejrzyjcie „Gomorę”. Nie ma w niej pięknych widoków, są za to: szare i zniszczone  blokowisko (jakiego nigdzie nie widziałam), brudne plaże, obskurne kluby nocne przypominające bardziej widoki Europy Wschodniej niż uroczych Włoch. W filmie nie zobaczycie czerwonych ust, gęstych i ciemnych włosów Włoszek, nie zobaczycie eleganckich i przystojnych Włochów. Zobaczycie za to obleśne brzuszyska, szerokie karki, tłuste i ulizane włosy.

gomorra

Mi nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po książkę Saviano. Żałuję tylko, że nie uczyniłam tego w innej kolejności (najpierw książka- potem film).

 

Polecam fragmenty książki:  Gomorra  

 
wtorek, 06 stycznia 2009
Brenna i okolice

                              zima 

Wyjazd był bardzo krótki, ale niezwykle odświeżający. Czułam mroźne, czyste, pięknie pachnące powietrze w płucach, starałam się je wdychać jak najmocniej, najzachłanniej, najwięcej. Chciałam uzupełnić jego zapasy na kolejne dni. Powietrze w górach pachnie czystym śniegiem, drzewem palonym w domowych kominkach, grzanym winem, gorącą herbatą i żurkiem. Powietrze w górach jest lekkie i oczyszczające.

Cieszyłam wzrok pięknymi widokami. Wszędzie było śnieżnie biało, przejrzyście i ślicznie. Czułam się  trochę jak królewna w najpiękniejszej krainie śniegu.

                        brenna

                           W Ustroniu oprócz spacerowania odwiedziłam świetny second hand ;)

 

 

Kiedyś nienawidziłam zimy. W tym roku ją pokochałam. Nadal nie znoszę zimy na przystankach autobusowych, a także gdy zapomnę zabrać rękawiczek z domu lub gdy mam przemoczone buty. Nadal jestem ciepłolubna, lecz coś się we mnie zmienia w postrzeganiu i przeżywaniu tej srogiej pory roku.

                           cieszyn

                                                                           Spodobała mi się mała, cieszyńska Starówka.                                                  beskid    

                                

 Podczas wyjazdu dowiedziałam się, a raczej potwierdziłam , że jestem czasem wielką panikarą, że boję się wielu rzeczy. I jest we mnie wiele sprzeczności. Na wiele zdarzeń macham lekceważąco ręką, gdyż uważam, że drobiazgami nie należy się przejmować, a zarazem w niektórych błahych sytuacjach moje emocje wybuchają ze zdwojoną siłą.

Podczas wyjazdu uzależniłam się od żurku. Stale mam na niego ochotę i mogłabym go jeść codziennie.

Poza tym uznałam, że chciałabym mieć w moim mieszkaniu podgrzewaną podłogę w łazience.

Chciałabym nauczyć się jeździć na snowboardzie, grać w więcej gier planszowych i czytać więcej książek (to ostatnie bardzo zaniedbuję

                         

 

                         

 

Uwielbiam odkrywać mój kraj. Są w nim naprawdę cudowne miasta i miasteczka, często zapomniane. Cieszyn i Skoczów to dwa miasta w Beskidzie Sląskim, które są niezwykle urokliwe. Uśpione, spokojne, pełne cudownych detali. Wiele mogłabym im zarzucić, do najróżniejszych elementów odnieść się negatywnie, ale staram się widzieć to, co dobre. A jaka to przyjemność, gdy odkryje się coś pięknego i niezwykłego, często nieoczywistego. Zdecydowanie większa niż obserowanie tego, co na pierwszy rzut oka jest cudne, a czasem wręcz idealne. Poza tym w górach spotkałam wiele cudownych ludzi - sympatycznego Pana Kapustkę, panią z second handu, która chwaliła wybrane przez mnie ubrania, pomocną sprzedawczynię miodów i cudowne sprzedawczynie z cukierni. Już nie mogę się doczekać kolejnej takiej wyprawy.. Na jednym ze zdjęć jest ciasto. To Balbina.  Jestem estetką, dlatego w niej zakochałam się od pierwszego wejrzenia i nie mogłam się oprzeć, aby nie kupić  w jednej z ustrońskich cukierni.  Zjadłam ją już w domu, w Warszawie. Posmarowaną miodem malinowym, także zakupionym w Ustroniu. Była pyszna i czułam w niej śnieg z krystalicznie cudownych i świeżych polskich gór.

