;
Blog > Komentarze do wpisu
Berlin

Weekend majowy spędziliśmy w Berlinie.  Cóż to miasto ma w sobie takiego, że jest tak pociągające? Nie jest zachwycające w takim sensie , jak zachwycający jest dla mnie Madryt czy Barcelona, gdzie piękny budynek przyklejony jest do kolejnego pięknego budynku; gdzie place otaczają niesamowite, pięknie odrestaurowane zabytki. Berlin wręcz przeciwnie, nie ma wielu zapierających dech w piersiach cacek architektonicznych (jak dla mnie); nie jest naszpikowany ugładzonymi kamienicami, takimi jak są chociażby w Wiedniu. W Berlinie nie podobał mi się Alexanderptalz, nie zainteresowała jedna z najbardziej reprezentatywnych ulic Berlina – Unter den Linen, czyli aleja pod lipami. Byłam w Pergamonmuseum (podobała mi się część poświęcona zbiorom sztuki islamskiej) , lecz pozostałe muzea na Museumsinsel (Wyspa Muzeów) jakoś nieszczególnie mnie pociągały.  Jednak mimo moich krytycznych uwag Berlin ma w sobie  wiele uroku i czaru, który nieraz będzie mnie przyciągał do siebie. Zakochałam się szczególnie w jednym berlińskim miejscu – dzielnicy Prenzlauer Berg.

Berlin jest stolicą artystów, legenda mówi, że więcej jest ich tylko w Nowym Jorku. W Berlinie jest wiele galerii, muzeów, ktoś spragniony obcowania ze sztuką na pewno ma co robić w niemieckiej stolicy. Zapewne także artyści dobrze się tam poczują, dziwacy nie będą wywoływać zdumienia czy dziwnego i nieprzyjemnego zainteresowania. Każda „nietypowość” znajdzie swoje miejsce, czy to nietypowość stroju i wyglądu, czy działania i zachowania czy   też myślenia i głoszonych poglądów. Takie odniosłam wrażenie, być może mylne – mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję do jego weryfikacji bądź potwierdzenia (czytałam różne opinie w tej kwestii).  Ja w Berlinie czułam się świetnie i swobodnie, nikt mnie jakoś szczególnie nie obserwował, co często odczuwam w Polsce. "Berlin jest teraz tym, czym Nowy Jork był w latach osiemdziesiątych".

 

 

Myślę, że berlińską atmosferę tworzy luz i otwarcie się, wyjście „na zewnątrz”. Gdy nie padało widziałam masę ludzi w kawiarniach, w parkach, na skwerach. Z przyjemnością obserwowałam rodziny spędzające sobotnie popołudnie na trawniku przy  Museuminsel. Popularnym środkiem transportu są rowery, które kilka razy o mały włos nie rozjechały mnie (mam wrażenie, że rowerzyści mają tam więcej praw niż piesi czy kierowcy samochodów).  Byłam zachwycona wystawianiem przed sklepy części asortymentu. Warzywniaki, sklepy z artykułami domowymi, kwiaciarnie, zwykłe spozywczaki , czy drogerie część wystaw przenosi na okalający je chodnik. Sprawia to miłe wrażenie, wcale nie wprowadza nadmiernego chaosu czy bałaganu.

 

Po powrocie z Berlina, jak zresztą po każdej podróży staram się odszukać cząstki danego miejsca w Warszawie. Już nie mogę doczekać się  Święta ulicy Smolnej, które odbywa się rokrocznie w czerwcowy weekend. W zeszłym roku świetny pomysł miały dwie artystki, które zbierały osobiste wspomnienia mieszkańców Smolnej, następnie tworzyły plastikowe płytki na których laserowo spisano owe wspomnienia. Pomysł ten początkowo zrealizowały właśnie w Berlinie, w Kreuzbergu. Chodziły od ludzi do ludzi,  przepytywały z osobistych doświadczeń, które następnie można było przeczytać na płytkach powieszonych w berlińskim metrze.  "Jechałem tymi schodami ruchomymi wczesnym latem 2008 r. z właściwie mi obcym, ale bardzo sympatycznym Wilsonem";  "Tu wydrukowałem swoją pracę magisterską 22 września 2007 r. o 23.30". Uważam, że to fantastyczna inicjatywa przeniesiona na nasze polskie podwórko. Wydaje mi się, że w Berlinie odbywa się wiele tego typu akcji, że są oni od tego specami.  Cieszę się, że i w Warszawie jest ich więcej.

