;
Blog > Komentarze do wpisu
rowery i Prenzlauer Berg

Berlin to miasto rowerów, nie jest ich tam tak wiele jak w Amsterdami, ale jest ich napewne duuuuuużo. To miasto dla mnie pod kolejnym względem;) :

 

 

W Berlinie mieszkaliśmy w dzielnicy Prenzlauer Berg. Mogłabym chyba w niej zamieszkać na dłuższy czas. Zauroczyła mnie. Czytałam, że dzielnica staje się coraz bardziej „trendy” i turystyczna, lecz w jej przypadku absolutnie mi to nie przeszkadza.

Prenzlauer Berg wypełniają kamienice zbudowane przede wszystkim w końcu XIX wieku, kiedy to zaczęto tworzyć budynki zwane „czynszowymi koszarami” z przeznaczeniem dla robotników. Były to zwykle ciasne dwupokojowe mieszkania. Kamienice posiadały pośrodku niewielki dziedziniec obsadzony drzewami ( mieszkaliśmy w takiej kamienicy, miała ona podwórko pośrodku,  a także piękne wysokie okna). Początkowo była to najuboższa część Berlina, lecz zarazem najgęściej zabudowana i zaludniona.  W czasie Drugiej Wojny Światowej niewielka część zabudowy dzielnicy została zniszczona, szczególnie w porównaniu z innymi częściami Berlina. W latach powojennych dzielnica długo nie cieszyła się popularnością, wszelkie siły i pieniądze przeznaczane były na rozbudowywanie i odnawianie innych części miasta. Wiele kamienic zaczęło się „sypać” i straszyć wyglądem przechodniów. Do dziś w bocznych uliczkach dzielnicy można odnaleźć stare, nieodnowione domy dające wyobrażenie dawnego Berlina. Byliśmy przy takim budynku. Dotarliśmy do starego, nieodnowionego podwórca berlińskiego. Niegdyś w kamienicy okalającej owe podwórko mieściła się żydowska szkoła dla niewidomych. Obecnie jest tam kino oraz knajpka. Niesamowite wraenie zrobiła na mnie kamienica. Odpadający ze ścian tynk, cegły pokryte graffiti, unoszący się zapach stęchlizny (który mi się podobał), rozpadające się okna. Ileż historii ludzkich, ileż dramatów uświadczyły te mury.  W bramie obok tego starego, zaniedbanego podwórka mieści się inny dziedziniec. Pięknie odrestaurowany, świetnie zachowany, chyba najbardziej elegancki w Berlinie. Wokół niego ulokowały się wytworne butki oraz drogie restauracje. Szczególnie podobała mi się mieszcząca się przy nim klatka schodowa z uroczo wijącymi się schodami i pięknymi poręczami. Niezwykły kontrast dwóch podwórek, dwóch światów, dwóch Berlinów, Ja wybieram ten pierwszy, bardziej naturalny, pachnący historią, wywołujący dreszczyk emocji oraz budzący moją ciekawość.

Gdy upadł mur berliński w mieście nastąpiły masowe przeprowadzki. Ludzie poczuli wolność, mogli przemieszczać się bez problemu z jednej częśći Berlina na drugą. Młodzi zainteresowali się dzikim Prenzlauer Berg, rdzenni mieszkańcy dzielnicy poszukiwali bardziej komfortowych warunków życia (bloków), a ponadto uciekli przed zalewem nowych mieszkańców dla których Prenzlauer Berg wydał się tak interesujący (nastąpował on głównie po 1993 roku).  Zaczęto dostrzegać dzielnicę i ją modernizować. Remontowano, przebudowywano, unowocześniano.  Stale przybywało nowych mieszkańców, którzy zaczęli tworzyć parki, skwery, ogródki. Jednym słowem – Prenzlauer Berg stawał się coraz przyjaźniejszym miejscem. Wiele osób działało społecznie chcąc mieszkać w przyjemnym, zadbanym i przyjaznym rodzinom miejscu.