 

                         

 

                         

 

Obejrzałam wreszcie „Złe wychowanie” Almodovara. I zrobiło na mnie ogromne wrażenie.

                                              

 "Złe wychowanie" przyprawia o zawrót głowy swą scenariuszową i montażową precyzją, przypominał mi układankę, w której najróżniejsze klocki, często z pozoru należące do zupełnie innego kompletu, dają w efekcie, jeden czytelny znaczeniowo i głęboko poruszający obraz. W trakcie oglądania nie tylko nie wolno przerwać ani rozmawiać z towarzyszącymi osobami, ale trzeba maksymalnie skupić uwagę na ekranie i opowiadanej historii. Reżyser zmienia bowiem swobodnie struktury czasowe, część zdarzeń rozgrywa się w rzeczywistości, część jest wspomnieniem, wyobrażeniem lub kreacją artystyczną, część może zmyśleniem lub zwykłym kłamstwem.  

Hmm, mam problem z krótkim opisaniem fabuły filmu. Czy mam to czynić chronologicznie, tzn. od lat sześćdziesiątych, kiedy w klasztornej szkole spotkało się i zakochało w sobie dwóch chłopców, Ignacio i Enrique, i gdy w Ignaciu zakochał się także ich nauczyciel, ksiądz Manolo, wywierając zgubny wpływ na dzieci? Czy zgodnie z akcją filmu, kiedy w latach osiemdziesiątych do Enrique, sławnego już reżysera, przychodzi aktor Angel, dawny Ignacio, ze scenariuszem filmu  opowiadającym o szantażu, jakiego transwestyta Zahara, onże Ignacio, dopuszcza się na księdzu Manolu? Czy może od wyjaśnienia, że Angel to naprawdę Juan, udający swego nieżyjącego już brata Ignacia, kochanek pana Berenguera, dawnego ojca Manolo, który porzucił stan kapłański, i reżysera Enrique, zabójca swego brata i cyniczny karierowicz?  To tylko streszczenie jest tak skomplikowane i nieprawdopodobne, w filmowym opowiadaniu wszystkie wątki logicznie z siebie wynikają, uzupełniają się wzajemnie i nigdy nie tracą sensu, znakomicie prowadzone precyzyjnym montażem i wystudiowanymi kreacjami aktorów.

  Można też prbować opowiedzieć, a może zrozumieć "Złe wychowanie", przedstawiając osobne historie czterech jego bohaterów: Ignacia, Enrique, Juana-Angela i księdza Manola-pana Berenguera. Bo to film wyłącznie o mężczyznach, którzy kochają się, pożądają, nienawidzą, upokarzają i zabijają. Tylko na moment pojawiają się w nim dwie stare kobiety, obie bardzo typowe dla stylu Almodóvara, nadopiekuńcza matka i groteskowa ciotka. "Złe wychowanie" to film gejowski "tout court", wyrastający z homoseksualnej wyobraźni i zmysłowości jego autora, obcy dla kobiet i heteroseksualistów, ale równocześnie fascynująco odkrywczy, śmiały i komunikatywny. Na pewno także ekshibicjonistyczny. Miałam wrażenie, że oglądając go, przekraczam granicę prywatności artysty i psychicznych barier bohaterów, że z niezwykłą odwagą i bolesną determinacją odsłaniane są przede mną  pierwotne ludzkie instynkty, nagłe zauroczenia, mroczne pragnienia, destrukcyjne namiętności, zgubne ambicje. I oczywiście miłość, namiętna i bezbronna, ciągle narażona na zniszczenie, ale jednak trwała i na zawsze piętnująca ludzi.  
 
 
  

piątek, 02 stycznia 2009
Śnieżny detektyw

AAAA... To była całkiem spontaniczne decyzja. Zaskakująca i niespodziewana. Takie są najlepsze.

Wyjeżdżam w poszukiwaniu śniegu!

Choć dziś w Warszawie jest pięknie i śnieżnie, to jadę tam, gdzie liczę widzieć tylko białe pola, białe krajobrazy, czapy śniegu na dachach domów, na dachach przystanków, na dachach śmietników!Chce mocno zmarznąć, tak że będzie mi się wydawało, że z zimna odpadnie mi nos, przedzierać się przez góry śniegu, wejść do ciepłej karczmy pachnącej drewnem palonym w kominku, zamówić placewk po cygańsku i grzane wino i  ogrzewać się kojącym towarzystwem najbliższych osób!

Szkoda, że nie mam sanek - może gdzieś po drodze uda mi się kupić ;)