Zachwycałam się berlińskimi  kawiarniami, knajpami, restauracjami, których pełno jest w mieście. Większość z nich jest niewyszukanych i nienadętych . Pragnęłam do każdej kawiarni wstąpić i usiąść choćby na szklankę wody. Pragnęłam całą sobą wchłonąć klimat Berlina (choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że za mało czasu w nim spędziłam, by było to możliwe). Właściwie wszystkie knajpki odznaczały się estetyką, którą lubię najbardziej. Proste stoły, proste krzesła, malutka doniczka z uroczymi kwiatkami na blacie stołu.  Bez zbędnych, dziwnych ozdób czy sztuczności.    Bardzo podobały mi się berlińskie sklepy – pełne artystycznych przedmiotów, pięknych kuchennych akcesoriów (które są moją obsesją), cudownych rozmaitych gadżetów. Piękne są berlińskie księgarnie. Kilka chwil spędziłam we wspaniałej księgarni oferującej wyłącznie książki kucharskie. Jest ona malutka, lecz wypełniona regałami z przepisami.  Księgarnia oferuje przede wszystkim książki w języku niemieckim, lecz znalazły się w niej półki z książkami angielskimi. W księgarni poza zakupem książek zjeść oferowane przez właścicieli pyszności oraz skorzystać z usług cateringowych, a także zapisać się na kurs gotowania (o czym marzę). Piszę o tej księgarni, gdyż sama uwielbiam kupować książki kulinarne i nie mogłam przejść obok tej księgarni obojętnie. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, ile książek kucharskich przetłumaczono na niemiecki i jak pięknie są one wydane. W sumie to chyba dobrze, że nie mieszkam w Berlinie – całą miesięczną pensję przepuszczałabym w tej księgarni.

 

(ulica Bergamana- marzy mi się, by była w Warszwie ulica mojego mistrza)

Zakochiwałam się także w berlińskich kwiaciarniach. Jak cały Berlin były niezwykle proste, a zarazem przeurocze. Niestety w Warszawie większość kwiaciarń jest jak dla mnie mało estetyczna, mieszczą się one głównie w starych blaszakach. Kwiaciarnia dla mnie powinna być „mekką” estetyki i zadbania o każdy szczegół, powinnam się nią zachwycać i chciałabym, aby zachęcała mnie do częstych w niej zakupów. Z warszawskich kwiaciarń mam niezbyt miłe doświadczenia, kwiaty zazwyczaj wetknięte są w nieładne plastikowe kubły czy wazony, dekoracje i wystawy zazwyczaj odstraszają mnie kiczem i bylejakością. Natomiast kwiaciarnie berlińskie są dla mnie bajeczne (naprawdę niewiele trzeba, aby takie były). Sprzedawcy wystawiają kwiaty na zewnątrz sklepu, ustawiają je w ładnych doniczkach, są zadbane i pięknie pachną świeżością. Można w nich kupić zarówno kwiaty cięte, jak i malutkie, śliczne kwiatuszki doniczkowe.  Wszystkie kwiaciarnie  przyciągały mój wzrok.  Obserwowałam chwilkę kurs kwiaciarski odbywający się w kwiaciarni na Prenzlauer Berg (dzielnicy w której mieszkaliśmy). Zapragnęłam uczestniczyć w takich warsztatach, najchętniej  w tamtym miejscu.  Kwiaciarnie były na każdym kroku, a najwięcej widziałam ich w dzielnicy Kreuzberg. Kreuzberg odwiedziliśmy w deszczowy poniedziałek, nie mogliśmy się nacieszyć jego atmosferą w pełni (choć deszcz jakoś wyjątkowo pasował do Berlina). Żałuję, że do Kreuzberga nie dotarliśmy w sobotę, kiedy to odbywał się uliczny festiwal promujący hasła antynazistowskie. Dowiedzieliśmy się o nim od znajomych, którzy także byli w Berlinie i uczestniczyli w festiwalu, na którym podobno panowała niesamowita i nieskrępowana atmosfera,  bary i restauracje „wychodziły” na ulice, grała muzyka i wszyscy doskonale się bawili. Kreuzberg to podobno najbardziej barwna dzielnica, pełno w niej imigrantów (przede wszystkim z Turcji- stąd duża ilość tu barów i sklepów tureckich; w Kreuzberg mieści się targ na którym  można dostać wiele tureckich produktów – Turkenmarkt Maybachufer),  a także artystów oraz ludzi poszukujących alternatywnego stylu życia. Kreuzburg stał się pierwszym berlińskim „domem” dla punk rocka, a w późniejszych latach centrum berlińskiego hip hopu, breakdance,  a także innych subkultur,  .  Kreuzberg podobno od zawsze przyciągał dziwaków i oryginałów, z czego znany jest na całe Niemcy.  W dzielnicy przeważa budownictwo z późnego XIX wieku. Atrakcją Kreuzberg (do której nie dotrliśmy) są  plaże nad brzegiem Szprewy wypełnione barami i knajpami w których można wypocząć po ciężkim dniu.  Kreuzberg od kilku lat stał się niemałą atrakcją turystyczną, zatem część jego funkcji przejął pobliski Neukölln do którego niestety nie zawitaliśmy.

