;
Blog > Komentarze do wpisu
Czas stanął w miejscu...

"Kilka godzin później jesteśmy za Madrytem, okolica jest otwarta i rozległa, wielkie karawele chmur płyną po potężnym niebie, ale już nie pada.To jeszcze Kastylia, kraina, która z góry, z samolotu wygląda, jak płaszczyzna czerwieni i brązu, piaszczysta i sucha: meseta. Po deszczu nie jest tam tak skwarno jak w lecie, pobocza dróg pełne są kolorowych wiosennych kwiatów: maków, jasnot, margarytek, mleczy - orgia złota, czerwieni, błękitu i fioletu - horyzont faluje przed nami, a kiedy zjeżdżamy z głównej drogi, robi się nagle pusto i ogarnia nas nieodłączne tu uczucie wielkiej wolności. Postanowiliśmy zatrzymać się w Chinchon., gdzie robi się najlepszy w całej Hiszpanii anis. Pośrodku wsi znajduje się duży rynek, Plaza Mayor, najbardziej hiszpański ze wszystkich wynalazków, serce i centrum każdej kastylijskiej miejscowości od Madrytu po najbardziej zapadłą dziurę. Ale jest w tym placu coś przedziwnego. Nie jest kwadratowy, lecz eliptyczny: przypomina arenę lub teatr. Podłoże jest z piasku, domy wokół mają tarasy mogące służyć za loże, z których teraz korzystają resauracje. Jedzenie jest tu jeszcze proste: wielkie garnki zupy z czosnkiem, chlebem i jajkiem (sopa de ajo), pieczeń jagnięca i wieprzowa, chłopskie dania takie jak duelos y quebrantes, jajka z dużym wałkiem czerwonej kiełbasy, sałatka z pomidorów i cebuli, litrowe dzbanki ciężkiego czerwonego wina. Z tarasu mam królewski widok na występ jedynego aktora, wiejskiego policjanta, który z dołu pilnuje nas wszystkich. Słyszę plusk fontanny, głosy ptaków, bicie zegara na wiejskim kościele, co kwadrans dającego znać, że znowu przepadł kawałek czasu. Z różnych bocznych uliczek, jak w dziwnej sztuce, wciąż na nowo wyłania się inny starzec, któremu bardzo dużo czasu zajmuje przejście o lasce na drugą stronę piaszczystego placu, na który kilka razy do roku wypuszcza się byki. Ktoś zamiata przed ratuszem, jaskółki latają nisko nad ziemią. Od czasu do czasu przebija się słońce, w piekarni (fabrica de pan) piękna pani Vidal udziela mi lekcji o nazwach ciasteczek i bułek, i właściwie chciałbym sobie dalej siedzieć na tym placu, w zamkniętym kole galerias, z torebką pełną mantecados de anis..."(Nooteboom)

 

 

Dla mnie nic dodać nic ująć. Najpiękniejszy opis miejsca, jaki można sobie wyobraziź (kto w Chinchon był ten wie). Ja byłam. To dla mnie niezapomniane miejsce, najpiękniejsze z dotąd odwiedzonych. Czułam się tam zupełnie inaczej niż dotychczas, niż w innych miastach, miejscowościach czy wsiach. Malutka wioska osadzona na wzgórzu. Cicha i spokojna, rzadko odwiedzana przez turystów. Będąc tam czułam się, jakbym przeniosła się kilka stuleci wstecz. Czas tam się zatrzymał. Wyobrażam sobie, że człowiekowi spędzającemu czas w Chinchon nie jest do niczego potrzebny zegarek odmierzający czas, gdyż jest tak sennie, tak uroczo i tak niesamowicie przyjemnie, że czas jest zupełnie nieważny. Pobyt w Chinchon to jeden z takich momentów w moim życiu, które chce zapamiętać jak najdokładniej i na jak nadłużej, a który uwieczniony aparatem nie jest tym samym, co rzeczywistość. Aby poczuć klimat miejsca trzeba tam po prostu być. Do tego niesamowite jest to, że Chinchon jest w tak niewielkiej odległości od największego z hiszpańskich miast, Madrytu. A obie miejscowości, jak dla mnie nie mają ze sobą kompletnie nic wspólnego!

Nigdzie wcześniej i później nie czułam się tak, jak tam... Nieziemsko...

Chinchon

Przed najlepszą knajpą w Chinchon. Żałuję tylko, że na zdjęciu jest ten samochód, który przypomina mi, że hiszpańskie dziewczynki należą do współczesności, a nie wybiegły z minionych lat czy może nawet stuleci...

 

Chinchon

 

Chinchon

 

 

Chinchon

Chinchon

Balkon jednego z domów

Chinchon

Święty Józef czuwa nad Chinchon

 

Chinchon

 

Chinchon

A tam! Zamieszczam jedno ze mną :)

Chinchon

 

Ciekawostka: Jadąc do Chinchon wraz z moim towarzyszem doznaliśmy strasznego odkrycia, które było dla nas szokiem! Hiszpania to kraj bocianów! Przejeżdżając przez wioski zauważyliśmy, że na każdym dachu, na każdym słupie jest bocianie gniazdo! Szokiem było to dla nas, gdyż bylismy wcześniej święcie przekonani, że krajem bocianów jest tylko i wyłącznie Polska! Wiedzieliśmy, że w innych krajach ptaki te występują, ale nie sądziliśmy, że w takiej ilości, co w naszym kraju. A tu okazuje się, że nie dość, że występują to jeszcze BA! w większej niż w Polsce ilości!)

czwartek, 31 lipca 2008, kemotalamot

Polecane wpisy

  • Okno

    Ja naprawdę lubię takie dni, jak ten którry właśnie przemija ;)

  • rowery i Prenzlauer Berg

    Berlin to miasto rowerów, nie jest ich tam tak wiele jak w Amsterdami, ale jest ich napewne duuuuuużo. To miasto dla mnie pod kolejnym względem;) : W Berlinie

  • Jest i wiosna!

    Mój wiosenny cel: oswoić aparat, aby te zdjęcia były doskonalsze (ja nie wiem dlaczego, ale widzę, że blox zniszczył jakość niektórych z tych nich). I w końcu o

Komentarze
chihiro2
2008/08/01 18:09:15
Piekne zdjecia i Ty tez slicznie wygladasz :) Nigdy nie bylam w tym miasteczku, ale urzeklo mnie swoja uroda... Ech, tyle jest cudownych miejsc do zobaczenia...
-
2008/08/01 19:43:36
pozdrawiam;)
miło Cię zobaczyć...
a zdjęcia piękne, urokliwe baaardzo...aż się chce jechać;)
-
2008/08/01 23:45:06
Przepiękne zdjęcia i przepiękne miejsce! I ty też:) Z tymi bocianami to i ja jestem w szoku, coś takiego.
Chciałam jeszcze zapytać, czy tekst kursywą to cytat? Jeśli tak, to czyj, bo jakoś nie ma nazwiska autora...
-
2008/08/02 12:47:31
Dziękuję Wam za komplementy!

la_polaquita: Owszem, to cytat, zapomniałam napisać czyj, już poprawiam mój błąd ;)

chiara76: Ja takie miejsca odwiedzać lubię najbardziej! Zdecydowanie wolę takie od miast pełnych zgiełku (tzn owszem, i takie lubię zwiedzić, ale w zawsze poszukuję klimatu małych miasteczek, niekoniecznie obleganych przez turystów)

chihiro2: Zgadzam się z Tobą w pełni. Martwi mnie zawsze to, czy czasu starczy mi zobaczyć wszystkie miejsca, które mi się marzą...