W Prenzlauer Berg jest cała masa uroczych kawiarenek, sklepików z rozmaitymi przedmiotami. Klimat tej dzielnicy jest niesamowity. Z przyjemnością obserwowałam odpoczywające w parkach rodziny, zaglądałam w okna berlińskich przedszkoli (skrzywienie zawodowe). Podobali mi się rodzice zawożący rowerami swoje pociechy do przedszkoli (wnioskuję tak po obserwacji dokonanej we wtorkowy poranek). Prenzlauer Berg określany jest „stolicą niemieckiej rozrodczości”. Wskaźnik urodzeń jest tu bardzo wysoki w porównaniu z innymi miejscami w Niemczech. Skąd bierze się ten fenomen? Być może z dużej ilości żłobków (także prywatnych), być może z dużej popularności zatrudniania tu opiekunek do dzieci (z różnych stron świat), być może dłuższe godziny pracy tutejszych przedszkoli, a być może wręcz luksusowe warunki „domów rodzenia” w których rodzące kobiety traktowane są z należną godnością i szacunkiem. Ponadto w Prenzlauer Berg młode mamy mogą uczęszczać na rozmaite zajęcia (np. zajęcia z chóru, pływania, gimnastyki)  wraz z dziećmi i nikt nie skrzywi się na dźwięk głośnego płaczu maleństwa. W dzielnicy mieści się masa kawiarni otwartych dla rodziców z dziećmi ( co ciekawe w Prenzaluer Berg powstała także kontrowersyjna kawiarnia „wolna od dzieci”); są sklepy dla dzieci (kilka przecudnych widziałam, miałam ochotę wykupić calutki asortyment) i matek. W Berlinie polityka prorodzinna zapewnia 14 miesięcy płatnego urlopu macierzyńsko-tacierzyńskiego (tzn miesiące te można rozdzielić między dwoje rodziców; urlop nie jest pełnopłatny). Rodzicom przysługuje dodatek rodzicielski. Otrzymują miesięcznie 150 euro na każde dziecko do ukończenia przez nie 18 roku życia. Jeszcze niedawno w Niemczech likwidowano przedszkola z powodu hałasu z nich wydobywającego się (na który skarżyli się sąsiedzi). Powstało nawet określenie na dziecięce hałasy – kinderlaerm. Obecne przepisy przeciwdziałają takim sytuacjom przez określenie halasów tworzonych przez dzieci jako niezaprzeczalnych wskaźników prawidłowego rozwoju dziecięcej osobowości.W Prenzlauer Berg ponadto jest sporo parków, a także placów zabaw. Nic, tylko przenosić się do Berlina i rodzić dzieci! Czuję się mocno skuszona ;)

Dla wielu Prenzlauer Berg jest miejscem bardzo snobistycznym, w którym żyją przede wszystkim osoby mające „wolne zawody”, dobrze sytuowane, mogące pozwolić sobie na nieśpieszny tryb życia, lubiące ekologiczne produkty (biomarketów jest tu pod dostatkiem - znów coś dla mnie), robiące zakupy w małych, lokalnych sklepikach.  Złośliwi określają Prenzlauer Berg jako wzgórze ciążowe. Mieszkańcy innej berlińskiej dzielnicy – Charlottenburga (zamieszkałej głównie przez starsze osoby)  jako główną zaletę swojego miejsca zamieszkania nieraz podają „wolność od wózków”. Niektórzy twierdzą, że Prenzlauer Berg jest zamkniętą społecznością w której rodzą się dzieci, ale nie wszyscy dobrze się w niej czują. Kobieta bezdzietna może czuć się tu gorzej. Nie bez echa obyło się utworzenie w Prenlauer restauracji zabraniającej przyprowadzania do niej dzieci. Niektórzy twierdzili, że to świetne miejsce, które w  dzielnicy jako jedyne nie dyskryminuje osób nie mających dzieci i dające okazję do wypicia kawy czy zjedzenia śniadania w spokoju, bez konieczności wysłuchiwania płaczu dzieci. Rozumiem argumenty obydwu stron, lecz osobiście miałabym ochotę przez jakiś czas pomieszakć w Prenzlauer Berg.