 

My po Kreuzberg przespacerowaliśmy się w deszczu i poczuliśmy fantastyczną atmosferę tego miejsca. Kreuzberg i Prenzlauer Berg to dwie części miasta, które lubię najbardziej. O Prenzlauer Berg napiszę w następnym odcinku i zapewne więcej niż o Kreuzberg ;)

 

Zdjęcia zamieszczę w późniejszym terminie. Niestety spotkało mnie nieszczęście - zabrałam do Berlina moją lustrzankę. Omyłkowo wzięłam ładowarkę do baterii do mojej cyfrówki, nie wziełam ładowarki do lustrzanki. Miałam dwie baterie, obie rozładowane. Na szczęście miałam ową cyfrówkę, lecz zdjęcia nie wyszły takie, jak pragnęłam, aby były. Berlin to dla mnie niezwykle fotogeniczne miasto. Uwielbiam robić zdjęcia miejscom czy przedmiotom ogólnie uznawanych za brzydkie, zniszczone, obdrapane. Gdy są jeszcze w połączeniu z bardziej wymuskanymi i nowoczesnymi miejscami to nie mogę się oprzeć, aby nie fotografować. Niestety uroku takich miejsc w Berlinie nie oddają moje zdjęcia.

 

sobota, 08 maja 2010, kemotalamot

Polecane wpisy

  • Lluís Domènech i Montaner

    Dziś znów Was pomęczę Barceloną i jej architekturą. Barcelona to nie tylko Gaudi, ale także wielu innych, znakomitych architektów. Właściwie, gdzie się nie obej

  • Gaudi po raz ostatni

    Park Guell. Uwiódł mnie, oczarował, urzekł. Zwłaszcza mozaiki, domki z piernika niczym wyjęte z bajki o Jasiu i Małgosi, Pawilon Kolumnowy, widok na Barcelonę..

  • Chupa Chups

    Kto na świecie nie zna lizaków Chupa Chups? Chyba każde dziecko i dorosły, gdy zamknie oczy może przywołać logo Chupa Chups. Ale, czy znacie historię tych słody

  • Dziennik berliński (kolejny)

    (Fragment jednego z nagrobków na cmentarzu Stubenrauchstraße w Berlinie, 2.05.2017, źródło: a.b.) Ćwiczenia z filozofii życia codziennego Z nas dwojga to A. je

  • Dziennik berliński (3)

        (Emil Nolde, Zdjęcie z krzyża, 1915 (c) Fundacja Noldego w Seebüll, na wystawie w Brücke Museum w Berlinie, źródło: http://letteraturaar

Komentarze
2010/05/09 00:56:36
zazdroszcze, wlasnie wrocilismy z centrum miasta, ktore niestety na weekend umiera, otwartych tylko kilka restauracji i zadnej kawiarni, nie wspominajac o braku kwiaciarni. W Berlinie bylam w grudniu, wymarzlam niesamowicie i mimo, ze bardzo mi sie podobal, byl dla mnie przytlaczajacy :)
-
rozcinam-pomarancze
2010/05/10 12:17:04
A to pech z tymi aparatami, swoją drogą, strasznie uzależnieni jesteśmy od kabelków... Berlin na mnie zrobił też pozytywne wrażenie, choć dobrze czułam się głównie w tej wschodniej części miasta. Zabawne, też prawie rozjechano mnie rowerem, na dodatek zostałam straszliwie po niemiecku zbesztana, gdy przez roztargnienie znalazłam się przez chwilę na ścieżce rowerowej (normalnie zawsze je respektuję, będąc sama rowerzystką wiem jaki to ból, wszędobylscy piesi).
Pozdrawiam serdecznie,
czara
-
2010/05/10 15:55:19
artdeco1: to może przez zimową aurę ;) Ja w Berlinie nie czułam się przytłumiona, jestem zachwycona tym miastem.

Czaro: Ja też zazwyczaj spaceruję chodnikami, omijam ścieżki rowerowe (chyba,że jadę rowerem oczywiście), ale w Berlinie w niektórych miejscach nie miałam jak ich omijać (np nie było chodnika, a jedynie ścieżka rowerowa). Rozumiem, jak denerwująca jest konieczność stałego wymijania pieszych na ścieżce rowerowej, lecz nie rozumiem takiego zachowania rowerzystów, jakie chwilami obserwowałam w Berlinie. Bawiło mnie to lekko, lecz gdybym została tam dłużej pewnie zostałam rozjechana na placek przez jakiegoś szalonego rowerzystę ;)
-
2010/05/10 21:48:07
Nigdy wczesniej nie ciagnelo mnie do Berlina, ale po tym co tu przeczytalam, plus po solidnej dawce wloskiej estetyki miejskiej jaka karmie sie od blisko dwoch lat, marzy mi sie weekend w takim miescie. Chociaz na pewno zginelabym pod kolami roweru!;) Czekam na zdjecia :)
-
2010/05/11 14:23:09
Bardzo podoba mi się opis. Jakbym chodziła po Twoich ścieżkach:)))
-
2010/05/12 15:15:18
mnie też nie ciągnęło do Berlina, ale od jakiegoś czasu kusi, zwłaszcza z powodów muzeów i galerii, jakie tam są...może kiedyś?:)
-
chihiro2
2010/05/13 15:21:33
O Boze, Kemotko... Wlasnie sobie uswiadomilam, ze wyslalas mi juz dawno temu emaila z prosba o polecanki z Berlina, a ja ten email zaznaczylam gwiazdka, by odpisac pozniej i... na smierc zapomnialam! Glupio mi bardzo, przepraszam Cie najmocniej.
Ciesze sie jednak, ze podobalo Ci sie w "moim" miescie :) Bo Berlin znam od dawnych lat, gdy jeszcze podrozowalam z rodzicami do Berlina Zachodniego i gdy mur skutecznie dzielil miasto. Potem wracalam tam czesto, przynajmniej raz w roku, studiowalam tam rok i od kilku lat jezdze tam kilka razy w roku do rodzicow. Kocham to miasto, mimo ze uwiera mnie tam wiele rzeczy i mimo ze wiekszosc galerii nie jest wcale taka fajna. Za to Prenzlauer Berg jest znakomity, tam mieszkala moja przyjaciolka, wiec choc ja mieszkalam w Bellevue, odwiedzalam ja czesto. Zreszta Berlin jest malutki, latwo poznac cala dzielnice. Uwielbialam robic zakupy na Wintefeldmarkt w Schoenebergu, lubilam moja droge na uniwersytet w Dahlem, lubilam nocne powroty z kina na Savigny Platz na rowerze, turecki bazar w Kreuzbergu, wyprawy do knajp i sklepow Mitte (Hackescher Markt). Berlin darze najwiekszym sentymentem, tym wiekszym, ze od 87' roku moglam obserwowac na biezaco, jakie metamorfozy przechodzi. Nie ma drugiego miasta, ktore by sie tak zmienialo.
-
2010/05/14 16:03:11
goshka79, chiara76: Polecam Wam gorąco Berlin. Mnie do tego miasta dłuuuugo nie ciągnęło, ale od jakiegoś czasu mocno zaczęło mnie przyciągać . To bardzo ciekawe i specyficzne miasto.