Kolejna dawka migawek z Berlina:

 

 

 

 

 

 

 

piątek, 14 maja 2010, kemotalamot
Tagi: Berlin rowery

Polecane wpisy

Komentarze
chihiro2
2010/05/14 19:28:04
Niestety w Londynie takze kradzieze rowerow to plaga :( Tworza teraz wiele sciezek rowerowych, niedlugo ma byc wprowadzony system wypozyczania rowerow podobny do paryskiego i berlinskiego, moze mnie to przekona, by smigac tu po rowerze - bo wlasnego nie mam i boje sie jezdzic po wypadku, jaki mialam dawno juz, ale wciaz mam uwaz.
Tez mi sie marzy, zeby nie musiec przypinac rowerow, gdy sie je zostawia chocby na moment. W Japonii widzialam, ze wszyscy po prostu przed wejsciem gdzies odstawiaja rower, nie troszczac sie o jego przypiecie lancuchem czy klodka. Niemal wszystkie rowery, ktore widzialam, staly "luzem", prawdopodobnie wiec nikt ich nie kradnie. Bardzo mi sie to podobalo.
-
2010/05/16 16:58:44
W Holandii też kradzież rowerów jest nagminna. Ja mój zawsze przypinałam, nie chca stracić mojego głównego środka lokomocji. ;)
W pierwszej chwili jak spojrzałam na zdjęcia, pomyślałam: Amsterdam!, tylko architektura nie ta. ;)
pozdrawiam!
-
2010/05/17 16:41:56
Ja tesknie bardzo za swoim rowerem, z ktorego w Polsce za bardzo nie korzystalam, bo troche balam sie nim jezdzic (polskim kierowcom zupelnie brakuje szacunku dla rowerzystow, a sciezek w mojej okolicy bylo jak na lekarstwo) i meczylo mnie sciaganie go z 3 pietra (balam sie go zostawic w piwnicy). Tutaj teraz mam stara Vespe, bo po tutejszych gorkach lepiej sie sprawdza skuter, ale to nie to samo co moj stary holender. I tutaj tez dwukolowce sie kradnie, chociaz moze nie az tak jak w Polsce. Mam nadzieje, ze z nowym rowerem bedziesz miala wiecej szczescia.
-
2010/05/17 16:47:42
i jeszcze ciekawostka: mojej przyjaciolce, ktora pracowala w szkole w Belgii, panstwo placilo za przejazd do pracy, ale tylko jesli przyjechala do pracy rowerem :)
-
yba2
2010/05/24 12:30:32
Ja też bardzo lubię jeździć na rowerze. Wszędzie: po zakupy, do kina, czy po prostu pojeździć. Marzę o tym by Warszawa była równie "zrowerowana" co inne europejskie miasta.
Pozdrawiam.
-
rozcinam-pomarancze
2010/05/28 11:04:40
Sama myśl o kradzieży roweru jest strasznie denerwująca, człowiek przecież tak bardzo się przywiązuje do takiego pojazdu... Świetnym wyjściem jest gęsta sieć miejskich rowerów, bardzo mi się to podoba w Paryżu, że mogę rower "porzucić" gdzie chcę i już więcej o nim nie myśleć.
-
2014/06/29 11:55:07
Faktycznie, z Berlina jedyne rzeczy jakie mi się kojarzą to rowery, młodzieżowy pokój i dobre jedzenie. Byłem tam na wymianie uczniowskiej jak miałem z 9 lat i te rzeczy mi się w głowie utrwaliły :)