Delie: Dziękuję bardzo, ja zachwycam się Twoimi zdjęciami ;)

Chihiro: Nie masz za co przepraszać. Kilka razy sprawdzałam, czy mi coś polecasz, lecz mieliśmy dość napięty program wizyty w Berlinie, wielu rzeczy nie zrobiliśmy (a bardzo chcieliśmy), więc pewnie i na Twoje polecanki nie starczyłoby czasu. Planuję jednak kolejną wizytę w tym mieście (choć jeszcze w niesprecyzowanej przyszłości), zatem wtedy na pewno skorzystam z Twoich podpowiedzi. Możesz w ramach rekompensaty polecić mi jakiś film bądź książkę z Berlinem w tle. Oglądałam oczywiście zapierający dech w piersiach film Wendersa, lecz nie mam kompletnie pojęcia, czy jest jeszcze jakiś film z Berlinem. Znasz coś?
-
chihiro2
2010/05/14 17:54:20
Uff, ciesze sie, ze sie nie gniewasz. Zastanowie sie nad polecankami i dam Ci znac odpowiednio wczesniej.
Tak wiele filmow z Berlinem w tle nie ma wcale, albo sa, ale niedostepne. Bardzo malo widzialam, z tych, ktore widzialam, polecam "Das Leben der Anderen" (nie znam polskiego tytulu, dostal oscara kilka lat temu), "Good Bye Lenin!", "Lola rennt" ("Biegnij, Lola, biegnij") i "Das Versprechen" ("Obietnica") Margarethe von Trotta.
Sama chcialabym obejrzec "Aimee & Jaguar" i "Berlin Alexanderplatz".
Z ksiazek polecam goraco "Book of Clouds" Chloe Aridjis: chihiro.blox.pl/2009/11/Book-of-Clouds-Chloe-Aridjis.html
-
2010/05/14 18:44:35
Chihiro: Zapomniałam o "Biegnij Lola, biegnij", oglądałam baaardzo dawno temu, więc może sobie teraz przypomnę. "Good bye Lenin" także oglądałam, także o nim zapomniałam, lecz z tego co pamiętam to nie podobał mi się (ale może znów obejrzę i będę miała inne odczucia). Natomiast pozostałych filmów poszukam, może uda mi się je obejrzeć. Ja już tak mam, że gdy spodoba mi się w pewnym miejscu pragnę oglądać i czytać o nim jak najwięcej (choć zapewne to nie tylko moja przypadłość). Miłego weekendu!
-
2010/05/15 16:47:16
Chihiro: Właśnie sprawdziłam, że "Das Leben der Anderen" to polskie "Życie na podsłuchu". Widziałam dawno temu, bardzo mi się podobał. Natomiast znalazłam taki film: www.fassbinderfoundation.de/node.php/en/news_detail/166 Bradzo chciałabym go obejrzeć, niestety nie jest w Polsce dostepny. Ja jestem mistrzynią przegapiania okazji - kilka dni temu można było film zobaczyć w ramach Planet Doc Review. Niestety okazję straciłam, lecz może jeszcze kiedyś będzie dane mi go zobaczyć.
-
wildrose661
2010/06/07 16:55:43
Ilekroc przez Berlin przejezdzam za kazdym razem obiecuje sobie, ze nastepnym razem przenocujemy i spedzimy kilka godzin spacerujac... no i konczy sie na obietnicach danych sobie... a i Ty piszesz ze to ciekawe miasto i Ci, ktorzy byli uwazaja, ze warto, ze choc nie jest to Paryz, Wieden ani Rzym, to warto zobaczyc!
-
vespertinee
2011/07/29 19:18:39
Super :) obejrzałam i przeczytałam z wielką ciekawością, dziękuję za linki, Kemotko!
-
katarzyna.milkowska
2012/07/31 15:30:57
Polecam kulinarny mini przewodnik po tym cudownym mieście: wolnakuchnia.com/tag/berlin :-)
-
2013/04/17 16:55:16
W tym roku wiośnie się zdecydowanie nie spieszyło... Szybciej zdążyłam ogarnąć obliczenie podatku! NO normalnie szczyt :/